Dogonić ojca

Co może przechodzić przez głowę 7-letniego chłopca, kiedy dowiaduje się, że jego ojciec nie żyje? Tak traumatyczne przeżycie kształtuje człowieka. W tym przypadku, paradoksalnie, skierowało ono dziecko na właściwe tory. Od tej pory Henrikh Mkhitaryan chciał dorównać swojemu tacie i zostać piłkarzem. Tak jak on, jego idol.

Hamlet Mkhitaryan, gdyby tylko urodził się dekadę później, z pewnością zapisałby się wyraźniej w historii europejskiej piłki nożnej. Ormianin znaczną część swojej kariery spędził w klubie ze swojej rodzinnej miejscowości i gdyby nie sytuacja wewnętrzna Armenii, to spokojnie zakończyłby ją w swojej ojczyźnie.

FC Ararat Erywań to klub, który najlepsze lata ma już za sobą. Największym sukcesem Ararata było mistrzostwo Wyższej Ligi ZSRR w 1973 r. Triumf ten był bezprecedensowy, bowiem Ararat to jedyna drużyna z Armeńskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, która triumfowała w tych rozgrywkach. A konkurencja była spora: Dynamo Kijów, CSKA Moskwa, Dynamo Moskwa, Spartak Moskwa – to drużyny, które po dziś dzień walczą o najwyższe cele. Ten sam zwycięski sezon piłkarze Araratu zakończyli z dubletem na koncie po tym, jak w dogrywce finału Pucharu ZSRR pokonali Dynamo Kijów 2:1. Ten fenomenalny rok pozwolił klubowi wystartować w Pucharze Europy, w którym ulegli dopiero w ćwierćfinale późniejszemu triumfatorowi rozgrywek – Bayernowi Monachium 1:2 (1:0; 0:2).

Po najlepszych latach dla Ararata Erywań, do klubu dołączył młody obiecujący zawodnik – Hamlet Mkhitaryan. Raczej niewielu kibiców kojarzy dziś tę postać z piłkarskich boisk. Na szczęście możemy wyobrazić sobie styl gry Hamleta. Jest to banalnie proste, bowiem jak twierdzą świadkowie, Henrikh Mkhitaryan jest wierną kopią swojego ojca.

Kiedy wracam do Armenii ludzie, których znam powtarzają mi, że wyglądam tak jak on, biegam tak jak on. Przypominam im o jego grze – twierdzi piłkarz Manchesteru United.

Hamlet Mkhitaryan nie sięgnął z klubem po żadne trofeum, ale zdobył kilka indywidualnych wyróżnień. Magazyn „Żołnierz Sowiecki” nagrodził go tytułem „Rycerza ataku” za sezon 1984, w którym zdobył 3 hat-tricki, a w jednym meczu wbił 4 gole.

W 1989 r. rodzina Mkhitaryanów, wraz z ledwie półrocznym Henrikhiem, musiała przenieść się do Francji. Napięta sytuacja wewnętrzna w Armenii sprawiła, że Hamlet wraz z najbliższymi osiedlili się na zachodzie Europy. Piłkarz rozpoczął grę w ASOA Valence, klubie założonym przez francuskich Ormian. Spędził w nim 5 sezonów, awansował do Ligue 2 i zdobył w jego barwach 30 bramek. Karierę brutalnie przerwała diagnoza – nowotwór mózgu. 5-letni Henrikh, który w zasadzie całe swoje życie spędził we Francji, usłyszał z dnia na dzień, że muszą wracać do ojczyzny. Hamlet wiedział, że zbliża się nieuniknione i chciał w spokoju odejść w rodzinnej miejscowości. Jego syn o niczym nie wiedział.

Zawsze chciałem być blisko ojca. Nie interesowała mnie wtedy piłka, po prostu chciałem spędzać z nim czas. Błagałem go płacząc, żeby wziął mnie ze sobą na trening. (…) On jednak znalazł dobrą wymówkę. Mówił mi, że idzie na zakupy, ale kiedy wracał z pustymi rękoma, zorientowałem się, że coś nie gra i był na treningu. Wtedy jeszcze bardziej płakałem – wspomina Mkhitaryan.

