Jak awansować do półfinału Ligi Mistrzów?

Zwycięstwo 2:0 w rewanżu 1/8 Ligi Mistrzów zapewniło Leicester awans do ćwierćfinału kosztem wyżej notowanej Sevilli. Poprzedni historyczny dla Lisów sezon powoli odchodzi w niepamięć, a ten może się stać równie wartym zapamiętania. Pierwszy w historii ćwierćfinał Champions League zawitał na King Power Stadium. Ciężko określić, czy los w postaci Iana Rusha i jego zwinnych palców się do nich uśmiechnął. Wylosowali bowiem kolejnego przedstawiciela La Ligi – Atletico Madryt.

Atletico Madryt, które kolejny już raz ostrzy sobie zęby na upragnione trofeum. Puchar uciekał już im tyle razy sprzed nosa, że apetyt i determinacja muszą być ogromne. To nie kwestia motywacji powinna przesądzić o wyniku tego dwumeczu – Leicester po kompromitującym sezonie ligowym w roli obrońcy mistrzowskiego tytułu musi pokazać, że ten sukces nie był przypadkiem. Jedynym dostępnym rozwiązaniem jest sukces w Champions League. Oczywiście o zwycięstwie w tych elitarnych rozgrywkach nikt na razie poważnie nie mówi – ale czy tak samo nie było w przypadku Premier League?

Oczywiście, aby można było myśleć o ewentualnym tryumfie, trzeba pokonać wojowników Diego Simeone. Opinie co do rozkładu szans są podzielone – mogli trafić gorzej, mogli trafić lepiej. Skłaniam się ku stwierdzeniu, że w tej parze wydarzyć się może wszystko. Zwłaszcza, że ze stołka poleciał Claudio Ranieri, a mecz rozgrywa się w ramach Ligi Mistrzów. Drużyna pod wodzą Craiga Shakespeare’a odzyskała rezon, a ostatnie spotkania były widowiskiem ze strony (przygasłych w tym sezonie) gwiazd, czyli Vardy’ego i Mahreza. Fatalny sezon w lidze należy oddzielić grubą krechą od europejskich pucharów – Lisy wygrały swą grupę w świetnym stylu, a w 1/8 odprawili Sevillę. Tak, tę świetną Sevillę prowadzoną przez genialnego Sampaoliego. Czyli coś w tej niebieskiej maszynie drgnęło.

Mało kto wie, ale angielsko-hiszpański duet z ćwierćfinału ma wspólną historię. Równo dwie dekady temu Leicester po wygraniu Pucharu Ligi otrzymało możliwość gry w Pucharze UEFA. W pierwszej rundzie trafili na Atletico Madryt, które było naszpikowane świeżo kupionymi gwiazdami. Wielkie nazwiska takie jak Vieri czy Juninho rozbiły Lisy w elektryzującym dwumeczu 4:1. Zapewne żaden z obecnych zawodników czy pracowników klubu nie żywi do ekipy z Madrytu urazy za tamtą porażkę, ale jest to dodatkowy smaczek przed tym starciem.

To co czyni tę parę wyjątkową (prócz wspomnianego epizodu w Pucharze UEFA) na tyle, aby o tym napisać, są formacje. Zarówno Atletico jak i Leicester stosują dosyć archaiczną, dziś rzadko spotykaną formację 4-4-2. Zakorzeniona głęboko w futbolu, bardzo popularna w europejskim futbolu, w ostatnich latach stała się reliktem. Ma jednak swoje zalety, co udowadniają chociażby nasi ćwierćfinaliści Ligi Mistrzów. Tak jak stosowanie tego systemu miało swoje zalety przeciwko zespołom lubiącym być przy piłce (takim jak chociażby Sevilla), tak może się okazać przekleństwem Leicester w meczu z Atletico. Drużyna Simeone również nie przepada za spokojnym rozgrywaniem futbolówki i dominacją środkowej strefy, preferuje kontrataki wykorzystujące szybkość swoich zawodników. Co może się więc stać, gdy dwie ekipy nie będą chciały posiadać futbolówki? Zapewne o wyniku zdecydują indywidualne umiejętności, zgranie, dyspozycja dnia.

