Angielskie Espresso od kuchni

Wiemy, że nie wyglądamy na ludzi nieomylnych, ale uwierzcie – czasami przechodzimy samych siebie. I to od początku istnienia Angielskiego Espresso.

Jeśli jeszcze tego nie wiecie, to podstawą funkcjonowania naszej strony jest grupowy czat, na którym dzieje się po prostu wszystko. Co więcej, podzielony jest on na kilka mniejszych, będącymi pewnego rodzaju odskoczniami od głównego źródła. Dobra – powiedzmy wprost, lubimy czasami mocniej pożartować z któregoś z nas. Gorzej gdy dochodzi do pomyłki i cała seria „XD” odnośnie danej osoby zostaje wyrzucona na główny. Na szczęście nikt się nie obraża. To znaczy jeden odszedł. Ale nie przez to. Chyba.

Ciekawe są także kulisy powstania naszego portalu. Otrzymaliśmy dużo pochwał za profesjonalny wygląd naszej strony od początku działalności. Kosztowało to dużo pracy Tomka, naszego grafika i eksperta od spraw technicznych i informatycznych. By wszystko chodziło jak w szwajcarskim zegarku, musieliśmy dokonać wielu poprawek i prób. Powstanie portalu zgrało się w czasie z redakcyjnym kultem Brendana Rodgersa, który wprowadził Jakub. Pobrał on na swój telefon setki zdjęć byłego szkoleniowca The Reds i przez kilka dni odpowiadał na konwersacji jedynie nimi. Mnogość sytuacji, w jakich sfotografowano Rodgersa była tak wielka, że pozwalała na wybrnięcie z jakiegokolwiek pytania. Kuba został oddelegowany do napisania pierwszego testowego wpisu na stronie. Tak, to ten po lewej…

Solą tej ziemi są oczywiście zjazdy i spotkania, na które co jakiś czas się porywamy. Zanim jednak o nich, to warto zwrócić uwagę na cały proces pisania artykułu na Angielskim Espresso. Zaczyna się od tworzenia szkicu, w czym specjalizuje się kolega Mateusz. Naprawdę. Średnia stworzonych przez niego zalążków projektu sięga 500. Ostatecznie wychodzą z tego cztery teksty i to przy dobrych wiatrach. Ciekawe są również przypadki gdy jeden z nas tworzy szkic, zostawia go samemu sobie na jakieś dwa tygodnie i wraca chcąc dokończyć dzieła. Wtedy, jakże często, spotyka go to:

Szkic Maciejak

Każdy tekst jest sprawdzany. Bez tego większość z was lądowałaby na OIOMie, bądź musiała wykonać tradycyjną oczu kąpiel. W okresie mojej największej płodności musiałem na siłę przekonywać chłopaków do sprawdzenia tekstu. Jak widać na załączonym obrazku, nikt nie chciał podjąć się ogarniania tej stajni Augiasza…

Jednak korektor (a właśnie, sprawdzamy sobie nawzajem) też człowiek i po kolejnej potyczce z moją zachwianą gramatyką, lubi sobie rozładować napięcie. Problem w tym, że można zapomnieć o zostawionym prezencie i wpis z takimi kwiatkami ląduje na stronie.

Jak Pogba Allena

Wracając jeszcze do Mateusza. To człowiek który, wraz z kilkoma innymi, stworzył Angielskie Espresso, ale cierpiący na chroniczny brak czasu. By jakoś usprawiedliwiać marny dorobek tekstowy, tworzył on wspominane już wcześniej szkice. Z tego powodu taki widok w konsoli WordPressa stał się absolutnym klasykiem.

No i są sprawy, które na dobrą sprawę kształtują całą atmosferę redakcji. Na zjazdach wydarzyć może się właściwie wszystko. Począwszy od tego, że eskapada z Bydgoszczy mając przyjechać do Łowicza, trafia na autostradę do Gdańska, a skończywszy na rozmowach z miłymi funkcjonariuszami policji w Mroczy.

W rzeczonym już Łowiczu pojawiliśmy się na turnieju charytatywnym Gwiazdy na Gwiazdkę. Jako kibice. No ale zaliczyliśmy swój telewizyjny debiut. Jeśli oglądaliście reportaż Canal+ z tego wydarzenia, to zobaczycie kilku gości za plecami Andrzeja Twarowskiego. Siedzieliśmy obok.

Jednak to nie turniej był największą atrakcją miasta słynącego z dżemów. Właściwie to żałuję, że nie było z nami ekipy Kartoflisk, bo można by nagrać tam naprawdę dobry przewodnik. Odwiedziliśmy na przykład pizzerie, w której serwowano kebaby, hot-dogi, frytki i hamburgery, ale pizzy już nie. Oczywiście była ona specjalnością zakładu.

W innym miejscu już na ślady pizzy udało się nam trafić. Jednemu z nas to nawet dosłownie. Kolega Jacek był tak zafascynowany ilością darmowego sosu do pożywienia (nie, to nie on pochodzi z Krakowa), że postanowił wylać zawartość niemałej zresztą sosjerki na swój kawałek. Całą zawartość. Na cały kawałek. Powstało legendarne danie wśród naszych szeregów – sos z pizzą. Podejrzewamy, że to właśnie niebywałe umiejętności kulinarne Jacka były główną przyczyną zwolnienia Roberta Makłowicza z TVP. I katastrofy Titanica też.