Tak mijały kolejne dni jeszcze we Francji. Teraz jednak ojciec ciągle był w domu z rodziną. Hamlet Mkhitaryan umarł 2 maja 1996 r. Jego syn nie mógł zrozumieć całej tej sytuacji. Mama wytłumaczyła mu, że tata już nigdy nie wróci.

Nigdy? Nigdy to bardzo długi okres, kiedy masz 7 lat – stwierdza Henrikh.

Rok po śmierci ojca, zainspirowany wieloma kasetami wideo z czasów jego gry we Francji, Henrikh Mkhitaryan rozpoczął piłkarskie treningi. Powtarzał sobie, że musi grać jak on, biegać jak on, strzelać jak on. Hamlet był dla niego wzorem. Piłka nożna stała się dla niego obsesją. Trening, gra z kolegami na osiedlu, mecze na PlayStation – wszystko kręciło się wokół piłki. Mama i starsza siostra szybko zorientowały się, że Henrikh ma potencjał na większą karierę. Dwie kobiety musiały zastąpić mu ojca w procesie wychowania. Kiedy tylko wracał do domu wściekły z powodu jakiegoś niepowodzenia w trakcie treningu i chciał odpuścić, siostra natychmiast wybijała mu te głupie pomysły z głowy. Talent Henrikha został szybko dostrzeżony i nastolatek otrzymał powołanie do młodzieżowej reprezentacji Armenii. Mama piłkarza, która musiała sama utrzymać dwójkę dzieci, przyjęła pracę w Ormiańskim Związku Piłki Nożnej, gdzie miała oko na swojego syna i mogła go nieco bardziej kontrolować.

W grze piłkarza Manchesteru United widać typowy styl prezentowany przez zawodników z Ameryki Południowej. Szybkość, drybling, kontrola piłki, niesamowita zwinność i pewność swojego ciała. Wszystkich tych aspektów Henrikh Mkhitaryan nauczył się latem 2003 roku, kiedy razem z dwoma kolegami wyjechał na całe lato do Brazylii, by trenować z drużyną Sao Paulo FC. To było zderzenie z diametralnie inną rzeczywistością. Młody, nieśmiały chłopiec dotarł na drugi koniec świata, do świątyni futbolu. Zupełnie różny system treningowy, podejście do piłki nożnej, ten specyficzny brazylijski dryg. Przez kilka miesięcy trenował z nikomu wówczas nieznanymi zawodnikami – Hernanesem i Oscarem. Najważniejszy czas dla młodego piłkarza spędził w najlepszym możliwym miejscu. Po tym okresie wrócił do ojczyzny bogatszy nie tylko o kolejny język, ale przede wszystkim o piłkarskie fundamenty i styl, na którym zbudował swoją dalszą karierę.

Pierwszy profesjonalny kontrakt podpisał w wieku 15 lat. Przez poprzednich 10 sezonów trenował w młodzieżowych drużynach największego klubu Armenii – FC Pyunik, a niedługo miał dostać szansę w zawodowym futbolu. Debiut w pierwszej drużynie nastąpił w 2006 r. Przez 4 kolejne sezony zdobywał z zespołem mistrzostwo kraju, raz wzniósł Puchar Armenii i dwukrotnie wygrywał w Superpucharze Armenii. Przyszedł czas na większe wyzwania. Henrikh dołączył w 2009 r. do drużyny Metalurga Donieck, ale ledwie po jednym sezonie zgłosił się po niego nowy gigant w regionie – Szachtar Donieck. Do mieszanki francusko-armeńsko-brazylijskiej dołączył kolejny składnik – ukraiński. Wiązano z nim duże nadzieje w klubie, ale jego transfer wiązał się ze sporą presją. Prasa pisała, że nie poradzi sobie w nowym zespole. Już wtedy w Szachtarze grało mnóstwo Brazylijczyków, na których oparto drużynę. W linii pomocy grali Alex Teixeira, Douglas Costa i Willian. Henrikh Mkhitaryan był jednak spokojny, uśmiechał się pod nosem. Przecież sam był w połowie Brazylijczykiem.

