Bramkarz numer pięć, szaleniec numer jeden

W szatni piłkarskiej utarł się stereotyp, że bramkarz musi mieć w sobie coś z wariata. Już nawet, wbrew temu co mówi podwórko, nie musi być gruby. Byleby miał pierwiastek szaleństwa. Zresztą znacie tych golkiperów. Tych wariacików. Pozytywnie pierdolnięci, tacy są najlepsi. Problem w tym, że niektórzy biorą to sobie zbyt mocno do serca.

Kamil Grabara w styczniu ubiegłego roku został zawodnikiem Liverpoolu. Młodego piłkarza ściągnięto z Ruchu Chorzów, w barwach którego nie wystąpił ani w Ekstraklasie, ani w Pucharze Polski. Nie przeszkodziło to jednak skautom The Reds zauważyć drzemiącego w Polaku potencjału i ściągnąć go na Anfield. Do tej pory każdy się cieszył, bo przecież w większości z nas obudził się ten wewnętrzny pokład januszerki, który krzyczał: „Będzie nowy Dudek!”. Sprawy przybrały jednak dość nieoczekiwany obrót.

Grabara, jak każdy słusznie uważał, zaczął swoją przygodę od drużyny rezerw. Sprawa absolutnie normalna, przecież większość młodzieżowców ściąganych z różnych zakamarków Europy ląduje na początek na niższych szczeblach drużyn. Schody zaczęły się jednak wraz ze wzrostem buty u naszego bramkarza. Pojawiła się ona nagle, tak po prostu. Tak jakby drużyna Liverpool U18 miała pod swoimi nogami cały świat, a nastolatek był jej nienaruszalnym filarem, prawdziwym kamieniem węgielnym. Oczywiście nic takiego nie miało miejsca. Poza wzrostem pychy i zażenowania, które można było odczuwać czytając wojaczkę Grabary na Twitterze i innych mediach społecznościowych. W bardzo szybkim czasie zraził on do siebie nie tylko bezstronnych fanów, ale także kibiców Liverpoolu i Ruchu Chorzów, co było rzeczą dość nierozsądną. Jednakże był to dopiero początek.

Mijały miesiące, a Grabara rósł, a wraz z nim jego ego. Do tej pory na ośrodek treningowy Polak podążał taksówką, teraz zamawiał trzy taryfy. Jedną podróżował sam, dwoma pozostałymi ego. Trzeba jednak przyznać, że przez większość czasu był on traktowany jako nieszkodliwy głupiec. Ot kolejny polski chłopaczek, któremu sodówka uderzyła do głowy i udziela wywiadu, w którym stwierdza, że będzie bramkarzem numer jeden. Ot kolejny polski chłopaczek, który wyjechał z kraju i teraz naśmiewa się z ligi, w której nie zdołał nawet zadebiutować. Ot kolejny polski chłopaczek, który bierze się za analizę postawy Cierzniaka, mimo że na takim szczeblu rozgrywek może nigdy nie zagrać. Wszystko było do przełknięcia, chociaż ość zwana Grabarą coraz mocniej stawała każdemu w gardle.

A później nadeszło Euro U-21. Umówmy się, Kamil Grabara miał naprawdę nikłe szanse na wystąpienie w trykocie polskiej reprezentacji. Przed nim w kolejce stali i Drągowski, i Wrąbel. Marcin Dorna jednak powołanie wysłał, licząc na to, że 18-latek się trochę z kadrą zapozna od wewnątrz. No nie wyszło. Grabara odrzucił powołanie, powiedział że skoro nie jest numerem jeden to on nigdzie nie jedzie i skupi się na innych sprawach. Czyli że na odpoczynku, o czym nie omieszkał nas poinformować na Twitterze. Z jego zachowania skorzystał zaś Maksymilian Stryjek, który występował w ekipie Sunderlandu. Jednakże to nie był koniec.

Wreszcie się doczekaliśmy. Wreszcie nadszedł sądny dzień, w którym 18-latek ujawnił swoją prawdziwą tożsamość. Otóż okazał się on być znanym youtuberem, Testovironem. Masa poszlak jakie zostawił po sobie Polak wskazują właśnie na to. Wystarczyło spojrzeć na jego profil na Instagramie, na te pliki dwustuzłotówek, na tego fantastycznego Rolexa, którego prawdopodobnie podarował mu Szatan. Nikt normalny nie chwali się takimi rzeczami, no chyba że jest się Testo? Przecież tak nie robią normalni ludzie, prawda?

Oczywiście zdjęcie to wywołało spore zamieszanie, głównie w polskich mediach. Różne Fakty i SuperExpressy miały prawdziwą pożywkę, a na całym jarmarcznym chaosie zyskiwał tylko Grabara, który zgarniał kolejne punkty w rankingu popularności. Wszak stara prawda mediów mówi, że nieważne jak mówią. Liczy się to, że w ogóle mówią.

