Ronald Budowniczy

Kiedy ogłoszono transfer Ronalda Koemana do Evertonu byłem mocno zdziwiony. Holender opuszczał Świętych na rzecz klubu, który dwukrotnie zajmował dużo niższe miejsce w tabeli i wydawał się zespołem gorszym od ekipy Southamptonu, ale na razie można powoli składać ręce do braw dla doświadczonego menadżera za jego decyzję.

W swoim pierwszym sezonie na Wyspach, Koeman sprawił, że chętnie oglądałem spotkania ekipy z St. Mary’s Stadium. Wydawało się, że buduje się solidny zespół z dużym potencjałem. Święci byli w dobrej formie i urywali co jakiś czas punkty uznanym klubom Premier League. Świetny w swoim pierwszym sezonie Tadić, ale też tacy zawodnicy jak Graziano Pellè, Mané, Wanyama, Schneiderlin czy wypożyczony Alderweireld sprawili, że był to najlepszy sezon z dwóch spędzonych przez Holendra w Southampton. Drugi sezon nie był już tak udany, a jedna z głównych tego przyczyn jest wydaje mi się również powodem, którym mógł kierować się Koeman w swojej decyzji o odejściu.

Tym powodem jest polityka transferowa. Każdego ambitnego menadżera irytowałoby tracenie naprawdę dobrych zawodników w każdym okienku. Święci ze sprzedanych w ostatnich latach piłkarzy mogliby stworzyć niezłą jedenastkę. Shaw, Clyne, Lallana, Schneiderlin, Mané czy Wanyama są teraz kluczowymi lub co najmniej ważnymi ogniwami w dużo lepszych ekipach. Mogłoby się wydawać, że klub zbił na tych transferach kokosy, ale bilans strat i zysków nie jest wcale imponujący, a poziom sportowy spadł.

Everton wydaje się być w kwestii transferów nieco bardziej ambitny. Oczywiście nie są w stanie oferować swoim zawodnikom lepszych warunków niż topowe kluby, ale widać choćby po sprzedaży Stonesa, że bez walki nie oddają swoich czołowych graczy. Koeman ma teraz znacznie większy komfort w budowaniu zespołu. Choć na papierze dokonał zmiany na gorsze, to tak naprawdę jest to krok w tył, by zrobić dwa do przodu. Działacze i kibice Świętych byli lekko podirytowani odejściem swojego trenera, ale poziom irytacji może się podnieść jeszcze bardziej, gdy Holender odniesie znacznie lepszy rezultat w lidze. Patrząc na grę obu zespołów, jest to najbardziej prawdopodobna opcja.

631740060

Czysto statystycznie wygląda to tak, jakby oba kluby zamieniły się po prostu miejscami. Everton, który w ostatnich latach obniżył loty, pomimo wahań formy w tym sezonie, powinien utrzymać miejsce w górnej części tabeli. W tym roku słabo widzę ich walkę o puchary, ale wszystko wydaje się iść w dobrym kierunku, a masakra, której dokonali na Manchesterze City w zeszłą niedzielę jest tego najlepszym przykładem. Holender potrafi działać w klubach ze średnim budżetem. Jest doskonale obyty z wyspiarską piłką i ma ogromne doświadczenie. Na Goodison Park tworzy się po prostu fajny projekt. Władze klubu nie wyglądają na kąpanych w gorącej wodzie buców, których symbolem jest szefostwo West Hamu. Podjęli jak widać rozsądną decyzję zmieniając mocno średniego Martineza w sytuacji, gdzie nie paliło się w klubie, ale skoro dało się zatrudnić kogoś takiego jak Koeman, to trzeba z takich okazji korzystać. W Leicester zmiana miała podobny charakter i się to udało, więc czemu tutaj ma nie wypalić? Na pewno pomoże w tym ograniczenie sprzedaży gwiazd takich jak Lukaku i przekonanie ich, że w dłuższej perspektywie mogą liczyć na zaspokojenie swoich ambicji.

Mam tylko nadzieję, że sprowadzenie Stekelenburga i Schneiderlina nie oznacza budowania Southamptonu w nowych strojach, choć jeśli kupowanie graczy, którzy byli już pod skrzydłami Holendra da efekty, to raczej kibicom Evertonu nie będzie to robić różnicy. Zwycięstwo nad Obywatelami jest również dowodem, że jeśli da się młodym zawodnikom szansę nawet w trudnych meczach, to potrafią się pięknie odwdzięczać i na pewno napędzi to ich zapał do gry. Jeśli nadal w Evertonie będzie się mieszało rozsądną politykę transferową z dobrą młodzieżą to kto wie, być może czeka nas kolejny kandydat do gry w Lidze Mistrzów w perspektywie kilku najbliższych lat.

By | 2017-01-19T08:51:06+00:00 Styczeń 18th, 2017|Bez kategorii, Everton|0 komentarzy

O autorze:

Fan Manchesteru United, sportowych biografii i starych, dobrych, polskich komedii.

Dodaj komentarz