Zaś w Mroczy wydarzyło się kilka, a właściwe trzy ciekawe historie. Otóż wspominany już wielokrotnie Jacek okazał się być wielkim amatorem spożywania piwa „Złoty Denar”. Nie pytajcie, pierwszy raz na oczy widziałem takie butelki. Po kilku kuflach owego napoju wyskokowego… Jacek zaczął skakać. Z megafonem. Posłużył mu on za mikrofon komentatorski do naszego wewnętrznego turnieju w FIFIE. Okazał się być lepszy nie tyle od Darka Szpakowskiego, co nawet od Andrzeja Twarowskiego. Właściwie było to połączenie świętej pamięci Pawła Zarzecznego, Tomasza Burnosa i Kazka Węgrzyna. Poezja. Bo jak inaczej nazwać proces twórczy w trakcie którego powstaje piękne porównanie: „pasują do siebie jak benzyna do diesla”. Dobrze myślicie – oczywiście chodziło o Karima Benzemę, który podczas turnieju radził sobie w drużynie naszego jednego z redaktorów nadzwyczaj dobrze.

Po trudnym wyzwaniu jakim jest komentatorka w stanie lekko wskazującym, Jacuś zasnął. To był błąd. Nasi chłopcy okazali się być bezlitośni, bo na plecach śpiącego redaktora namazali urocze „Ibrahimov…”. Niestety nazwiska najlepszego snajpera United nie udało się dokończyć, gdyż Jacek bronił się przez sen jak lew. Choć zawinął się szczelnie kołdrą, to na jego nieszczęście z kokona który stworzył wystawała stopa. Na spodniej części palców powstał napis POGBA. O wszystkim sam zainteresowany dowiedział się na redakcyjnym czacie. Jakby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości – Jacek to kibic Manchesteru City.

Choć generalnie cieszymy się bardzo pozytywnym odbiorem naszych tekstów, to czasem musimy spotkać się z krytyką. Obrazki takie, jak ten, często stają się powodem żartów na naszej konwersacji.

Co więcej, nasz redakcyjny ekspert od FPL – Hubert – usłyszał kiedyś, że pewien gracz przestał słuchać jego rad w połowie sezonu. Awansował po tym do pierwszych 50 000 menedżerów w światowym rankingu. Jeśli więc nie idzie Wam w tym sezonie, radzimy robić dokładnie odwrotnie, niż Uzależnieni. Podobno działa…

Krytyczne opinie dostajemy nie tylko od czytelników. Krzysiek, nasz niepisany redaktor naczelny jest naprawdę surowym szefem. Każdy z nas nie raz musiał spotkać się z takim widokiem.

Co do redakcyjnej konwersacji, to w weekendy zamienia się ona w totalny chaos. Trudno wtedy ustalić cokolwiek ważnego, bo rację bytu mają wtedy tylko jeden temat. Rozgrywana kolejka Premier League. No może dwa, bo każdy z nas uczestniczy w wewnętrznych mistrzostwach FPL. Niewybredne opinie na temat spotkań mieszają się wtedy z wyliczeniami punktów w Fantasy. Nieprawdopodobne gole wywołują w nas naprawdę żywiołowe reakcje.

Zdążyliście pewnie zauważyć, że naprawdę przykładamy się do podsumowań sezonu, czy rundy, które niedawno przekształciły się w pełnoprawny skarb kibica. Potrafiliśmy posunąć się do naprawdę ryzykownych rzeczy, by wydobyć dla Was najlepsze informacje. Na przykład, by uzyskać opinię wiernych fanów Bournemouth, nawiązaliśmy kontakt z prawdziwym undergroundem.

Wracając do redakcyjnych mistrzostw FPL. Nie jest tajemnicą, że naprawdę lubimy rywalizację. W poprzednim sezonie nasi fani The Reds, czyli Jakub i Mateusz założyli się z Krzyśkiem, który kibicuje United. Zakład dotyczył dwumeczu obu drużyn, który odbywał się w ramach Ligi Europy. Z pewnością pamiętacie wynik tej potyczki. Krzyś, który był głównym inicjatorem, naprawdę długo żałował swojego pomysłu. Poniższa fotografia przez tydzień musiała być jego zdjęciem profilowym na Facebooku.

Dziennikarze podobno słyną z ciętego języka. Podobno, bo nimi nie jesteśmy, ale nie przeszkadza nam to we wprowadzaniu słów w życie. I tak prócz często mało rodzinnej atmosfery, najbardziej cenimy sobie wbijanie szpili. Nawet jeśli ofiarą staje się matka jednego z nas, która ofiarowując nam bigosik usłyszała dość donośne „NIKOGO” dobiegające gdzieś zza stołu i głosu dziesięciu męskich gardeł. Oczywiście było to nawiązanie do żartu, którym podczas kilku dni spędzonych w Mroczy się raczyliśmy. Głównie przy stole, kiedy siedząc w kilkunastoosobowym gronie jedna z nich opowiadała jakąś historię, która dla reszty okazywała się zbyt nudna. Wówczas “nikogo” – od głównie jednej osoby – zostało wypowiadane niczym mantra. Typowe Angielskie Espresso.

Co się zaś wspomnianych gardeł tyczy. Wiele z nimi związanych historii, ale to już temat na zupełnie inną opowieść.

By | 2017-03-25T14:51:09+00:00 Marzec 25th, 2017|Bez kategorii|0 komentarzy

O autorze:

Mało znam się na piłce. Ale umiem naciskać klawisze żeby wyskakiwały zabawne wyrazy. Egzegeza na przykład.

Dodaj komentarz