Premier League taktycznym średniowieczem

W ostatnim z wywiadów, włoski stoper Hull City – Andrea Ranocchia – prócz anegdot i swojej aklimatyzacji na Wyspach, poruszył kwestię taktyki w Premier League. A właściwie to stwierdził, że w Premier League taktyki prawie nie ma, a drużyny stawiają na fizyczność i instynkt. Zapewne część z was sobie z tego zdawała sprawę, ale dopiero stoper Tygrysów powiedział to głośno i dobitnie. I miał takie prawo, ponieważ jest zaznajomiony z włoską szkołą taktyczną.

W podobnym tonie wypowiedział się po zdobyciu mistrzostwa Claudio Ranieri. Były już szkoleniowiec Leicester przyznał, że nie musiał zbytnio przejmować się taktyką aby osiągnąć ten sukces. Cóż, wpływ na to pewnie miała fenomenalna forma jego zawodników i słabość innych drużyn, ale w tym co powiedział też jest ziarnko prawdy. Może nie ziarnko, a ogromne ziarno. Jego Lisy korzystały z naprawdę niewielu schematów, do nowoczesnego futbolu się nawet nie zbliżyły, a mimo to dokonały czegoś niesamowitego.

Ojczyzna futbolu zacofana pod jakimkolwiek względem? Oczywiście. Anglicy już od połowy zeszłego stulecia wykazują się upartym przeświadczeniem o własnej doskonałości, a ich rozgrywki wyjątkowym hermetyzmem. Paradoksalnie gwoździem do trumny rozwoju angielskiej piłki było Mistrzostwo Świata w 1966 roku, które ostatecznie przekonało Wyspiarzy o doskonałości ich stylu. Wspominam o stylu, gdyż od samego początku byli pewni, że istnieje jeden właściwy styl gry. Z początku opierał się on na dryblingu (który znaczył zupełnie co innego niż dziś) i fizycznym parciu na przód, a zasady bardziej przypominały rugby. Przykładowo: zawodnik szarżował z piłką przy nodze do przodu, a reszta kolegów osłaniała go przed przeciwnikami, natomiast podawanie piłki do kolegów było uznawane za stratę czasu i niegodne zachowanie. W niektórych rejonach Anglii zabronione było nawet podawanie piłki do przodu. Powracając do meritum – Anglicy (na przykład Jimmy Hogan) nauczyli futbolu resztę Europy. A następnie Europa, jak to bywa zwykle z uczniami, przerosła mistrza.

Właściwie od Mistrzostwa Świata zdobytego przez Alfa Ramseya, wyspiarska piłka stała w miejscu, bądź rozwijała się w tempie nieporównywalnie wolniejszym od europejskiej. Nie na polu technicznym, fizycznym czy marketingowym. To taktycznie, ideologicznie zaczęli odstawać od Starego Kontynentu. Argument sukcesów na międzynarodowej arenie w ostatniej dekadzie Liverpoolu, Chelsea czy Manchesteru United są złudne. Angielskie kluby prowadzone przez południowych szkoleniowców (Benitez, Mourinho, Di Matteo) i jeden, jedyny wyjątek w postaci Sir Alexa Fergusona, który mimo swoich szkockich korzeni oraz sędziwego wieku był genialny w przystosowywaniu się do realiów futbolu. Filozofia i systemy gry brytyjskich drużyn zdobywających znaczące europejskie trofea w XXI wieku wywodziły się z południa.

Odchodząc od rozważań odrobinę historycznych, w materii taktycznej wiele się w Premier League nie zmieniło. Oczywiście stereotypowe kick’n’rush występuje w wersji bardziej wyrafinowanej, niemniej wciąż jest to dominująca forma prowadzenia gry na wszystkich szczeblach angielskich rozgrywek. Nawet na najwyższym poziomie rozgrywek większość zespołów ogranicza się do bardzo prostych schematów, a często nawet ich braku, o czym wspomina sam Ranocchia, który trafił przecież nie najgorzej, pod skrzydła Silvy. Sam za eksperta od taktyki się nie uważam, aczkolwiek z racji mojego zamiłowania do tego aspektu gry i analitycznego podejścia podczas oglądania spotkań Premier League, jestem w stanie stwierdzić, że pod tym względem angielska ekstraklasa raczkuje. Oczywiście w stosunku do innych europejskich czołowych lig.

