Sam Vokes, czyli esencja angielskiego futbolu i jego „pięć minut”

Do tej pory Sam Vokes często uznawany był za zwykłego przeciętniaka z Premier League. Tułający się po różnych szczeblach ligowych angielskiej piłki Walijczyk po fenomenalnym występie przeciwko Chelsea, w którym zdobył dwie bramki, ma w końcu swoje zasłużone „pięć minut”. Jak się jednak okazuje, nie było to jego jedyne „pięć minut” w dotychczasowej karierze.

Zanim ktoś zarzuci mi, że w tytule błędnie podałem przykład Vokesa jako esencję angielskiej piłki, ponieważ gra on w reprezentacji Walii, jestem winny wszystkim czytelnikom małe wprowadzenie. Napastnik Burnley przyszedł na świat 21 października 1989 roku w Southampton. Dokładnie w tym Southampton, które leży na terytorium Anglii, a nie Walii, której barwy przywdziewa podczas meczów reprezentacyjnych. Otóż prawda jest taka, że ten rosły napastnik jest Anglikiem, a w reprezentacji półfinalisty mistrzostw Europy w 2016 roku występuje dlatego, ponieważ jego dziadek był właśnie Walijczykiem. Zawodnik nie spodziewał się zainteresowania ze strony angielskiej federacji, dlatego wykorzystał nadarzającą się okazję, dzięki czemu może pochwalić się 50 występami na szczeblu międzynarodowym, w których zdobył 8 bramek.

Sam Vokes to wychowanek Bournemouth, w którym występował w drużynach juniorskich, a w sezonie 2006/2007 w wieku 16 lat został włączony do pierwszej drużyny. Oczywiście sympatycy angielskiego futbolu wiedzą, że w tamtych czasach nie była to drużyna ze środka tabeli Premier League, tylko drużyna z dolnej części League One, co pokazuje, że Walijczyk nie miał łatwego startu. Swoją pierwszą bramkę w profesjonalnej karierze zdobył 16 grudnia, kiedy to Bournemouth zremisowało 1:1 z drużyną Gillingham. W następnym sezonie na młodego zawodnika zaczęto stawiać coraz częściej, co zaowocowało strzeleniem 12 ligowych bramek, które jednak nie pomogły Wisienkom w utrzymaniu – spadły one na czwarty szczebel ligowych rozgrywek. Pewien okres sezonu miał nawet tak dobry, że odbiło się to głośnym echem na Wyspach. Efektem tego było zainteresowanie Vokesem takich drużyn, jak Aston Villa, Everton, czy Celtic, jednak ostatecznie do żadnego transferu nie doszło. To było pierwsze „pięć minut” Walijczyka, których jednak nie udało mu się wykorzystać.

Następny sezon to dopiero 21. miejsce Bournemouth w League Two, spowodowane odjęciem aż 17 punktów przez problemy finansowe. Młody Vokes spisywał się coraz lepiej, dlatego zainteresowanie młodym Walijczykiem wyraził Wolverhampton, który ówcześnie występował w Premier League. Kluby dogadały się w sprawie transferu, a napastnik opuścił Wisienki za kwotę 300 tysięcy euro i wydawało się, że nabierze rozpędu. Niestety nic bardziej mylnego. Transfer do drużyny grającej w tak wysokiej lidze dał mu może trochę prestiżu i sprawił, że jego nazwisko zaczęło być rozpoznawalne, jednak jego pobyt okazał się totalną klapą. 11 występów w barwach Wolves i wypożyczenia aż do 6 klubów Championship, w których również grywał sporadycznie to niezbyt przychylna recenzja. W końcu nadszedł jednak przełomowy sezon 2012/2013, przed którym zamienił Wolverhampton na Burnley za kwotę 635 tysięcy euro. Jak się później miało okazać, była to kluczowa decyzja dla jego kariery.

Vokes może od początku nie zawojował Championship, ale przede wszystkim mógł liczyć na regularną grę. 45 gier w pierwszym sezonie w Burnley (nie licząc krótkiego wypożyczenia do tej drużyny w sezonie 2011/2012) to zdecydowanie to, czego potrzebował. Silny, nieustępliwy, rozpychający się łokciami napastnik, mimo tego, że nie strzelał często, to zdołał wyrobić sobie solidną markę. Nie od dziś wiadomo, że Championship to jedna z najbardziej wymagających lig pod względem fizycznym, a mierzący 188 centymetrów Walijczyk pasował tam jak ulał. Kolejny sezon w barwach Burnley to już był pokaz pełni jego możliwości. Awans Burnley do Premier League i 20 bramek zdobytych przez Vokesa, po prostu lepiej tamtego sezonu wykorzystać się nie dało. Wciąż młody jeszcze napastnik był wtedy na ustach wszystkich ekspertów zaplecza Premier League i śmiało można powiedzieć, że był to jego najlepszy sezon w dotychczasowej karierze. Do tej pory reprezentował barwy Burnley w 193 oficjalnych spotkaniach, w których zdobył 56 bramek.

Kolejne „pięć minut” Walijczyka to moment, w którym występował wraz ze swoją kadrą na EURO 2016 rozgrywanym we Francji. Walia była największą niespodzianką tamtej imprezy, w której doszli aż do półfinału odpadając dopiero z Portugalią. Po drodze w ćwierćfinale wyeliminowali Belgię i właśnie w tym meczu rezerwowy swojej reprezentacji miał swój moment, w którym znajdował się w świetle jupiterów. Belgia przegrywała 1:2, naciskała, starała się odwrócić losy meczu na swoją korzyść i wtedy super rezerwowy Sam Vokes w 86. minucie spotkania ustalił wynik na 3:1. Dołożył cegiełkę do niewątpliwie wielkiego sukcesu swojej kadry i w swoje CV może napisać coś takiego, jak zdobycie bramki w ćwierćfinale Mistrzostw Europy. Chyba całkiem nieźle jak na piłkarza, który zaczynał w drużynie z trzeciego szczebla angielskich rozgrywek ligowych, prawda?

Walijczyk to typowy piłkarz angielskiego pokroju, bez których Premier League nigdy nie byłaby taka sama. Vokes to obraz piłkarza, który mimo tego, że nie posiadał wielkiego talentu i nie zachwycał wyszkoleniem technicznym, czy cudownym uderzeniem, to dzięki ciężkiej pracy, determinacji i charyzmie osiągnął w piłce nożnej naprawdę bardzo dużo. To piłkarz z rodzaju tych, których przez 90 minut meczu walczą z innymi piłkarzami bark w bark, non stop biorą udział w pojedynkach główkowych i grają na linii spalonego. Vokes do dzisiaj mógłby grać w niższych angielskich ligach zarabiając niewiele, lecz jego pasja i poświęcenie sprawiły, że jest w takim miejscu, w którym chciałoby znaleźć się zapewne większość kibiców tej najwspanialszej ligi świata. Vokes w tym roku skończy 28 lat. Zaliczył fenomenalny start sezonu przeciwko Chelsea, więc kto wie? Może po raz kolejny dzięki swoim „pięciu minutom” pokaże wszystkim, że nie jest to jeszcze jego szczyt umiejętności i potrafi zajść jeszcze wyżej. Z jego determinacją i nieustępliwością, jestem w stanie stwierdzić, że Walijczyk może trzymać dla nas jeszcze jakiegoś asa w rękawie.

By | 2017-08-15T01:26:03+00:00 Sierpień 15th, 2017|Bez kategorii|0 komentarzy

About the Author:

Zostaw komentarz