Zjednoczeni z szóstym miejscem

W ostatnią środę mogliśmy oglądać kolejny odcinek z serii ”Manchester United udaje, że zbliża się do czołówki”. Słaby, bezbramkowy remis idealnie odzwierciedla postawę Czerwonych Diabłów w tym sezonie. Gdyby ktoś nieinteresujący się wyspiarską piłką zapytał mnie o formę United to na pewno poleciłbym mu ten mecz. Idealny obraz drużyny i świetny sposób na problemy z zasypianiem.

Jeśli uważasz, że remis drużyny teoretycznie aspirującej do mistrzostwa z ostatnim w tabeli beniaminkiem jest winą sędziego, świetnego bramkarza, złej pogody, wiatru czy szurania płyt tektonicznych w Nowej Zelandii i ciężko znosisz krytykę swoich faworytów to nie polecam dalszego czytania tego tekstu.

Ostatnie trzy mecze podopiecznych Mourinho w lidze to same remisy, w których oddali oni 50 strzałów, a zdobyli dwie bramki!. Dla porównania, ich przeciwnicy strzelili ich tyle samo oddając o połowę mniej uderzeń. Ktoś chyba nie wytłumaczył chłopakom z Old Trafford, że ta statystyka nic nie daje w tabeli. Oczywiście wiele z tych strzałów to któraś z kolei piłka w trybuny od Pogby czy Herrery, który choć gra bardzo dobrze, to strzelcem jest słabym, a uderza na bramkę  w stronę bramki dość często. Mimo to ilość zmarnowanych setek można liczyć w dziesiątkach. Tę skomplikowaną teorię matematyczną potwierdza  środowy mecz. Jakupović wybronił kilka sytuacji, czasem miał farta, ale kilka razy naprawdę świadomie uratował drużynę. Tyle tylko, że to żaden argument w bronieniu postawy Zjednoczonych. Pogba i Mata marnujący dwustuprocentowe akcje, Zlatan kopiący na oślep i Rooney, który chciałby trafić w piłkę, ale wychodziło mu to słabo, jak ostatnie kilka lat kariery. Hull dawało pograć, ale Diabły nie potrafiły tego wykorzystać.

Jeśli przytoczyłem już Wayne’a Rooneya to  warto zwrócić uwagę na to jak beznadziejną dał zmianę. Mourinho ma na ławce do dyspozycji Martiala czy choćby Matę, który wnosi do gry znacznie więcej od kapitana. Portugalski trener stawia jednak na Anglika i to nie pierwszy raz, kiedy on w ogóle nie broni się liczbami, ani nawet grą. Bramka ze Stoke nie załatwia sprawy. Do Rooneya trzeba mieć ogromny szacunek za dokonania, ale nie starzeje się on tak jak Ibra, Pirlo czy Xavi. Jego czas już minął, a drużyna nie może cierpieć ze względu na jego osiągnięcia. Mourinho i tak wykazał się większą odwagą od poprzednika, który na samym początku powiedział, że Rooney może być pewny gry w jego pierwszym składzie. Dzięki rzadszym występom legendy w tym sezonie możemy zauważyć, że gdy nie ma go na boisku to nie robi to ŻADNEJ różnicy. Dziwi więc to, że Mourinho ma odwagę odsuwać inną uznaną postać, którą jest Schweinsteinger, a Rooneyowi daje po prostu fory. Podobna sytuacja jest też z Lingardem, ale jego pensja jest troszkę mniejsza, a gra nie aż tak zła, choć i tak za słaba na Manchester United. Nawet Fellaini daje drużynie więcej od tych dwóch panów.

Mistrzostwo zdobywa się nie tylko hitami, ale wszystkimi meczami. Mamy już ponad połowę sezonu, a Czerwone Diabły nadal nie pojęły tego banału. Zwalanie winy na sędziów jest bez sensu, bo raz United pomagali (szczególnie przy bramkach ze spalonego), a raz działali na ich niekorzyść. Poziom sędziowania w meczu z Hull był dobry, a tak często ”upokarzany” przez sędziów klub z Manchesteru nie potrafił ograć beniaminka z ostatniego miejsca przy sprawiedliwej grze. Jak to możliwe? Jedyne co łączy ekipę z Old Trafford z czołówką to fakt, że gdy traci ona punkty to Mourinho i spółka tracą je solidarnie z innymi. Dla fanów Kanonierów mam dobrą wiadomość, bo prawdopodobnie po sezonie częściej niż klasyczne ”4RSENAL” będą widywać ”MAN6HESTER UNITED”.

 

 

 

By | 2017-02-03T22:21:15+00:00 Luty 3rd, 2017|Bez kategorii, Manchester United|0 komentarzy

O autorze:

Fan Manchesteru United, sportowych biografii i starych, dobrych, polskich komedii.

Dodaj komentarz