Biorąc pod uwagę drużyny zajmujące obecnie miejsca 20. – 15. widzę tylko dwie ekipy mogące się poszczycić czymś więcej niż założeniem typu „zagraj do skrzydła i dorzuć”. Paul Clement ma niesamowity warsztat trenerski zdobyty „jedynie” w roli asystenta. Wspomagał jednak nie byle kogo, bo króla, cesarza – jakkolwiek go nazwiecie – geniusza taktycznego, Carlo Ancelottiego. Od początku można zauważyć zmianę w systemie Swansea. Defensywa jest dużo bardziej uporządkowana, Łabędzie wykorzystują w większym stopniu wszechstronność Sigurdssona, zrezygnowanie z klasycznych skrzydłowych w obliczu ich braków, a do tego wprowadzono rozmaite schematy wyprowadzenia piłki z własnej strefy defensywnej. Kolejnym z zespołów jest Hull Marco Silvy, który pochodząc z portugalskiej szkoły taktycznej, stara się wprowadzić nawet w tak topornym (Huddlestone, Dawson, Grosicki, Clucas) zespole pewne schematy. Tygrysy nie bazują już tylko na głębokiej linii defensywnej, klasycznym ustawieniu 4-4-2 i długich piłkach z wykorzystaniem siły N’Diaye, Niasse i Hernandeza. Mógłbym wspomnieć o Middlesbrough, które pod wodzą Aitora Karanki mieściło się w czołowej piątce defensyw w lidze, ale Hiszpan pożegnał się ze stanowiskiem w tym tygodniu i wątpię, aby pod wodzą tymczasowego trenera Boro kierowało się ideą oraz schematami w swojej grze.

Środek stawki, czyli miejsca 15. – 5. nie obfitują w mnogość rozwiązań taktycznych. Jasnym punktem na tym polu wydaje się Claude Puel, o którym zdarzyło mi się wspomnieć czy to przy okazji analizy finału EFL Cup, czy też w taktycznym podsumowaniu roku. Nie rozdrabniając – Francuz prezentuje odmienne podejście rozumienia gry w piłkę nożną w stosunku do jego bezpośrednich ligowych rywali. Porównując systemy jakimi posługują się chociażby jego Southampton, a do jakich rozwiązań ucieka się Tony Pulis, widzimy jak na dłoni różnice w rozwoju taktycznym drużyny Puela. I broń (Tony) Boże, nie krytykuję podejścia szkoleniowca West Bromu – wyniki bronią go dostatecznie mocno. Natomiast pod względem czegoś więcej, głębi szczegółów, na próżno szukać tam skomplikowanych pomysłów na rozegranie czy tworzenie sytuacji. Ciekawie ze stereotypu brytyjskich szkoleniowców stara się wyłamać Eddie Howe, który mimo ograniczonej technicznie kadry złożonej głównie z angielskich zawodników, nie zatrzymał się na opcji długich piłek i dominacji fizycznej. Wbrew pozorom, Ronald Koeman po przejęciu Evertonu zaczął nagminnie (albo i słusznie, skoro to działa) korzystać z siły fizycznej Romelu Lukaku, co przełożyło się na stosowanie bardziej bezpośrednich podań. Bazowanie na umiejętnościach Bainesa i Colemana nie jest złe w połączeniu z umiejętnościami Belga, ale nie jest to szczyt myśli taktycznej. Niemniej, sprowadzenie Schneiderlina, wprowadzenie Daviesa oraz próby stosowania formacji 3-5-2 wskazują na kreatywność ze strony holenderskiego szkoleniowca.

Zapewne niektórzy zastanawiają się dlaczego w tym gronie zabrakło Arsene’a Wengera. Otóż Francuz zatrzymał się w taktycznym rzemiośle na połowie ubiegłej dekady. Każdy sezon przynosi nowe rozwiązania, nowinki taktyczne, a szkoleniowiec Arsenalu stał się nieelastyczny niczym kora dwustuletniego dębu. Wiecznie wałkowane ustawienie 4-2-3-1, niezależnie od stanu kadry. Do znudzenia powtarzane schematy w połączeniu z niezmiennym nastawieniem drużyny, doprowadzają do sytuacji takiej jak ta: ograniczony technicznie West Brom potrafi bez większych problemów rozgryźć taktykę Wengera, a następnie wypunktować korzystając z własnych, prymitywnych atutów. Wydawałoby się, że stosowanie 3-5-2 przez Waltera Mazzarriego będzie urozmaiceniem dla Premier League, ale sposób gry Watford wskazuje na powrót do korzeni brytyjskiego futbolu, mimo wielonarodowej kadry.

