5 powodów, dla których warto oglądać 26. kolejkę Premier League

Bohaterowie znowu wracają. Ich garnitury nie będą gniotły się w wygodnych autobusach, które przywiozą zawodników na piękne stadiony. Tam gdzie mają wylewać pot, łzy, a kości zderzać się ze sobą.

Choć w tabeli dzielą ich aż trzy miejsca, a jedna z nich pogrążona jest w strefie spadkowej, to po dzisiejszym spotkaniu role mogą zupełnie się odwrócić. Crystal Palace traci do Middlesbrough trzy oczka i będzie robiło wszystko by wykorzystać tę jakże dobrą sytuację na opuszczenie niebezpiecznego rejonu ligowej tabeli. Problem w tym, że Orły zbierają się za to jak jakaś sójka. Nie potrafią wygrać od dwóch spotkań, w których stracili aż pięć bramek, nie strzelając przy tym ani razu. Dość ponury obraz, tym bardziej gdy spojrzymy na ekipę Hiszpana. Co prawda zdobyli najmniej bramek spośród wszystkich ekip Premier League, ale wpuścili zaledwie 27 co plasuje ich na czwartym miejscu pod tym względem. Ponadto Karanka doskonale potrafi przygotować zespół na ciężkie fizyczne batalie, a na właśnie takie zanosi się dzisiejszego popołudnia.

David Moyes wybierze się w sentymentalną podróż na Goodison Park. Ale nie tylko szkocki szkoleniowiec wraca na stare śmieci. Do Liverpoolu przyjedzie przecież Steven Pienaar(189 występów/20 bramek), Darron Gibson(51/2), Jack Rodwell(85/4) i Bryan Oviedo(50/2), zdecydowanie łączący swe najlepsze wspomnienia z The Toffees. Teraz, jako reprezentanci Sunderlandu, muszą pokonać dawnych przyjaciół, a w tej bitwie nie będzie miejsca na sentymenty. Czarne Koty są ostatnie w ligowej tabeli, a na wyjście z tej strefy nie wystarczą pogromy Crystal Palace. Trzeba zdobywać punkty z wyżej notowanymi rywalami, a Everton do takich należy. Pytanie czy nie jest to za wysoka półka. Koeman nie przegrał od ośmiu kolejnych ligowych spotkań, a Sunderland ostatni raz pokonał drużynę z Liverpoolu blisko rok temu.

Kamil Grosicki może i nie jest najlepszym piłkarzem Hull City, możliwe nawet, że nie jest królem na swojej pozycji, ale musicie przyznać, że od kiedy Polak trafił do Premier League, mecze Tygrysów ogląda się jakoś przyjemniej. Teraz naszego skrzydłowego czeka wyzwanie o tyle trudne, że przyjdzie mu się zmierzyć z ekipą do której nieomal trafił w poprzednim okienku transferowym. Na KC Stadium przybędzie Burnley, na wyjazdach wyglądające jak Superman, któremu za pelerynę wsadzono kryptonit. Sean Dyche stworzył maszynę, istny monolit, bijący po głowie Chelsea czy inny Liverpool. Ale tylko na Turf Moore. W delegacji “Rudy Mourinho” i spółka zdobyli zaledwie jeden punkcik i to w starciu z Manchesterem United. Wygląda na to, że lepszej okazji do opuszczenia strefy spadkowej Hull City mieć nie będzie.

Watford w poprzedniej kolejce zakończył serię spotkań bez porażki. Ekipa włoskiego szkoleniowca straciła koncentrację w meczu z Manchesterem United zaledwie dwa razy. To jednak wystarczyło. Czerwone Diabły wykorzystały każdą z nich i odesłali Szerszenie z kwitkiem. Teraz, na Vicarage Road, nadarza się szansa by wrócić na zwycięski szlak. Będą tam gościć West Ham United grający w tym sezonie zdecydowanie poniżej oczekiwań. Dość powiedzieć, że Młoty będą miały pierwszy raz okazję by gościć trzeci tydzień z rzędu w górnej połówce tabeli. Nie będzie to jednak proste zadanie. Slaven Bilic na pewno nie będzie mógł skorzystać z usług trzech zawodników, a pod dużym znakiem zapytania stoi występ Carrolla, jednego z lepszych graczy londyńskiej ekipy. Młoty mają o tyle szczęścia, że Mazzarri również ma swoje kłopoty. Prócz Amrabata z gry wypada także Behrami, prawdziwy konstruktor akcji w drużynie Szerszeni. Nie mniej jednak szykuje się dobre widowisko. W ostatnich pięciu meczach między tym ekipami padło blisko 2.5 gola na mecz.

Zwolnienie Claudio Ranieriego wstrząsnęło środowiskiem kibicowskim w Anglii i na całym świecie. Niesłusznie. Włoski szkoleniowiec stał się dla Leicester legendą jedyną w swoim rodzaju. Problem w tym, że obecna postawa jego ekipy powodowała, że mógł stoczyć się od bohatera do zera. Lisy znalazły się w ogromnym dołku, a doświadczony trener nie potrafił znaleźć jakiegokolwiek sposobu na wyciągnięcie podopiecznych z marazmu. W tym roku nie strzelili ani jednego gola w lidze. Przyznajcie, że brzmi to po prostu śmiesznie i żaden trener nie utrzymałby posady w takiej sytuacji. Wina zawodników? Z pewnością. Wina Claudio? Oczywiście. Jeśli ktoś dostaje naprawdę spore fundusze, to można ulokować je lepiej niż kupując Slimaniego, Musę czy nieszczęsnego Bartka Kapustkę. W Leicester winni są wszyscy, ale nie czyńmy Włocha świętym. Na pewno na to sobie nie zasłużył. Do poniedziałku raczej nikt nie obejmie sterów w szatni Mistrza Anglii. Trzeba jednak przyznać, że nazwiska jakie się przewijają (Rowett, Mancini, Pearson) robią naprawdę dobre wrażenie. Teraz jednak trzeba skupić się na najbliższym rywalu – Liverpoolu. A z kim, jak nie z The Reds, najlepiej wyjść z kryzysu?

By | 2017-02-25T13:10:17+00:00 Luty 25th, 2017|Burnley, Hull City, Sunderland|0 komentarzy

O autorze:

Mało znam się na piłce. Ale umiem naciskać klawisze żeby wyskakiwały zabawne wyrazy. Egzegeza na przykład.

Dodaj komentarz