Kluby Premier League zaczynają zbroić się czołgami

Podczas II wojny światowej Amerykanie mieli M26 Pershinga, Niemcy PzKpfw V Panther, czterej pancerni Rudego 102, a teraz Arsenal ma Seada Kolasinaca. Z taką krzepą, gdyby Bośniak grał w Polsce, już dawno dostałby od KSW propozycję walki z Najmanem, Pudzianem albo innym Popkiem.

Ktoś z was ogląda regularnie Bundesligę? Skoro trafiliście na Angielskie Espresso, to raczej nie obstawiałbym, że jest wśród was wielu maniaków niemieckiej piłki. Z tego powodu pewnie nigdy wcześniej Seada w akcji nie widzieliście. Gdy przychodził do Arsenalu, można było przeczytać, że ma pseudonimy „The Tank” i „Hulk”. Jednak to co widzimy w jego wykonaniu na boisku, przechodzi nasze oczekiwania. To po prostu trzeba zobaczyć.

Zaczęło się podczas Emirates Cup. Arsenal pokonał Benfikę 5:2, a Kolasinac miał udział przy aż trzech bramkach swojej drużyny. Spójrzcie tylko, w jaki sposób zanotował asystę przy pierwszej bramce Theo Walcotta:

Co za dzik! A to dopiero początek, Bośniak zadziwił przede wszystkim we wczorajszym meczu o Tarczę Wspólnoty.

Wszystko zaczęło się od pechowej kontuzji Pera Mertesackera. Kapitan Arsenalu oberwał łokciem w twarz od Gary’ego Cahilla i musiał opuścić boisko. Laurent Koscielny i Skhodran Mustafi z różnych powodów zasiedli na trybunach, a jedynym doświadczonym obrońcą na ławce był Sead Kolasinac. Kamera przyłapała go, gdy akurat zmieniał koszulkę dla rezerwowych na pierwszy strój. Widok jego klatki piersiowej mógł nieco odstraszyć mniej umięśnionych atakujących Chelsea.

W pewnym momencie Bośniak zdecydował się pójść na przebojową akcję. Zagarnął piłkę i poszedł na cztery przebitki, cztery solówki, wszystkie wygrał, Arsenal utrzymał piłkę! Nie wiadomo ile w tym wszystkim było technicznego kunsztu, ile szczęścia, ale na pewno było w tym dużo siły. Gdy Kolasinac decyduje się na rajd, dla własnego zdrowia lepiej zejść mu z drogi. Oprócz wyróżniającej się masy mięśniowej, dysponuje naprawdę sporą szybkością. Rozpędzony nie patrzy pod nogi, tylko biegnie jak tur.

Chwilę później przyszedł czas na popisanie się w defensywie. Sędzia odgwizdał jego faul na Pedro. Kolasinac przerażony podbiegł do sędziego Boba Madleya i zdziwiony wręcz krzyczy mu w twarz „I didn’t touch him! I didn’t touch him!”. Arbiter oczywiście pozostaje przy swojej decyzji, ale kibice mogą zweryfikować tłumaczenia zawodnika Arsenalu w powtórce. Oglądamy, a tam co? Pedro odbija się od Bośniaka jak od skały. W zasadzie to sam Kolasinac wbiega swoim ciałem w przeciwnika. Ewidentny faul, ale jakoś specjalnie się nie dziwimy, że nic nie poczuł i myślał, że nikogo nie dotknął.

Nie możemy się przecież zachwycać tylko warunkami fizycznymi Seada. W 82. minucie to właśnie on strzelił wyrównującego gola i mimo że jest obrońcą, już ma swoje premierowe trafienie w nowych barwach. Po spotkaniu pojawiło się wiele głosów, że to właśnie on (mimo że wszedł na boisko w 33. minucie) powinien zostać Man of the Match tego pojedynku. Musimy przypomnieć, że Kolasinac zasilił Arsenal zupełnie za darmo, po tym jak skończył mu się kontrakt z Schalke. Brzmi to dość ciekawie, patrząc jakie kwoty na bocznych obrońców wydał w tym okienku Pep Guardiola.

Myślicie, że przesadzamy? Że po prostu jest trochę szerszy w barkach od innych piłkarzy, ale nie ma sensu robić hałasu? Zobaczcie, jak zareagował Twitter:

A oto co na temat bośniackiego czołgu miał do powiedzenia Arsene Wenger na pomeczowej konferencji:

Oczywiście, jest bardzo silny fizycznie. Są piłkarze, którzy muszą dużo trenować na siłowni i tacy, którzy są silni od urodzenia. On jest tym drugim przypadkiem. W zeszłym tygodniu zaliczył dobre występy, lecz obawiałem się wystawiać go od początku na Wembley, ze względu na presję, ale kiedy wszedł, zagrał wybitnie.

Czy mieliśmy już podobnie umięśnionych piłkarzy w Premier League? Oczywiście. Co wyróżnia Kolasinaca na ich tle? Taka sylwetka jeżeli jest już u kogoś spotykana, to raczej głównie u stoperów bądź środkowych napastników. Ci pierwsi mają za zadanie przepchnąć rywali, oddalić zagrożenie i zapobiec utraty bramki. Ci drudzy z kolei muszą tak wywalczyć sobie miejsce w polu karnym przeciwnika, by oddać groźny strzał. Za to Kolasinac to boczny obrońca, w formacji 3-4-3 wahadłowy, zawodnik box to box, a właściwie chorągiewka to chorągiewka. Widok takiego siłacza pędzącego przy linii bocznej, w dodatku prowadzącego starannie piłkę, to nie lada rzadkość.

Zwróćcie na niego uwagę, to naprawdę interesujący przypadek. Zobaczymy co będziemy mogli powiedzieć o jego występach po całym sezonie w Anglii. Przypominam – przyszedł za darmo.

By | 2017-08-07T11:44:48+00:00 Sierpień 7th, 2017|Arsenal, Bez kategorii, Slider|0 komentarzy

About the Author:

Kibic Premier League oraz reprezentacji Polski. Lubię statystyki, tabelki oraz pobijanie wszelakich rekordów.

Zostaw komentarz