To nie czas by odchodzić, Panie Wenger

Awans z pierwszej czwórki do Ligi Mistrzów, przebrnięcie fazy grupowej i odpadnięcie. Tak od 7 lat wyglądają ambicje Arsenalu. Klubu, w którym mówi się o mistrzostwie, fundusze pozwalają na konkurowanie z największymi, a bilety na stadion są najdroższe w Premier League. Frustracja wśród kibiców rosła, a obecnie osiągnęła apogeum. Celem fanów jest jedno – pozbyć się Wengera. Ale czy to rozwiąże problem?

Zacznijmy od tego, że mało kto pamięta Arsenal przed erą Francuza. To on przeprowadził go przez rozbudowę stadionu, gdy trzeba było liczyć każdy grosz. Gwiazdy odchodziły, a stabilizację finansową zapewniało TOP4 oraz awans do Champions League. Jednak teraz, w erze bicia rekordów przez rywali i wielkich kontraktów zawodników, kibice oczekują czegoś więcej.

Przez długie lata Arsenal był kojarzony z dawaniem szansy młodzieży, z której tworzyły się wielkie gwiazdy, po czym odchodziły do większych klubów. Wtedy pojawiały się nowe, klub zarabiał i tak w kółko. Kiedy jednak ostatnio mieliśmy do czynienia z kimś pokroju Fabregasa? Iwobi? Reine-Adelaide? Crowley? To nie ten poziom. Rozwój Wilshere’a zahamowały kontuzje. Szczęsny miał natomiast ogromne wahania formy, a i z menedżerem nie zawsze było mu po drodze. Gwiazdy światowego formatu wykreowanej przez Arsenal nie było od dawna. Wenger również to dostrzegł, więc przygotowywał klub na zmiany dotyczące liczby Anglików w kadrze. Gibbs, Walcott, Ox, Wilshere, Jenkinson, Welbeck, Chambers, Holding, Akpom – to oni mieli stanowić o sile zespołu. Coś jednak nie wyszło. Jenkinson nie przeskoczył pewnego poziomu, Welbeck z Wilsherem na tę chwilę spędzili więcej czasu w gabinetach medycznych niż na murawie, Gibbs nie stał się drugim Ashley Colem, a Walcott, mimo całkiem niezłego obecnego sezonu, ma ogromne braki w technice i raczej pozostanie „wielkim, młodym talentem”. Arsene postawił więc ostatecznie na gwiazdy, które mógł kupić po okazyjnej cenie. Sanchez i Ozil to bez wątpienia wzmocnienia kadry, nawet jeśli ten drugi nie błyszczy ostatnio formą. Może się jednak okazać, że kolejny pomysł Arsene’a nie wypali, bo obaj przyszły sezon mogą rozpocząć w Paryżu czy Turynie. Wydaje się, że Wenger może nie dostać kolejnych kilku lat na wdrożenie nowego pomysłu na drużynę.

Co jednak sprawiło, że tyle pomysłów nie wypaliło? Wielką rolę odegrały kontuzje. Czy to wina Wengera? O dziwo, trochę tak. Jeśli Twoje metody treningowe, które były rewolucyjne 20 lat temu, nie są na bieżąco modyfikowane, a prowadzą do kilkudziesięciu kontuzji w trakcie sezonu, musisz być na to przygotowany. Skoro nie chcesz zmieniać siebie, musisz mieć odpowiednio silną kadrę. Przez tyle lat słyszy się o powrocie za 2-3 tygodnie kolejnego zawodnika. To nie przypadek. Oczywiście nie zrzucam tu całej winy na Wengera, bo kontuzje po ostrych wejściach przeciwników nie są do przewidzenia. Jednak przez ostatnie lata tylko Giroud wrócił szybciej, niż przewidywali to lekarze. Jeden raz! Zwykle natomiast kontuzja w Arsenalu to 2 miesiące odpoczynku. To również konsekwencja piłkarzy, na których się stawia. Filigranowi, szybcy i dobrzy technicznie. Jak wygląda więc rezerwa np. formacji obrony? Wychodząc pierwszym składem w tym sezonie, który tworzą: Monreal, Koscielny, Mustafi, Bellerin, możemy zastąpić ich Gabrielem i Gibbsem. Koniec. Jest też Mertesacker, ale (ku zaskoczeniu) kontuzjowany. Czy są to klasowi zmiennicy i jest ich wystarczająco wielu, biorąc pod uwagę ilość kontuzji co sezon? Zdecydowanie nie.

