8. tymczasowych menedżerów, których zapamiętamy na zawsze

Craig Shakespeare dołączył niedawno do szerokiego grona tymczasowych menedżerów w historii Premier League. Nazwisko już zapewniło mu miejsce w pamięci kibiców, ale inni mieli nieco trudniej. Którzy “strażacy” zapisali się najmocniej w historii angielskiej piłki?

Ryan Giggs dokonuje zmiany, na boisko wejdzie… Ryan Giggs!

To był ciężki czas dla fanów Manchesteru United, ale moment, w którym Ryan Giggs zdejmuje dres i wprowadza samego siebie na boisko, na zawsze zostanie w sercach kibiców z Old Trafford. Wiele mówiło się o przyszłości Giggsa w roli menedżera, ale chyba nikt nie przypuszczał, że okazja do tego nadarzy się tak szybko. W końcówce fatalnego sezonu 13/14 zastąpił na tym stanowisku zwolnionego Davida Moyesa, skompletował dobrze znany na Old Trafford sztab i poprowadził United w czterech spotkaniach. Mimo ciekawych decyzji i niezłych wyników, klub nie zaryzykował i zatrudnił na to miejsce Louisa van Gaala. Mówiłem o tym wtedy i moje zdanie się nie zmieniło. Uważam, że to Walijczyk był lepszym wyborem.

Jedna pamiętna konferencja prasowa

Nazwisko Joe Kinneara może nie jest wspominane szczególnie dobrze na St. James’ Park, ale zdecydowanie można myśleć o nim z pewnym sentymentem. We wrześniu 2008 roku Newcastle ogłosiło, że Irlandczyk obejmie klub do końca października tego samego roku, ale wbrew początkowym zapowiedziom pozostał na stanowisku przez pięć miesięcy i wiele mówiło się, że może nawet objąć te stanowisko na stałe. Dopiero pojawienie się w klubie Mike’a Ashleya zakończyło te spekulacje (chociaż wcale nie musiało mieć związku z odejściem, bowiem Kinnear przestał pełnić swoje obowiązki przez chorobę). Jednak to nie fakt bycia pierwszą ofiarą właściciela Newcastle sprawia, że znajduje się w tym zestawieniu, ale niezapomniana konferencja prasowa, w której wdał się w ciekawą dyskusję z dziennikarzem Mirrora.

– Który z Was to Simon Bird? – zapytał menedżer.
– Ja – odparł Bird.
– Jesteś pizdą! – wypalił Kinnear.
– Dziękuję – zakończył dziennikarz.

Ten facet przed Wengerem

Uwierzycie? W Arsenalu było coś przed Wengerem! Swoją drogą to śmieszne, bowiem jako dzieciak wydawało mi się, że nazwa klubu wzięła się od imienia francuskiego menedżera, a nie tak dawno on sam przyznał, że stworzył ten klub… Coś musiało być więc na rzeczy! Zanim jednak w klubie pojawił się Francuz, rolę tymczasowego menedżera sprawował Stewart Houston, który doprowadził Kanonierów do finału Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam musiał uznać jednak wyższość Realu Saragossa. Latem klub zatrudnił Bruce’a Riocha na pełen etat. Rok później sytuacja powtórzyła się i po zwolnieniu Riocha, klub ponownie objął Houston. Poprowadził The Gunners w 25. meczach, wygrał zaledwie dziewięć z nich, co skłoniło włodarzy do poszukania kogoś na pełen etat. I tak w 1996 roku w Londynie pojawił się Arsene Wenger, resztę historii już znamy.


Jakim cudem?

Można mówić wiele, można wyliczać niepowodzenia i ze wszystkimi tego typu argumentami nie można się nie zgodzić. Roberto Di Matteo nie jest wybitnym szkoleniowcem, ale jako tymczasowy menedżer osiągnął coś o czym wielu innych może tylko pomarzyć. W Londynie pojawił się latem 2011. roku, kiedy został asystentem Andre Villasa-Boasa. Kiedy ten nie poradził sobie ze stanowiskiem, Włoch przejął jego obowiązki jako caretaker manager. Rozpoczął swoją przygodę na tym stanowisku od zwycięstw w Pucharze Anglii z Birmingham oraz w lidze ze Stoke. Następnie było już niesamowite 4:1 z Napoli, które pozwoliło odrobić straty z pierwszego meczu. Później było już tylko lepiej… O ile można było wyobrazić sobie jeszcze triumf w FA Cup, o tyle pierwsza w historii wygrana w Lidze Mistrzów to coś co do dzisiaj ciężko pojąć. I jasne, można mówić, że to John Terry decydował o zmianach, a piłkarze sami ułożyli taktykę, ale nikt nie zabierze mu trofeum. Tak samo jak nikt nie będzie pamiętał, że nie poradził sobie w Aston Villi z budżetem przewyższającym niemal całą ligę.

