Weganie zapukają do bram Premier League?

Napisaliśmy już wiele o Brighton and Hove Albion, wiele o Huddersfield Town, a tymczasem kilka klas niżej również znajduje się drużyna, będąca świeżo po awansie, która po raz pierwszy w historii zamelduje się w szeregach Football League.

Forest Green Rovers to nazwa klubu piłkarskiego, choć jak śmieją się Anglicy, pierwsze dwa człony brzmią raczej jak nazwa wegańskiego dania w londyńskiej restauracji. Skojarzenia są jak najbardziej słuszne, ale ku zaskoczeniu nieco mniej zorientowanych kibiców, „najbardziej zielony klub piłkarski w Anglii” nie jest żadnym nowym tworem, a powstał 128 lat temu pod nazwą Forest Green.

Historia klubu choć długa i bogata w rozmaite ciekawostki, nie posiada spektakularnych sukcesów, a jako największy można uznać triumf w FA Vase w sezonie 1981/82. Najnowsze czasy angielskiej Barcelony (bardzo podobny herb, obowiązujący aż do 2011 roku) to wieloletnie tułanie się po National League, gdzie spędzili aż 19 kolejnych sezonów.

Zanim jednak klub osiągnął swój dotychczasowy szczyt, otarł się o spadek, a nawet bankructwo. Sezon 2009/10 był jednym z najgorszych, a jednocześnie najbardziej szczęśliwych w historii. Rovers zajęli 21. miejsce w Conference i jedynie likwidacja Chester City w środku sezonu sprawiła, że utrzymali się w lidze. To nie oznaczało jednak końca problemów, bowiem latem wizja upadku finansowego stała się jeszcze bardziej realna. Wtedy działacze zgłosili się z prośbą o pomoc do Dale’a Vince’a, lokalnego biznesmena, który mimo początkowego sceptycyzmu zdecydował się pomóc i jak się okazało, decyzja ta zmieniła na dobre historię klubu.


Co ciekawe, kiedy Vince otrzymał ofertę, nie był nawet fanem futbolu. Często słyszymy, że inwestor wspomaga klub, bo kibicował mu od dziecka, jednak w tym przypadku było inaczej. Jak sam wspomina, klub potrzebował zastrzyku gotówki, aby przetrwać do sierpnia. Później okazało się, że problem sam się nie rozwiąże, więc ktoś zaproponował Vince’owi, żeby został prezesem Forest Green Rovers. Do pomysłu przekonał się po czasie, kiedy zdał sobie sprawę, że inwestycja w klub piłkarski da mu możliwość dotarcia ze swoją agendą do kompletnie nowego środowiska. I istotnie, nie pomylił się, Forest Green Rovers stworzyło mu nowy kanał do promowania zrównoważonego rozwoju.

Vince opuścił szkołę w wieku 15. lat. Nieco później spędzał czas na podróżowaniu swoim vanem, w którym część elektryki zasilana była energię pochodzącą z wiatru. W 1996 roku założył firmę energetyczną Ecotricity, zajmującą się sprzedażą zielonej energii, takiej jak ta pochodząca z wiatru czy ze słońca, dużym przedsiębiorcom. To właśnie ten etap jego życia doprowadził go do zgromadzenia fortuny, która później pozwoliła mu na inwestycję w futbol. Inwestycję, która zwiastowała szansę na lepsze jutro dla Forest Green Rovers, ale niosła za sobą szereg zmian, których w wielu innych miejscach, ludzie mogliby nie zaakceptować.

W klubie zmieniło się niemal wszystko, a przecież największa zmiana wciąż przed nimi. Zacznijmy jednak od początku, bowiem pierwsza zmiana uderzała bezpośrednio w zawodników, którzy otrzymali zakaz jedzenia czerwonego mięsa. Nowy prezes argumentował to faktem, że mięso te jest bardzo ciężkostrawne, a to przecież może zaszkodzić zawodnikom i sprawić, że ich występy nie będą na tyle efektywne, jak mogłyby być. Kilka tygodni później podobny zakaz objął cały sektor gastronomiczny, jaki funkcjonował na terenie stadionu. Jak można się było spodziewać, nie skończyło się na czerwonym mięsie. Jakiś czas później wykluczone zostało również białe, następnie ryby, a pod koniec 2015 roku, Forest Green stał się pierwszym na świecie w pełni wegańskim klubem piłkarskim.

