Prędzej Rooney wróci do formy, niż Ronaldo do United. A może na odwrót?

Stosunkowo długo prasa wstrzymywała się w tym roku z kolejną odsłoną swojej ulubionej letniej sagi. Czekałem ja, czekali też pewnie inni fani futbolu i jak zwykle, nie zawiedliśmy się. Cristiano Ronaldo wraca do Manchesteru! Na Old Trafford, gdzie poznał go świat futbolu. Do miasta, gdzie wciąż jest kochany i uwielbiany. Wraca i tak co roku, od czterech sezonów.

Oczekiwałem sprawdzonego i oklepanego scenariusza. Ronaldo trochę tęskni, a tu ktoś na niego zagwizdał, a w Manchesterze tak nie było, a może to czas na powrót? Newsa rzuciłby jaki Star czy Mirror, kilka poważniejszych źródeł puściłoby dementi, a na sam koniec Portugalczyk wypowiedziałby się, że Manchester zawsze będzie w jego sercu, ale obecnie skupia się na walce o kolejne trofea z Realem Madryt. Standardzik? Tym razem jest jednak odrobinę inaczej.

Tym razem o życzeniu Ronaldo mówi cały piłkarski świat, a jego problemy i oskarżenie o oszustwo podatkowe tylko napędzają machinę spekulacji. Możecie stwierdzić, że jestem naiwny i dałem się wciągnąć w ten cały wir plotek, ale no błagam, jeżeli jest chociaż minimalny procent szans na wiarygodność tej całej sytuacji, to dlaczego nie mieć nadziei, że to wszystko zakończy się powrotem Cristiano do Anglii?

Przecież dla mnie, kibica United, który wychował się na erze Fergusona, który biegał po tartanach w koszulkach van Nistelrooya, Giggsa, Rooneya czy właśnie Ronaldo, taki ruch byłby jak zwrócenie odrobiny dzieciństwa i wspomnienie czasów futbolu, do których tak bardzo chciałby wrócić każdy sympatyk Czerwonych Diabłów. I to nawet nie dlatego, że Cristiano był moim ulubionym zawodnikiem. Zawsze byli lepsi, ale to nie ma tutaj większego znaczenia.

Dziś z tej pięknej ery w klubie pozostali już tylko Carrick, który lada moment odwiesi buty na kołek i Wayne Rooney, którego najchętniej widziałbym już jak najdalej od Old Trafford. I nie, nie z braku sympatii czy niechęci. Uwielbiałem Rooneya za dzieciaka i szanuję wszystko co zrobił dla tego klubu. Jest mi jednak zwyczajnie przykro, kiedy widzę jak kopie się po czole i chciałbym zapamiętać trzy bramki w debiucie czy przewrotkę z City, a nie nieudolne próby strzeleckie w meczu emerytów na Old Trafford.

Czy z Ronaldo nie byłoby podobnie? Może też lepiej zapamiętać triumf w Moskwie, aniżeli ryzykować nieudany powrót? Nie zakładam takiej możliwości. Ten człowiek jeszcze przed dwa czy trzy sezonie będzie w stanie zagwarantować grę na najwyższym poziomie i zaryzykuję stwierdzenie, że spokojnie walczyłby o koronę króla strzelców w Premier League. Skąd ta pewność? To przecież jeden z dwóch piłkarzy, którzy wynieśli futbol na kompletnie inny poziom.

Nie mówię już nawet o tym, jak wiele medialnie i sportowo zyskałaby na tym wszystkim liga. Wciąż nie ma się co jednak nastawiać, bowiem cała sprawa może mieć aspekt czysto finansowy, a United po raz kolejny zostanie wykorzystany jako podmiot, który pomaga zawodnikowi w wywalczeniu sobie lepszych warunków w obecnym klubie. Trzeba jednak przyznać, że wtedy Cristiano pozostawi po sobie spory niesmak.

By | 2017-06-19T13:58:52+00:00 Czerwiec 19th, 2017|Bez kategorii, PIĄTA TRYBUNA|0 komentarzy

O autorze:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

Dodaj komentarz