Obecna czołowa trójka jest dla angielskiej ekstraklasy wyrwaniem z taktycznego marazmu i iskierką nadziei na przyszłość. Antonio Conte już od października ukazał włoską rękę, dostosowując swoje ulubione 3-5-2 na potrzeby Chelsea, tworząc 3-4-3, które miażdży rywali. Mnogość wariantów w ofensywie, płynne przejścia z fazy odbioru do szybkiego kontrataku, seria schematów wyprowadzania piłki z użyciem wahadłowych oraz szeroko grającej trójki środkowych obrońców – tylko kilka z taktycznych cech nowej Chelsea. Nowa idea zaimplementowana przez Conte zainspirowała do innowacji innego przedstawiciela czołówki – Tottenham. Mauricio Pochettino przyjeżdżając na Stamford Bridge doszedł do wniosku, że jedynym sposobem aby powstrzymać innowacyjną maszynę The Blues, będzie skopiowanie ich strategii. Od tej pory jego Spurs coraz częściej stosowali ustawienie 3-4-2-1, co przynosi do tej pory świetne rezultaty. Prócz samej formacji – nie należy utożsamiać słowa taktyka jedynie z ustawieniem (które przecież się zmienia nieustannie w trakcie gry) – argentyński szkoleniowiec świetnie zorganizował współpracę Eriksena z prawym wahadłowym, umożliwiając Duńczykowi na jeszcze lepsze kreowanie sytuacji z głębi pola. Ponadto uwolnił Dele Allego, a schematy rozegrania trójki środkowych obrońców zapewniają minimalizację ryzyka przy wyprowadzaniu futbolówki.

Pep Guardiola to zupełnie inna historia. Świeża rana, którą jest porażka z Monaco w 1/8 finału Ligi Mistrzów, ukazuje menedżera City jako nieudacznika, a przynajmniej w oczach ludzi mniej zorientowanych taktycznie. Pep popełnił kilka błędów w tym sezonie, ale pod względem ideologicznym jest to absolutny światowy top. Gdyby jego wykonawcy nie zawodzili z przyczyn stricte indywidualnych, śmiem twierdzić, że Manchester City nie przegrałby żadnego spotkania z czołówką (jak chociażby w tym przypadku). W każdym spotkaniu The Citizens oferują ciekawy sposób na rozegranie, wyprowadzenie piłki, stworzenie sytuacji, stosując taką mnogość schematów, że zawstydzony poczułby się Louis van Gaal i jego filozofia. Z moich (możliwe, iż niedokładnych) badań wynika, że w tym sezonie Pep wykorzystał już takie formacje jak 4-2-3-1, 4-1-4-1, 3-4-2-1, 3-4-3. Do tego dochodzi wiele wariantów wykorzystania Kevina De Bruyne oraz jego wszechstronności, wprowadzenie schematów idealnych dla Leroya Sane, czy próba wykorzystania bocznych obrońców jako defensywnych pomocników w ramach rozciągnięcia drużyny rywala. Niestety jest to marginalizowane z racji wysokich oczekiwań, a także przeciętnych wyników, wywodzących się z umiejętności indywidualnych jego podopiecznych.

Nie wspomniałem o Jose Mourinho oraz Jurgenie Kloppie. Jose przez długi okres był uważany za taktycznego guru i nie sposób było się z tym nie zgodzić. Jego metody, zwłaszcza w fazie odbioru piłki, były niesamowicie efektywne w ciągu ostatnich 10-12 sezonów. Jednakże, podobnie jak w przypadku Wengera, wydaje mi się, że zatrzymał się w rozwoju. Próżno szukać u niego nowych rozwiązań, bazuje raczej na tym samym co przynosiło mu sukcesy w poprzednich latach. Mistrzostwo w czasie drugiego epizodu londyńskiego zapewniła mu w znacznej mierze współpraca Cesca Fabregasa i Diego Costy, którzy zdobywali ogrom bramek po dwójkowych akcjach polegających na długiej piłce za linię obrony. Do tego dokooptował będącego w świetnej formie Hazarda i voila, mistrzostwo Anglii. Gdy forma zawodników spadła, zmiany nie nadeszły. Chelsea wciąż stosowała stare, przeżarte 4-2-3-1 bazujące na jednym silnym napastniku, indywidualnych umiejętnościach ofensywnych pomocników, a także ich współpracy przed polem karnym. Analizując spotkania Czerwonych Diabłów pod jego wodzą twierdzę, że wiele się nie zmieniło. In plus zaliczę większą elastyczność względem formacji – prócz 4-2-3-1, Jose zauważył, iż lepszy balans w drużynie zapewnia 4-1-2-2-1 z wykorzystaniem Michaela Carricka. Ostatnio w meczu przeciwko swemu dawnemu zespołowi zastosował nawet formację 3-4-3. Jednakże bazuje dalej na tym samym. Aby gra United się kleiła, potrzebują silnego napastnika (w Chelsea był to Costa, w Manchesterze Ibrahimovic), silnego pomocnika walczącego o piłkę (Matić oraz Pogba) a także błyskotliwych ofensywnych pomocników, potrafiących dobrze dośrodkować piłkę (Hazard, Willian, a obecnie Mata, Martial, Mkhitaryan). Kwestia odbioru piłki i nastawienia jego drużyn się nie zmienia. W meczach z „większymi” rywalami jego ekipy bronią nisko (unikajmy spłycającego stwierdzenia „autobus”), wąsko, aby szybko wyjść z kontratakiem lub wykorzystać długą piłkę.

