Szacunek czy spadek do Championship?

Wiadomość, która wstrząsnęła całym piłkarskim światem. Nie ominęła pewnie też was – Claudio Ranieri zwolniony z Leicester City. Ten sam Claudio Ranieri, który zdobył najbardziej nieprzewidywalny i niesamowity tytuł mistrza Anglii w ostatniej dekadzie. Albo i dłużej. Media oceniają, menedżerowie wspierają, fani się oburzają. Jeden człowiek, a tyle emocji. Zaznaczam, że moja ocena sytuacji zawarta w tekście nie powinna być utożsamiana ze zdaniem redakcji jako ogółu.

Znamy przypadki, w których menedżer był zwalniany w sezonie następującym po wygraniu Premier League. Internet obiegają obrazki Manciniego, Mourinho i Ranieriego, ukazujące kolejno ich mistrzostwa i zwolnienia. O ile w przypadku Manciniego wielkiego protestu fanów futbolu nie było, o tyle gdy ze stołkiem żegnali się Jose i Claudio, rozpętały się krucjaty przeciwko właścicielom klubów. Według mnie powinno być całkiem na odwrót.

Można stwierdzić, że sytuacja każdego z menedżerów była odmienna i nie sposób ich porównać. Czy aby na pewno? Roberto Mancini zdobył dla niebieskiej części Manchesteru pierwszy tytuł w angielskiej ekstraklasie od 44 lat. Pomógł wyjść z cienia United, osiągnął coś, czego fani nie zapomną mu do końca ich żyć. Brzmi podobnie jak historia Ranieriego. Różnicą były jedynie oczekiwania przed mistrzowskim sezonem. City wydało ogromne pieniądze i miało coś zdobyć, a Lisy miały się utrzymać. Tyle, że Mancini został zwolniony po zdobyciu wicemistrzostwa, finale FA Cup oraz odpadnięciu z fazy grupowej Ligi Mistrzów. Obecnie Leicester znajduje się w strefie spadkowej (na 2. miejsce chyba nawet najśmielsi marzyciele już nie liczą), z Pucharem Anglii pożegnali się po potyczce z Millwall (przypomnę – zespół z League One), a Champions League… Cóż, tutaj jest lepiej, wciąż mają szansę na awans do ćwierćfinału.

Tym bardziej bawi mnie postawa Jose Mourinho. Wsparcie dla Ranieriego, jego towarzysza niedoli. Źli, okrutni właściciele zwalniają menedżera, który dał im mistrzostwo. CR na koszulce w ramach solidarności. Najwyższy czas aby się obudzić. O ile dla jego włoskiego kolegi po fachu można być bardziej wyrozumiałym z racji okoliczności zdobycia mistrzostwa, to sam Portugalczyk próbuje się teraz wybielić, stosując swego rodzaju kurtuazję. Jego Chelsea pół roku po tryumfie w Premier League znajdowała się na 15. miejscu w tabeli, a gra nie ulegała poprawie. Klub o takiej renomie nie może sobie pozwolić na tego typu rezultaty, więc zostały podjęte odpowiednie kroki. Dlaczego zostały podjęte? Bo nie było absolutnie żadnej pozytywnej reakcji mimo szansy od zarządu. O tym samym można powiedzieć w stosunku do Ranieriego. Pokrzywdzony? Mając do dyspozycji taki budżet za wygranie ligi sprowadził Musę, Kapustkę i mającego-być-Kante Nampalysa Mendy’ego. Mimo że wyników nie było od paru miesięcy, zmian personalnych ani taktycznych nie uświadczono na King Power. Tak więc w obu przypadkach – niesamowicie okrutny, nowoczesny futbol i brak szacunku od zarządu.

Stąd moje niedowierzanie, jak można użalać się nad Claudio Ranierim i jego zwolnieniem. Zdaję sobie sprawę, że fani Lisów z pocałowaniem ręki przyjęliby scenariusz przewidujący mistrzostwo i następujący bezpośrednio po tym spadek, ale właściciele klubu nie do końca. Czasy, kiedy romantyzm w piłce nożnej był stawiany wyżej niż biznes dawno przeminęły. W pełni rozumiem decyzję właścicieli (myśl o wyrecytowaniu ich nazwiska z pamięci przyprawia mnie o dreszcze), którzy przede wszystkim myślą o klubie i jego kondycji. Każdy kto obejrzał parę spotkań Lisów w tym sezonie musi przyznać – próżno szukać progresu czy też jakichkolwiek zmian w ich grze. Claudio nie zapowiadał walki o mistrzostwo w kolejnym sezonie, ba, wypowiadał się stonowanie, twierdząc, że ten sezon będzie dużo cięższy niż poprzedni. Miał rację, ale chyba nie sądził, że aż tak ciężki. Nikt mi nie wmówi, że to efekt Kante. Jeden zawodnik może robić znaczną różnicę, ale Ranieri mając na karku taki bagaż doświadczeń, powinien był sobie poradzić z załataniem tej dziury, ewentualnie zmienić sposób gry zespołu, aby brak N’Golo nie miał tak dramatycznego wpływu.

 

Tak, mi też jest przykro, gdy oglądam konferencje Claudio, słynne „dilly-ding, dilly-dong, we are in Champions League”, gdy widzę jego przywitanie z Kante przed ostatnim meczem na Stamford Bridge lub wracam do momentu gdy całował wymarzony puchar. Jednak piłka nożna to nie miejsce na sentymenty, a Leicester jeśli nie chce być pierwszym w historii Premier League mistrzem, który sezon później zawitał do Championship, musi podjąć zdecydowane kroki. Jeśli winni są piłkarze, co powiemy o transformacji Chelsea, która właściwie bez wielkich transferów zmieniła się w maszynę do wygrywania, gdy tylko Antonio Conte zawitał do Londynu? Wybielanie sympatycznego Włocha, mówienie o braku szacunku do jego osiągnięć jest wymówką, której racjonalnie myślący człowiek nie przyjmie do wiadomości. Głównym winnym obecnej sytuacji Leicester jest menedżer i jego indolencja. Stagnacja, którą wprowadził Ranieri, postawiła klub pod ścianą. Trzeba iść naprzód i zapomnieć na chwilę o glorii zeszłego sezonu, aby Lisy nie zostały pod tą ścianą rozstrzelane.

By | 2017-02-27T18:06:33+00:00 Luty 27th, 2017|Bez kategorii, Leicester City, Slider|0 komentarzy

About the Author:

Znany również jako Jacek Gmoch. Lubię strzałki i wykresy. Swansea&Chelsea.

Zostaw komentarz