Ktoś powie, że przecież przy szerokiej kadrze i dobrych zmiennikach zaraz będziemy mieć problem z niezadowoleniem poszczególnych piłkarzy. Tak jak ma to miejsce obecnie z Lucasem Perezem. Tu kolejny problem, którego nie rozumiem. Wenger stawia z uporem maniaka na Ramseya i Ozila, nawet kiedy są totalnie bez formy. Ostatnimi czasy dołączył do nich Iwobi. Jeśli tylko są zdrowi, grają. Ozil nie wszedł w pierwszym składzie dopiero wtedy, kiedy dopadło go przeziębienie. Iwobi jest wystawiany wielokrotnie, choć jego liczby nie powalają. Menedżer zapewne liczy na to, że stanie się to co z Ramseyem. Po kilku co najwyżej średnich sezonach, zagra jeden wybitny, gdzie będzie walczył o miano najlepszego w lidze. Potem jednak obniży loty, bo i tak ma miejsce w składzie. Stawianie ciągle na tych samych zawodników ma też jeszcze jedną wadę. Brak dostosowania taktyki do rywala. Kanonierzy grają tym samym ustawieniem niezależnie od tego, czy walczą z broniącym się przed spadkiem Sunderlandem, którego jedyną bronią jest kontra i zagranie do Defoe, czy Bayernem, który bazuje na posiadaniu piłki i zamknięciu rywala. Wenger i tak wyjdzie 4-2-3-1. W tym sezonie i tak zaskoczył wielu, wystawiając Sancheza na ataku. Ktoś może zarzucić, że przecież wiele ekip gra jednym ustawieniem. No tak, ale trzeba mieć świadomość tego, że np. Ozil gra dobrze tylko wtedy, gdy Arsenal gra atakiem pozycyjnym, mając piłkę przy nodze. Tu wracamy znowu do braku klasowych zmienników i błędne koło się zamyka.

Ciężko powiedzieć jak wyglądają relacje Wengera z zawodnikami. Czy po złym meczu stara się ich motywować czy raczej głośno wyraża swoje zdanie. Wiadomo, że w mediach zawsze bierze odpowiedzialność na siebie, ewentualnie doszukuje się błędów sędziego. Z jego ust nigdy nie usłyszymy, że Ramsey zawalił nam mecz, a Giroud zmarnował świetne sytuacje i w następnym meczu usiądzie na ławce, bo na to zasłużył. Dowiemy się, że zespół zagrał dobrze, a po porażce musi pokazać odpowiednią jakość w kolejnym spotkaniu. Taką wersję dostajemy my, kibice, co również dokłada kolejną cegiełkę do budowania twierdzy o nazwie „frustracja”.

Wenger FA Cup

Po tych wszystkich argumentach przeciwko Wengerowi zastanawiacie się pewnie, skąd ten tytuł? Uważam, że to nie najlepszy czas na odejście francuskiego menedżera. Ten czas już minął. 2 lata temu, gdy w zespole zadomowił się Sanchez, a Arsene wzniósł FA Cup po raz drugi z rzędu – to był idealny moment. Przeprowadził Arsenal przez trudny okres budowy stadionu, zaraz potem zdobył dwa puchary. Każdy zapamiętałby go mimo wszystko jako wygranego.  Obecnie sam niszczy pomnik, który powinien stanąć przed Emirates.

Spotykam się często z opinią, że fani Kanonierów chyba nie zdają sobie sprawy z tego, że po zwolnieniu Wengera wypadną z TOP4. Wtedy sobie myślę – przecież zmiana menedżera i tak kiedyś nastąpi. Drużyna potrzebuje zmian i chyba każdy kibic zdaje sobie sprawę z tego, że budowa nowej drużyny nie trwa miesiąc czy dwa. Arsenal nie prezentuje już stylu, do którego nas przyzwyczaił. Kiedyś nie osiągał wyników, grając ambitnie i pięknie dla oka. Zawodnicy walczyli, nawet jeśli totalnie nie szło. Dziś tego nie ma. Nie ma tej mentalności. Teraz należy usiąść z Wengerem, porozmawiać i wytłumaczyć, że taki układ nie jest korzystny dla żadnej ze stron. Na koniec sezonu przygotować uroczyste pożegnanie, powspominać sukcesy. A obecny czas poświęcić na znalezienie kogoś, kto wprowadzi nowe metody treningowe, taktyki, rotację i w ciągu paru lat powalczy o mistrzostwo, nawet kosztem słabszych wyników na początku.

By | 2017-03-08T13:53:48+00:00 Marzec 8th, 2017|Arsenal, Bez kategorii, Slider|0 komentarzy

O autorze:

Jak Edgar Davids widzę pixele w photoshopie, a latam po nim jak Bergkamp po Europie.Zajmuję się techniczną i wizualną częścią AE. Czasem, w przypływie chwili, coś tam naskrobię.

Dodaj komentarz