‘Chcę pozostać szczęśliwym człowiekiem’

Aż siedem razy Tony Parkes pełnił rolę tymczasowego menedżera. Nigdy natomiast nie objął żadnego zespołu na stałe i na pierwszy rzut oka ciężko zorientować się dlaczego. Sześć z przypadków w których obejmował na moment obowiązki szkoleniowca miały miejsce w Blackburn Rovers, a jeden w Blackpool. Trzeba przyznać, że wyniki były naprawdę imponujące. W 1987. roku był niepokonany, cztery lata później ugrał 17 punktów z 24. możliwych, w 1997. przegrał zaledwie 9 z 30. meczów, a w sezonie 99/00 wygrał 11 z 26. spotkań. Jaki sekret kryje się za tymi rezultatami? Sam zainteresowany stwierdził, że ma magiczną różdżkę i robi nią po prostu kilka ruchów. Wyjaśnił przy okazji dlaczego nigdy nie objął drużyny permanentnie – menedżerowie są ponurzy i nieszczęśliwi. Ja chciałem pozostać wesoły.

Właściciel na ławkę!

Kiedy właściciel klubu bierze sprawy w swoje ręce, to najczęściej nie wróży to niczego dobrego. W październiku 2015 roku na taki ruch zdecydował się Lee Power w Swindon i był to prawdopodobnie pierwszy tego typu przypadek w Anglii, odkąd w 1998 roku Ron Noades objął zespół Crystal Palace. Noades najpierw zwolnił Attilio Lombardo, a następnie sam przejął jego rolę. Noades sprzedał już wtedy swoje udziału w klubie i wiedział, że opuści go po sezonie. Dodatkowo nic nie mogło już uchronić Palace przed spadkiem z Premier League… W trzech meczach zaliczył zwycięstwo, remis i porażkę. W kolejnym sezonie został prezesem, a także trenerem Brentford, które prowadził w ponad stu meczach, wygrywając nawet nagrodę dla Menedżera Roku 1999, po zdobyciu mistrzostwa czwartej klasy rozgrywkowej w Anglii.


Idealny materiał na menedżera

Kapitan w klubach i reprezentacji, trenowany przez wielu znakomitych trenerów. Czy Alan Shearer nie spełniał wszelkich wymogów i nie był świetnym materiałem na menedżera? A jednak, jego przygoda trenerska z Newcastle zakończyła się największym możliwym niepowodzeniem. Zaledwie jedna wygrana, dwa remisy i pięć porażek sprawiły, że Newcastle po 16. latach pożegnało się z najwyższą klasą rozgrywkową w kraju, a legenda klubu pożegnała się z posadą. Można ze sporym przekonaniem stwierdzić, że Alan dałby zespołowi więcej wchodząc wtedy na boisko, nawet pomimo wieku. Znamiennym niech będzie też fakt, że od tego czasu nie próbował już swoich sił w roli menedżera. Może to i lepiej.

Aston Villa sieje popłoch w Europie

Ron Saunders był niesamowitym menedżerem, który poprowadził Aston Villę do pierwszego ligowego triumfu od 71. lat. Po jego odejściu rzeczywistość mogła być malowana w ciemnych barwach, ale na szczęście dla klubu rolę tymczasowego menedżera objął Tony Barton, który również osiągnął porównywalne, jeżeli nie jeszcze większe sukcesy od poprzednika. W 1982 roku zaprowadził zespół do finału Pucharu Europy i był w stanie go zdobyć, dzięki zwycięstwu nad Bayernem Monachium. Następnie dołożył do tego jeszcze SuperPuchar Europy. Niestety Villa nie była w stanie przełożyć dobrych wyników w Europie na ligę, gdzie zajęli szóste miejsce, w kolejnym sezonie spadli na dziesiąte, a Barton pożegnał się ze swoją posadą.

A Wy którego z tymczasowych menedżerów wspominacie najlepiej?

By | 2017-04-13T19:33:47+00:00 Marzec 14th, 2017|Arsenal, Bez kategorii, Chelsea, Crystal Palace, Manchester United|0 komentarzy

O autorze:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

Dodaj komentarz