A gdy mówimy o umiejętnościach stricte indywidualnych… Na tym polu Leicester nie ma czego szukać. Jamie Vardy nie jest Griezmannem (i już raczej nie będzie), sympatyczny samuraj zwany Okazakim nie stanie się nagle Gameiro, powiedzieć, że Danny Simpson nie dorasta do pięt Juanfranowi to jak nic nie powiedzieć, Diego Godin nawet na kacu wydaje się stoperem lepszym niż Robert Huth, a Albrighton mimo zmartwychwstania po Aston Villi, raczej nie daje tyle samo co Carrasco. Odwzorowanie formacji w stosunku 1 do 1 zapewne będzie prowadziło do wielu pojedynków indywidualnych na niekorzyść Lisów. Z drugiej strony, skoro ustawienia będą się niejako pokrywać, wolnej przestrzeni do wykorzystania może być mniej niż zwykle, na czym skorzysta silniejsze fizycznie Leicester.

Nie jest jednak tak źle jak mogłoby się wydawać. Leicester pokazywało już wielokrotnie, że swoją determinacją i kolektywizmem potrafi wygrywać z lepszymi na papierze drużynami. Istotnym faktem jest rewanż na King Power – zdecydowanie łatwiej jest odrobić ewentualne straty w (zimnym, deszczowym) Leicester, ze wsparciem własnych fanów zdzierających płuca ku czci zawodników. Gęsta atmosfera może zniwelować różnicę w umiejętnościach. A gdyby zawiodły wszelkie inne metody, bramkę może zapewnić to, co liski lubią najbardziej – stały fragment gry.

Chciałem dodać, że przecież Atletico ma własne problemy, lecz sytuacja ma się podobnie jak z Vardym i spółką. W rodzimych rozgrywkach spisują się poniżej oczekiwań, aby w Lidze Mistrzów brnąć przed siebie bez większych przeszkód. Chciałem napisać, że asem w talii może być Kasper Schmeichel (cóż on zrobił w meczu z West Hamem!), ale palce z klawiatury zsunął mi Jan Oblak swoimi wyczynami w rewanżu przeciwko Leverkusen. Chciałem pochwalić zrównoważony środek pola Drinkwater-Ndidi, lecz Thomas wraz z Saulem lub Koke prezentują się równie dopełniająco. Miałem wspomnieć o dynamicznej ławce Leicester (Gray, Musa, King), którzy mogą nękać zmęczonych rywali, lecz spojrzałem na nazwiska rezerwowych Atletico, a palec znów przydusił przycisk “backspace”.

Przed historycznym ćwierćfinałem Lisów wiemy sporo – w jakiej formacji zagrają obie drużyny, jak będą starały się prowadzić rozgrywkę, czym mogą zaskoczyć, a co jest ich słabą stroną. Niewiadomych jest jednak dużo więcej, co w tym przypadku zakwalifikowałbym do szans i nadziei Leicester. Nie lubię, gdy ktoś stwierdza „mogło być gorzej”, ale w tym przypadku mogło być. To będzie dwumecz walki. Na boisko wybiegną dwie jedenastki wojowników, a w chaotycznej fizycznej walce może się wydarzyć wszystko. Tak więc niezależnie od tego, czy będziemy mieli angielskiego przedstawiciela w półfinałach, czy też nie, wstydu być nie powinno. Małe, waleczne Lisy stawią Rojiblancos opór, pytanie tylko brzmi jak duży.

By | 2017-03-19T00:13:05+00:00 Marzec 19th, 2017|Bez kategorii, Leicester City|0 komentarzy

O autorze:

Lubię strzałki i wykresy. Student, amatorski kopacz, wierny kibic Chelsea. Marzy się praca analityka, druga twarz to romantyk futbolu.

Dodaj komentarz