Jurgen Klopp prócz swego „rewolucyjnego” gegenpressingu nie wprowadził nic nowego do Premier League. Założenie jak najszybszego odbioru piłki po stracie, czyli maksymalne skracanie pola gry przeciwnikom zwłaszcza w bocznych sektorach, tak naprawdę niczym rewolucyjnym nie jest. Tak się po prostu robi, gdy drużyna jest nastawiona na dominację oraz posiadanie futbolówki. Liverpool Kloppa z elastycznością taktyczną ma niewiele wspólnego, na co wskazują również wpadki przeciwko słabszym zespołom, wykorzystującym ich wysoką linię obrony oraz sposób rozgrywania piłki, tworzenia szans. Śmiem twierdzić, że taktyczny rozwój zapewniał The Reds Brendan Rodgers, któremu jednakowoż brakło kontroli i charyzmy. Natomiast prócz energii, pressingu, odbioru oraz prób wykorzystania wszechstronności swojej ofensywnej czwórki, Klopp nie rozwinął czerwonej strony Merseyside pod względem taktycznym.

O reszcie stawki nawet nie ma co mówić. Drużyny Sama Allardyce’a, Davida Moyesa czy Seana Dyche’a są pod względem taktycznym na poziomie średniowiecza. Twarz Premier League ratują Pochettino, Conte, Guardiola oraz w mniejszym stopniu Clement i Puel. Ich nowatorskie pomysły i urozmaicenia w sposobie prowadzenia gry dają nadzieję na lepszą taktyczną przyszłość w Anglii. Niestety jeszcze sporo wody upłynie w Tamizie, zanim Premier League dorówna pod tym względem chociażby Eredivisie. Szukając przyczyn beznadziejnej postawy angielskich drużyn w Europie, musimy wziąć pod uwagę również ten czynnik. Poza zmęczeniem materiału i napiętym terminarzem w rodzimych rozgrywkach, angielskie ekipy są lata świetlne za większością Europy pod względem kultury gry i taktyki. Możliwym scenariuszem jest też stagnacja i równie powolny rozwój jak dotychczas. Anglicy hermetyzację mają we krwi, a w obliczu ogromnych pieniędzy za prawa telewizyjne i sponsoring, nie mają takiego parcia na dorównanie reszcie Europy, zwłaszcza pod tak niszowym względem. Pamiętajmy również, że zacofanie taktyczne Premier League wcale nie wyklucza jej atrakcyjności – ba, fizyczne pojedynki wagi ciężkiej, szybkie tempo i futbolówka przemieszczająca się szybciej z jednego końca boiska na drugi wręcz przyciąga żądnych rozrywki fanów. Pytanie do całej angielskiej piłki brzmi: ambicja czy rozrywka?

By | 2017-03-22T17:19:31+00:00 Marzec 21st, 2017|Bez kategorii|1 komentarz

About the Author:

Znany również jako Jacek Gmoch. Lubię strzałki i wykresy. Swansea&Chelsea.

1 komenarz

  1. rakaftan 22 marca 2017 w 17:00- Odpowiedz

    Bardzo ciekawy artykuł. Rzeczywiście zauważyłem u Chelsea mnogość rozwiązań w tym sezonie, ale dużo ciężej jest obserwować taktyczne niuanse u drużyn, którym się nie kibicuje. Chociażby ze względu na ilość poświęconego czasu na oglądanie spotkań. Przyjemnie jest jednak tę wiedzę nabyć przy pomocy pigułki jaką był ten artykuł. Prima sort 😉 Pozdrawiam

    PS. Mały błąd się wdarł przy omawianiu formacji ManU (4-1-2-3-1)

Zostaw komentarz