Kamil Grosicki – waleczny Tygrys z małymi pazurami

Kamil Grosicki zaliczył wczoraj swój trzeci występ w Premier League, proces aklimatyzacyjny z ligą trwa więc w najlepsze. Co możemy powiedzieć o grze Polaka? Już za chwilę ją przeanalizujemy, porównamy, przeczytamy opinię na jego temat, a nawet porysujemy trochę strzałek. 

Polacy, ogólnie jako naród, w ostatnich latach polubili popadanie ze skrajności w skrajność. Media zaczęły zachwalać polskich sportowców i budować literackie pomniki nawet tym, którzy na to w żadnym stopniu nie zasłużyli. Kibice zrozumieli, że nie we wszystko co piszą gazety należy wierzyć i sami zaczęli interpretować sportowe wydarzenia. Często jednak zbyt krytycznie, a nie można przecież oceniać kogoś inaczej tylko ze względu na narodowość. Doszło do takich paradoksów, że jakiś gol Lewandowskiego z metra do pustej był na stronach głównych każdej sportowej strony internetowej, a przez to jego cztery gole z Realem niektórzy kibice przyjęli jako nic specjalnego. Podobnie było z transferem Grosickiego, a obecnie jest z jego grą. Polecamy jednak podchodzić do takich spraw racjonalnie i potrafić znaleźć złoty środek pomiędzy chwaleniem rodaka, a krytykowaniem go tylko za to, że jest Polakiem, więc nie może być dobry.

Gdy Grosicki miał podpisać kontrakt z Hull, pojawiły się głosy, że gdzie Grosicki do Premier League?!, przecież nie da rady, jest za słaby. Tymczasem jest to jeden z głównych zawodników drużyny, która awansowała do ćwierćfinału Euro, a jego umiejętności mogliśmy zobaczyć na przykład w spotkaniu eliminacyjnym do MŚ 2018 z Rumunią. I tu znowu kłania się złoty środek, bo nie można uważać, że Grosik jest polskim Messim. Nie było jednak żadnych przesłanek, by od razu skazywać go na pożarcie przez Premier League.

Nadszedł dzień debiutu i pojedynek z Liverpoolem. Marco Silva zdecydował się wystawić Grosickiego na prawym skrzydle. Polakowi raczej lepiej gra się na lewej flance, co pokażemy w dalszej części tekstu. Mecz z The Reds nie pokazał pod kątem analizy gry Grosika nic szczególnego. Niektóre podania celne, niektóre nie. Zdarzył się odbiór, drybling, ale w żaden sposób nie zmieniało to obrazu gry. Zresztą któremukolwiek z Tygrysów ciężko było zaistnieć przy posiadaniu piłki jakie wykręcili podopieczni Jürgena Kloppa – 72% robi wrażenie.

Mimo to, Polakowi udało się nieco pokazać swoim nowym kibicom. Niebieska strzałka po prawej stronie to dośrodkowanie z rzutu rożnego. Samo powierzenie tej roli nowemu zawodnikowi sporo znaczy. Wracając do meritum, po tej wrzutce piłka poodbijała się jeszcze w polu karnym, aż do siatki trafił N’Diaye. Nie ma sensu przypisywać Polakowi asysty, ale jednak bramka padła po wykonywanym przez niego stałym fragmencie gry. Z kolei w drugiej połowie Kamil wyprowadził na czystą pozycję Abela Hernandeza (błękitna strzałka). Napastnikowi Tygrysów w świetnej sytuacji nie udało się jednak pokonać Simona Mignoleta.

Przed drugim spotkaniem w Premier League, Grosicki nie mógł się spodziewać, że będzie łatwiej. Wyjazd na Emirates Stadium nie zwiastował łatwych trzech punktów. Na pierwszy rzut oka można zauważyć więcej kontaktów z piłką. Podania w większości celne, choć bardzo dużo do tyłu. Pójście jeden na jeden z Bellerinem nieco odstraszało Polaka. Ponownie jego zadaniem było wykonywanie rzutów rożnych, chociaż tym razem nic z nich nie wynikło. Jedyną wartą uwagi sytuacją była tak naprawdę wrzutka z pierwszej połowy. Grosik zagrał na pole karne fałszem prawą nogą z lewego skrzydła. Piłka spadła idealnie na głowę Niasse’a, ale Petr Cech zdołał wyciągnąć piłkę lecącą pod poprzeczkę. Marco Silva zdecydował się zdjąć Polaka już po godzinie gry, co najlepiej pokazuje, że nie był to jego najlepszy występ.

Wreszcie po dwóch tygodniach przerwy, nadszedł czas na przeciwnika ze swojej kategorii wagowej. Tygrysy nie musiały się mierzyć z Philippe Coutinho i Alexisem Sanchezem, a co najwyżej z Andre Grayem. Grosicki miał tyle kontaktów z piłką, że strzałki na mapce boiska są chaotyczne i niewiele pokazują. Zresztą kolor czerwony razi po oczach mocniej niż można było się tego spodziewać w trakcie oglądania meczu. Rozbijmy to trochę na czynniki pierwsze.

Oto same strzały Grosickiego z tego meczu. Zgadza się, wszystkie niecelne lub zablokowane. Nie jest to zbyt dobra wizytówka, ale za to warto dodać, że żaden z graczy Hull nie strzelał więcej. Pokazuje to spory zapał i chęć do gry Polaka. Umiejętności również nie brakuje, bo niewiele brakowało, a Grosik strzeliłby prawdziwe cudo. Najpierw dostał szansę uderzenia z rzutu wolnego z około 25. metra od bramki. Piłka leciała w okolicach okienka, ale niestety metr nad bramką. Nie ma sensu dawać tego na okładkę, ale nie ma co też krytykować. Przyznajmy sobie szczerze, widzieliśmy w życiu gorzej wykonane wolne. Taka próba tylko rozochociła skrzydłowego Hull do gry, bo w drugiej połowie oddał naprawdę świetny strzał z linii pola karnego. Mało brakowało, a mielibyśmy bramkę kolejki.

