Jürgen, z tymi emerytami nic nie wygrasz

To sezon przejściowy. W następnym okienku wzmocnimy kadrę, bo będzie Liga Mistrzów. Jesteśmy osłabieni stratą kluczowego gracza, który wyjechał na Puchar Narodów Afryki. Wcześniej straciliśmy innego lidera z powodu kontuzji, a obrona również miała swoje problemy. Wymówki.

Liverpool od jakiegoś czasu przesiąkł syndromem dnia następnego. Nie wyjdzie teraz, wyjdzie przy następnej okazji. Problem w tym, że okazje przychodzą, a wyników nie ma. Dlaczego? No bo. Zawsze znajdzie się jakieś „ale”, zawsze coś będzie niedopracowane. To nie jest domena zespołów z topu. To znak rozpoznawczy ligowych przeciętniaków.

Gdy w poprzednim sezonie swoją karierę w Liverpoolu kończył Brendan Rodgers, mówiono, że kadra The Reds jest naprawdę niezła, zdecydowanie wystarczy na kwalifikację o Ligę Mistrzów, nie mówiąc już o pokonaniu beznadziejnego Manchesteru United i Chelsea. Brakowało tylko kogoś, kto by to wszystko poukładał. No i przyszedł Klopp, jeden z najlepszych trenerów świata. Jak to się skończyło? Ósmym miejscem w ligowej tabeli, porażką w Pucharze Ligi i Ligi Europy. No ale to był sezon przejściowy, Niemiec musi przeprowadzić transfery.

No i przyszli. Mane, Matip, Klavan, Wijnaldum, Karius i Manninger. Byłem w stanie zrozumieć trzy z tych transakcji. Okazało się, że jedynie dwa – Senegalczyk i Kameruńczyk – były strzałem w dziesiątkę. Czas pokazał, że reszta jest niemal zupełną klapą. Manninger, zgodnie z oczekiwaniami, nie powąchał murawy. Lloris Karius okazał się być bardziej elektryczny niż Simon Mignolet, a Estońska skała bardziej nadaje się do klubu pokroju West Hamu czy Stoke City. Wijnalduma mogłyby bronić liczby, ale to zawodnik tak nudny i momentami szalenie niepraktyczny, że to właśnie jego wady wychodzą na pierwszy plan. W tym sezonie spisuje się tak jak Joe Allen czy Steven Defour, a przecież nie są to największe gwiazdy Premier League. No ale nie było Ligi Mistrzów, czego żeście oczekiwali.

Rozsądku. Środkowego, lewego i prawego obrońcy. Bo nie, Lucas Leiva, Dejan Lovren i Ragnar Klavan nie są odpowiedni. Tak samo Alberto Moreno, James Milner i Trent Alexander-Arnold. W dalszej kolejności należy wzmocnić pomoc. Spójrzcie tylko na Emre Cana. Jego jedyną zaletą jest to, że jest sympatyczny. Jordan Henderson też nie zawsze przekonuje, a przecież to kapitan zespołu! No i zerwijcie w końcu z tym Danielem Sturridgem. I Ingsem. Byli przydatni, ale w poważnym klubie, aspirującym do ligowego topu, nie ma miejsca na cotygodniowy szpital. Czas przestać polerować zaśniedziałe pomniki, pora postawić nowe, tu i teraz. Nie takie, które mogą powstać za dziesięć lat, a potem odejść za kilkadziesiąt milionów. Liverpool nie powinien stawać się Southamptonem na skalę europejską. I nie ma tutaj żadnego ale.

By | 2017-01-27T14:19:27+00:00 Styczeń 27th, 2017|BLOGI, JANKOCENTRYZM, Liverpool, Slider|3 komentarze

About the Author:

Mało znam się na piłce. Ale umiem naciskać klawisze żeby wyskakiwały zabawne wyrazy. Egzegeza na przykład.

3 komentarze

  1. Patryk 28 stycznia 2017 w 13:40 - Odpowiedz

    Fajny tekst. Ostry i bezkompromisowy. Wydaje mi się jednak ze popadamy ze skrajności w skrajność. Liverpool nie jest tak mocny jak dużo osób myśli, ani tak słaby jak pan to przedstawił.

    • Jan Piekutowski 2 lutego 2017 w 21:02 - Odpowiedz

      Nie mówię, że Liverpool jest słaby. On po prostu chyba nie dorósł. A ma na to czas od 1990.

      • Alek 13 lutego 2017 w 09:45 - Odpowiedz

        Spoko tekst, choć uważam, że i z Milnerem i Canem to lekka przesada. Can ma zadatki na drugiego Busquetsa, z tym że potrafi jeszcze coś zrobić z przodu. Problem w tym, że faktycznie, to dopiero zadatki, ale ma 23 lata i w przyszłym sezonie może stać się postacią niezbędną (pod warunkiem, że będzie zdrowy). Natomiast Milner całkiem nieźle radzi sobie na lewej obronie – asystuje i haruje (z resztą on wszędzie haruje) za dwóch. Z resztą jak najbardziej się zgadzam, chociaż uważam, że pół składu to należałoby wywalić z Arsenalu, a nie z The Reds.

Zostaw komentarz