3 sezony w Szachtarze i 3 dublety: mistrzostwo Ukrainy i Puchar Ukrainy. Do tego nagroda piłkarza roku w 2012 i tytuł króla strzelców ligi ukraińskiej z 25 bramkami na koncie w sezonie 2012-13. Jak dotąd, nie licząc epizodu w Metalurgu, w każdym sezonie swojej kariery Mkhitaryan wygrywał jakieś trofeum. Takie osiągnięcia zwróciły uwagę zachodnich klubów, a wyścig o Ormianina wygrała Borussia Dortmund. Kolejny, jakże różny rozdział w jego karierze – Bundesliga. O ile pierwszy sezon zaczął się od zdobycia Superpucharu i był w miarę udany, o tyle drugi był kompletną katastrofą. Drużyna rzutem na taśmę zajęła 7. miejsce w tabeli a Mkhitaryan był cieniem samego siebie.

Nie zdobywałem goli, trudno, ale nie mogłem zrozumieć dlaczego nawet nie asystuję. To nie było do mnie podobne. Miałem mnóstwo trudnych, samotnych nocy. Po prostu ciągle rozmyślałem – wspomina Ormianin.

Zmiana na stanowisku trenera okazała się przełomowa. Thomas Tuchel, który zastąpił Jurgena Kloppa, dał Mkhitaryanowi jasno do zrozumienia, że zamierza oprzeć na nim drużynę i wyciągnąć wszystko z jego potencjału. I dokładnie to zrobił. Wicemistrzostwo Niemiec, finał Pucharu Niemiec, ćwierćfinał Ligi Europy, a we wszystkich tych osiągnięciach niesamowitą rolę odegrał „Miki”. Pomocnik zdobył 23 gole, zanotował 32 asysty, a piłkarze Bundesligi wybrali go Piłkarzem Sezonu. Po tak spektakularnym okresie miało spełnić się jego marzenie. Nie wierzył w ten transfer, dopóki nie zadzwonił do niego Ed Woodward, dyrektor Manchesteru United.

Początki nie były łatwe. Kontuzja, brak pewnego miejsca w składzie i swoista terapia, którą względem graczy stosuje Jose Mourinho. Ormianin nie grał regularnie, bo zdaniem trenera nie był na to gotowy. Kiedy jednak wywalczył stałe miejsce w drużynie, oczarował całe Old Trafford, co wydawało mu się bardzo trudnym zadaniem.

Kiedy wychodzisz na murawę Old Trafford, to przestaje być murawą. Staje się jedną wielką sceną. Myślę, że gdyby mój ojciec widział mnie na niej, byłby dumny. Zawsze chciałem go dogonić. Nawet jeśli odszedł tak dawno, to miał ogromny wpływ na to, gdzie teraz jestem – mówi pomocnik Manchesteru United.

Wyścig trwa, a Mkhitaryan chce zająć na mecie jak najwyższe miejsce. Pisze kolejny rozdział w swojej jakże bogatej karierze. Jest prawdziwą mieszanką wielu stylów, które stworzyły znakomitego zawodnika. Śmierć ojca pchnęła go w kierunku piłki, a jak sam twierdzi, gdyby nie to wydarzenie, pewnie nie zostałby piłkarzem. Nie jest jednak w stanie udzielić odpowiedzi na pytanie, czy jest taki jak ojciec, czy może lepszy. Z prostego powodu, nienawidzi oglądać swoich występów.

Wydaje mi się, że różnimy się stylem, ale ludzie wciąż mi powtarzają, że biegam tak jak on. Przypominam im Hamleta. Coś w tym musi być, bo odkąd odszedł marzyłem o tym, by biegać po murawie, czuć tę wolność i szczęście. Zupełnie jak on, na kasetach wideo.

By | 2017-04-26T17:06:30+00:00 Marzec 18th, 2017|Manchester United, OLEK NA WTOREK, Slider|0 komentarzy

O autorze:

Oddycham Premier League, odżywiam się Ekstraklasą. Suplementacja: tenis ziemny i muzyka elektroniczna. Lubię patrzeć w te sektory boiska, w których nie znajduje się piłka.

Dodaj komentarz