Teraz przejdźmy do samych dośrodkowań. Jak widzimy w prawym górnym rogu – było ich łącznie 12, ale tylko 3 udane. Statystyka nie powala na kolana, przynajmniej połowa powinna trafić do celu, nie można wrzucać wszystkiego w ciemno w pole karne. Cieszy jedynie aktywność Grosickiego, który po kilku oddanych strzałach zaczął grać zdecydowanie odważniej. No i przyczynił się do wywalczenia rzutu karnego. Owszem, przyczynił, bo jesteśmy dalecy od stanowczego gloryfikowania Polaka za ten czyn. Jeśli ktoś nie widział tej sytuacji: po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego, Michael Keane zagrał piłkę ręką. Fantasy Premier League przyznało nawet Grosikowi asystę, jednak nie ma sensu brać tego na poważnie. Do tego kolejnym razem popisał się wykreowaniem sytuacji swoim partnerom (niebieska strzałka w magiczny sposób zamieniła się w szarą na ostatnim obrazku).

Trzeci mecz pokazuje, że Grosicki może coś zdziałać i do końca sezonu w klasyfikacji kanadyjskiej powinien uzbierać kilka punktów. Na plus z pewnością gra w pierwszym składzie oraz wykonywanie stałych fragmentów gry. Wejście z marszu do podstawowej jedenastki klubu Premier League nie zdarza się wcale często, a od razu powierzenie nowemu zawodnikowi bicia rzutów rożnych i wolnych to bardzo rzadki przypadek.

Co na minus? Przede wszystkim skuteczność działań na boisku. Przydałoby się dośrodkowywać lepiej, dryblować częściej i strzelać pomiędzy słupki i pod poprzeczkę. Poza tym, nikt raczej nie spodziewał się nowego Ronaldo czy Hazarda, a raczej Routledge’a lub Marca Pugh. Grosik gra na tyle, ile pozwalają mu jego umiejętności.

Jak jest oceniany za granicą (czyt. zupełnie neutralnie)? BBC i Sky doceniły strzały Polaka, ale również zwróciły uwagę na słabą skuteczność. Ta druga ze stacji w każdym z trzech spotkań wystawiała Kamilowi ocenę podobną do reszty kolegów z zespołu. Ani razu nie został potraktowany najgorzej, ale też ani razu najlepiej.

Różne opinie można za to przeczytać na angielskim Twitterze. Najwięcej osób zwraca uwagę na bardzo ładne strzały reprezentanta Polski. Jeden z kibiców Burnley zauważył, że Grosicki wcale nie gra lepiej od Boyda czy Arfielda i cieszy się, że The Clarets nie wydali na niego pieniędzy w letnim okienku. Inny użytkownik odpowiedział mu, że Polak był najlepszym zawodnikiem swojej drużyny i był blisko dubletu. Pojawiły się również krytyczne głosy o fatalnych dośrodkowaniach, które nie trafiają do napastników Tygrysów. Wszystko rozkładało się fifty-fifty.

Podsumowując, reprezentant Polski nie podbije ligi, co mogłyby sugerować nagłówki w niektórych mediach, ale też nie będzie wiecznym rezerwowym bez szans na grę, co można było wyczytać w niektórych komentarzach. My za wejście do ligi angielskiej wystawiamy Kamilowi 3 w skali szkolnej. Z plusem na zachętę.

By | 2017-02-26T14:37:14+00:00 Luty 26th, 2017|Bez kategorii, Hull City|5 komentarzy

About the Author:

Kibic Premier League oraz reprezentacji Polski. Lubię statystyki, tabelki oraz pobijanie wszelakich rekordów.

5 komentarzy

  1. Piotrek 26 lutego 2017 w 13:52- Odpowiedz

    Bardzo fajny wpis. Ostatnio krytykowałem wpisy na AE, które były “opiniami autorów”, ale tutaj, nie dość, że jest opinia, to jeszcze są analizy.

    Drogi autorze, nie wiem czy użycie “przykładowo” zamiast “na przykład” jest w tym kontekście w pełni zasadne. Wydaje mi się, że powinno być “na przykład”, ale może po prostu jestem “staromodny”.

    • Hubert Nowicki 26 lutego 2017 w 14:36- Odpowiedz

      Dzięki. Przyłożyłem się do artykułu, więc cieszy taka opinia.

      Już zmieniłem. Może faktycznie tak brzmi lepiej.

  2. Robert 26 lutego 2017 w 15:17- Odpowiedz

    Czy można prosić o jakąś legendę tej analizy graficznej? Napotykam się na nią już nie pierwszy raz i jestem jej wielkim fanem, ale nie jestem do końca zaznajomiony ze znaczeniem wszystkich symboli. Świetny artykuł. Pozdrawiam 🙂

    • Hubert Nowicki 26 lutego 2017 w 18:52- Odpowiedz

      Dzięki. Co do legendy, polecam odwiedzić StatsZone i tam się z nią zaznajomić. Tu w komentarzu byłoby to za dużo tłumaczenia.

  3. Piotrek 26 lutego 2017 w 16:20- Odpowiedz

    Nie chodzi nawet jak brzmi, chodzi o sens. Mnie uczono, że przykładowo można coś zrobić i jest to wtedy wzór. Rzecz zrobiona przykładowo to rzecz, która świeci przykładem.
    Natomiast na przykład to takie sformułowanie… No, chyba wszyscy wiemy jakie.

Zostaw komentarz