Szybko jednak okazało się, że to nie koniec. Kamil dostał powołanie, wyjechał na kadrę młodzieżową i… stanął przed kamerami Łączy Nas Piłka. A właściwie to jego palec stanął. Środkowy. Podczas przygotowywania tradycyjnego materiału ze zgrupowania, bramkarz Liverpoolu – wszak tak nazywa siebie na Twitterze – uraczył kamery tradycyjnym fuckerem. Oczywiście raz to by było za mało. Kilkanaście godzin później wyciekło kolejne zdjęcie, na którym młodzieżowiec pozdrawia nas wszystkich środkowym palcem. Oczywiście, można mieć taką postawę przez całe swoje życie. Ale wypada sobie zadać dwa podstawowe pytania. Czy naprawdę jestem nową wersją Liama Gallaghera? Jeśli nie, to po jaką cholerę komplikuję sobie życie jakimiś nieprzemyślanymi akcjami?

Istnieją dwa wyjścia. Albo Kamil Grabara jest absolutnie świadom swoich czynów, robi to wszystko celowo i bawi się z nami bardziej niż książkowy Littlefinger ze światem Pieśni Lodu i Ognia, albo jest po prostu dzieciakiem, któremu nie tyle co uderzyła sodówka do głowy, co po prostu odjebało.

Jeśli faktycznie wszystko stanowi część jego masterplanu… to będę pod wrażeniem i zacznę mocno trzymać za niego kciuki. Jeśli jednak to druga strona medalu okaże się tą prawdziwą, to cóż. Moja twarz raczej nie uświadczy wyrazu zdziwienia. Chociaż nie! Będę mu kibicował już teraz! Przecież przyda mu się jakiekolwiek wsparcie w konkurencji z Mignoletem i Kariusem. I Wardem. I Bogdanem. Swoją drogą, ciekawe czy w węgierskich mediach Adam Bogdan wywołuje podobną burzę.

 

By | 2017-09-03T11:37:09+00:00 Wrzesień 3rd, 2017|BLOGI, JANKOCENTRYZM, Liverpool|6 komentarzy

About the Author:

Mało znam się na piłce. Ale umiem naciskać klawisze żeby wyskakiwały zabawne wyrazy. Egzegeza na przykład.

6 komentarzy

  1. Piotrek 3 września 2017 w 11:33 - Odpowiedz

    „pierdolnieci”, „odjebało”?!

    Sorry, nawet jeśli sytuacja aż się prosi o używanie wulgaryzmów to artykuł prasowy nie jest odpowiednim miejscem. I nie ma tu znaczenia czy jest to gazeta, blog czy portal sportowy. Tego się zwyczajnie nie robi.

    Macie pewnie wśród swoich czytelników osoby niepełnoletnie i już przez wzgląd na nie powinniście unikać tego typu wyrażeń. Bo nie zauważyłem ostrzeżenia, że strona jest przeznaczona tylko dla osób pełnoletnich.

    A druga sprawa, że to zwyczajnie zbędne. Fajny tekst, ale te wulgaryzmy rażą. W dodatku pierwszy pojawia się już w lidzie.

    Lubie waszą stronę i to co robicie dla kibiców angielskiej piłki, ale po tej wpadce niesmak pozostał…

    • Jan Piekutowski 3 września 2017 w 14:00 - Odpowiedz

      Panie Piotrze!

      Owe wulgaryzmy miały swoje miejsce tylko i wyłącznie z dwóch prostych względów. Pierwszy z nich jest nawiązaniem do popularnego w polskim internecie wyrażenia, drugie zaś służy wzmocnieniu wypowiedzi, choć, jak słusznie Pan zauważył, można było go uniknąć.

      Pozdrawiam serdecznie!

  2. Paweł 3 września 2017 w 12:12 - Odpowiedz

    Fota a właściwie screen, który jest załączona do tekstu jest mylnie interpretowana 🙂 Polecam oglądnąć materiał video z którego pochodzi, polecam także wkładać trochę więcej trudu w tzw „research”

  3. furkacz 3 września 2017 w 12:31 - Odpowiedz

    fatalny felieton

  4. abcxyz 3 września 2017 w 13:11 - Odpowiedz

    język kompletnie nie na miejscu, przyzwyczailiście do dużo wyższych standardów

  5. Kornel 6 września 2017 w 22:46 - Odpowiedz

    Panie Janie, mimo mięsa bardzo przyjmie się Pana czyta. Pozdrawiam i powodzenia w dalszym pisaniu życzę.

Zostaw komentarz