Jak zareagowało na to otoczenie? Vince wspomina, że początkowo pojawił się głosy zwątpienia, ale bardzo szybko ludzie zaakceptowali zmiany. Sam zainteresowany wspomina to tak: Jestem weganinem i nie mógłbym pracować w miejscu, które serwuje takie produkty. Co prawda część kibiców mogła poczuć się źle i mieć wrażenie, że dyktujemy im co mogą, a czego nie mogą jeść, ale wytłumaczyliśmy im, że po prostu działamy według naszej wizji. Co ciekawe zawodnicy również zaakceptowali zmiany, a pomocnik Sam Wedgbury przyznał nawet na łamach Guardiana, że widzi znaczne różnice w swojej formie i podobnie było w przypadku wielu jego kolegów, którzy przenieśli zmiany również do swoich domów.

Projekt nowego stadionu Forest Green Rovers

Zmiany w diecie były jednak dopiero początkiem tego, co chciał osiągnąć Vince. Wkrótce na stadionie New Lawn, który swoją drogą mieści się przy „Another Way”, co idealnie oddaje klubową wizję, zostało zamontowanych niemal 200 paneli słonecznych, co pozwoliło na wytworzenie własnej energii. W 2012 roku klub przedstawił światu MowBota, pierwszą kosiarkę zasilaną energią solarną, która za pomocą sygnału GPS kosi trawę na boisku bez ingerencji człowieka. Również teren wokół stadionu nie pozostał nienaruszony, bowiem zasadzono tam dzikie kwiaty, a także występujące w tamtej okolicy drzewa. Brzmi jak raj, ale Vince nie wiąże z tym miejscem dalekiej przeszłości. W planach przenosiny na całkiem nowy obiekt.

The New Lawn zdąży jeszcze pobić rekord Football League, bowiem Nailsworth w którym się znajduje, będzie miejscowością z najmniejszą liczbą mieszkańców, w której kiedykolwiek gościły mecze na tym poziomie. Na co dzień mieszka tam zaledwie 5800 osób. Dale czeka już jednak na wprowadzenie w życie projektu pod nazwą Eco Park, na którym swoje mecze ma rozgrywać zespół, a jego budowa ma pochłonąć 100 milionów funtów. Przedsięwzięcie zakłada stworzenie nowego stadionu dla 5. tysięcy fanów, zbudowanego w całości z drewna. Oprócz tego obiektu, który będzie pełnił funkcję serca Eco Parku, powstać ma także kompleks treningowy czy centrum nauki sportowej.

Również w sporcie Vince nie pozostawia niczego przypadkowi. Forest Green Rovers wykorzystuje bazę statystyk, aby wyselekcjonować zawodników, którzy mogliby poprawić grę zespołu. Charlie Reeves, który zajmował się tym do października 2015 roku, został zatrudniony przez Everton, co tylko pokazuje, że innowacyjne i niecodzienne podejście naprawdę popłaca.

Mierzą bardzo wysoko, bowiem w ciągu kilku lat chcieliby grać na poziomie Championship. Prezes wierzy, że dotychczasowe działania mogą zaprowadzić ich naprawdę wysoko i uważa, że wywalczenie awansu do League One nie powinno sprawić większego problemu. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, ale akurat on pokazał już niejednokrotnie, że potrafi do upadłego dążyć do określonego celu. Kto wie, może za kilka lat będziemy mówić o pierwszym zielonym klubie w Premier League?

By | 2017-06-20T14:54:36+00:00 Czerwiec 20th, 2017|Bez kategorii, Niższe Ligi|1 komentarz

About the Author:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

1 komenarz

  1. akcyzdrinker 20 czerwca 2017 w 16:10- Odpowiedz

    Cały stadion z drewna. Bardzo Eco

Zostaw komentarz