Przerwany sen Lisów

Czwartek, 23 lutego 2017 r. na długo pozostanie w pamięci kibiców futbolu na Wyspach, ale także innych pasjonatów futbolu. Trener mistrza Anglii oraz trener roku FIFA pożegnał się ze swoim stanowiskiem. O kim mowa? Oczywiście chodzi o Claudio Ranieriego – człowieka, bez którego sukces Leicester nigdy nie miałby miejsca.

W historii zakończonego już projektu Ranieri w Leicester od samego początku wszystko było nieprawdopodobne. Po awansie do Premier League, po wyrwaniu sobie utrzymania w ostatnich kolejkach, władze klubu z King Power Stadium pożegnały Nigela Pearsona, który był ojcem tych sukcesów, zatrudniając w jego miejsce (jak obecnie się mówi) przegrywa, Claudio Ranieriego. Trenera, który przed momentem skompromitował się prowadząc reprezentację Grecji w eliminacjach do EURO2016. Porażki z Wyspami Owczymi były wyraźną rysą na, już i tak przerysowanym, wizerunku Włocha. Wszyscy w Anglii pukali się w głowy, nie mogąc zrozumieć takiej decyzji władz klubu.

Ranieri już na początku swojej przygody na Wyspach zyskał sympatię mediów i kibiców swoim poczuciem humoru. Najbardziej znany przykład to ten, kiedy na jednej z konferencji prasowej, na pytanie o możliwe mistrzostwo Anglii odpowiedział w ten sposób:

I jak tu nie lubić takiego gościa? Zawsze otwarty na pytania dziennikarzy, nigdy nie odpowiadał chamsko, nie zrzucał winy na sędziów, piłkarzy, zbyt długą trawę na boisku. Skupiał się tylko na tym, co jego zespół sam źle robił. Wiele tego nie było, bowiem Leicester było maszyną nie do zatrzymania. Pod koniec sezonu wielu porównywało styl gry Lisów do Manchesteru United pod wodzą sir Alexa Fergusona, kiedy to zespół męczył bułę całe spotkanie, by ostatecznie wygrać 1:0 i zgarnąć trzy punkty.

Znany jest także system premiowania zawodników za odniesione zwycięstwa. Wypady na pizzę były stałym punktem programu.

O mistrzowskim sezonie Leicester napisano, powiedziano już tyle, że nie odkryję Ameryki mówiąc, że była to historia, która może się już nigdy nie powtórzyć. Sen, który trwał ponad 300 dni.

Prawdziwym sprawdzianem dla zespołu z King Power Stadium był nadchodzący sezon. Po zdobyciu tytułu kolejka chętnych po zawodników ustawiała się już w Londynie. Jedynym kluczowym zawodnikiem, który opuścił szeregi „Lisów” był N’Golo Kante, który dyrygował grą w środku pola. W jego miejsce sprowadzono Nampalysa Mendy’ego, który miał z biegu wejść w buty skromnego Francuza. Do formacji ofensywnej kupiono Islama Slimaniego, mającego odciążył Jamiego Vardy’ego. Blok defensywny pozostał bez zmian. Para Morgan-Huth miała szczelnie bronić dostępu do własnej bramki. Tymczasem duet ten zupełnie przestał funkcjonować. 46 bramek straconych po 25 kolejkach, podczas gdy w całym sezonie mistrzowskim zespół stracił zaledwie 36.

Kluczowe było też to, by mentalnie sprostać wyzywaniu jakie postawiło przed sobą Leicester. Są mistrzami Anglii, wymagania wobec nich wzrosły, każdy oczekiwał wyników w okolicy TOP6. Nie było śmiałków, którzy twierdzili, że Lisy mogą obronić tytuł. Dla każdego z nas było to raczej niewykonalne, nie ze względu na to, że piłkarze są słabi, ale dlatego, że kluby z TOP4 nie pozwoliłyby sobie znowu na kompromitację.

Forma Leicester od początku sezonu była przeciętna, nie była zła, ale nie była też taka jakiej wszyscy oczekiwali. Słabą dyspozycję w lidze, klub poprawiał występami w rozgrywkach europejskich, wygrywając swoją grupę i awansując do 1/16 finału. Nowy rok to ciągłe pasmo niepowodzeń. Od początku 2017 r. zespół nie strzelił ani jednej bramki w lidze, notując przy tym 5 porażek. Fatalna seria.

Pogłoski o możliwym odejściu Ranieriego dochodziły do nas już w grudniu, kiedy to zespół zaczął się coraz gorzej spisywać. Można wiele zarzucić Włochowi m.in. że cały czas ufał piłkarzom, którzy przed rokiem zdobyli mistrzostwo, że nie robił zmian, nie dawał szans zmiennikom. Ucierpiał na tym nasz rodak – Bartek Kapustka, który poza nielicznymi występami w Pucharze Ligi lub FA Cup, nie miał szans, by zaprezentować swoich umiejętności. Do tego zaczęły dochodzić kłótnie w szatni, wybujałe ego niektórych zawodników, otwarty konflikt z Leonardo Ulloą, który chcąc odejść z klubu odmówił trenowania z drużyną.

„Wczoraj umarło moje marzenie. Po euforii związanej z poprzednim sezonem i wygraniem Premier League, wszystko o czym marzyłem, było pozostanie w Leicester City, w klubie który kocham, na zawsze. Niestety tak się nie stanie. (…) To był cudowny czas, którego nigdy nie zapomnę. To był zaszczyt i przyjemność, by być mistrzem Anglii razem z Wami wszystkimi”.

W obronie Włocha stanął Jose Mourinho nakładając podczas ostatniej konferencji prasowej koszulkę z jego inicjałami.

„Widzicie moją koszulkę. To moje uznanie dla człowieka, który napisał najpiękniejszą historię w futbolu i Premier League. Człowieka, który zasłużył na to, żeby stadion w Leicester nosił nazwę ‘Claudio Ranieri’. Teraz został zwolniony. Wydaje mi się, że wszyscy są tym zaskoczeni i trudno tę decyzję zaakceptować. Kiedy ja traciłem pracę jako mistrz Anglii, wydawało się to strasznie negatywne. Teraz, przy tym co spotkało Claudio, patrzę na moje zwolnienie jako na coś nic nie znaczącego. Myślę, że to wina Claudio. Jeśli poprzedni sezon skończyłby na 12. miejscu to byłoby to odebrane jako wielki sukces, a teraz wciąż pracowałby z drużyną. Ten sezon zaczęli z bandą samolubnych graczy, którzy myśleli jedynie o swoich kontraktach, o transferach, o większych pieniądzach. Zapomnieli o człowieku, który dał im możliwość osiągnięcia sukcesu. Nikt nie wymaże tego, co w ostatnim sezonie napisał Claudio”.

Przeżyjmy to jeszcze raz.

By | 2017-02-26T09:37:27+00:00 Luty 26th, 2017|Bez kategorii, Leicester City|0 komentarzy

About the Author:

Bramki Henrego mógłbym oglądać w nieskończoność. Fan Santiego Cazorli i najlepszego obrońcy globu - Pera Mertesackera. Najnowszy nabytek Angielskiego Espresso.

Zostaw komentarz