Co dwie pary rękawic, to nie jedna?

Pozycja bramkarza nie jest miejscem łatwym do obsadzenia, szczególnie w tak trudnej lidze jak Premier League. Dobitnie przekonał się o tym Pep Guardiola, którego pozbawiona sensu zmiana Harta na Bravo okazuje się póki co zamianą siekierki na kijek.W przypadku Jurgena Kloppa i jego Liverpoolu zmiana wydawała się konieczna.

Mignolet po ponad trzech sezonach na Anfield nie wyrobił sobie renomę solidnego bramkarza. Wręcz przeciwnie. Belgowi zdecydowanie bliżej do łatki pechowego i niezdarnego zawodnika. Od przyjścia Kloppa i pierwszych występów The Reds pod wodzą niemieckiego szkoleniowca, rozpoczęły się coraz głośniejsze spekulacje odnośnie przyszłości Mignoleta na Anfield oraz sprowadzenia mu następcy lub konkurenta. Tak też się stało, gdy w lipcu ubiegłego roku do Liverpoolu dołączył Loris Karius. Transfer, który w lipcu można było podsumować krótkim “OK”. Jest rodakiem trenera, co w pewnym stopniu ułatwia komunikację, a na pewno aklimatyzację w zespole. Oswojenie z Wyspami nie była aż takim kłopotem, bo Karius miał już za sobą epizod w młodzieżówce Manchesteru City. Do tego dochodzi cena, która wcale nie była z kosmosu. 6 milionów euro to niewygórowana cena za stałego bramkarza klubu z Bundesligi. Jedyną wątpliwością były umiejętności. Czy wystarczające jak na aspiracje i poziom The Reds? Po 13 występach Niemca wiemy, że jest to piłkarz konkurencyjny dla Mignoleta, ale bardziej w niezdarnych zagraniach i głupich stratach niż w efektownych paradach bramkarskich. Nawet zestawiając liczby obu zawodników z tego sezonu widać, że ich poziom jest mocno wyrównany. Obaj mają na koncie po 13 straconych bramek i 5 czystych kont, z uwzględnieniem, że Karius ma za sobą o jeden mecz więcej niż jego konkurent.

Niedzielna Bitwa o Anglię na Old Trafford zamknęła na chwilę usta krytykom bramkarzy Liverpoolu, a przynajmniej jednego. W tym niezwykle ważnym dla obu ekip meczu, Klopp postawił na Mignoleta. Belg zaliczył świetny występ ratując swój zespół w kilku kluczowych momentach, jak w przypadku soczystego strzału z wolnego od Zlatana. Bramkarz The Reds był niewątpliwie jednym z lepszych zawodników nie tylko Liverpoolu, ale całego, nudnego jak na oczekiwania kibiców meczu. Udowodnił, że potrafi zagrać solidny mecz i uratować czasem skórę kolegom z pola. Jest jeszcze za wcześnie na tego typu stwierdzenia, ale sądzę, że pojawienie się Kariusa może być dla Mignoleta motorem napędowym, a nie przeszkodą. Brakowało mu z pewnością konkurencji w bramce, co wpływa na ego i mniej motywuje do wytężonej pracy. Być może tego właśnie potrzebował Belg. Plusy takiego rozwiązania odczuwa też trener. Nie musi aż tak martwić się, że w przypadku wypadnięcia jednego z bramkarzy będzie miał problem z zastępcą na podobnym poziomie.

Istnieje jednak wiele czynników, które sprawiają, że fani klubu z Anfield nie powinni popadać w hurraoptymizm. Statystyki obu panów nie powalają. Mignolet zagrał świetny mecz, ale czy grał na równie wysokim poziomie w pozostałych trzynastu starciach? Do tego był to po prostu solidny występ w średnim spotkaniu. Wyolbrzymieniem byłoby uznanie, że Belg wybronił ten mecz. On po prostu nie dał ciała (jak to miewał w zwyczaju robić). Na pewno zyskał sporo punktów u Kloppa i wyprzedził odrobinę Kariusa w rywalizacji, ale czy to na tym zależy kibicom? Liverpool jest na swojej pozycji raczej pomimo swoich bramkarzy, a nie dzięki nim. Problem tkwi jednak w tym, że klub z Merseyside jest poniekąd skazany na takie rozwiązanie. Światowego formatu bramkarze są w klubach o lepszym lub podobnym poziomie sportowym. Przejście na Anfield jest dla nich mało atrakcyjnym krokiem.

Do tego wyżej wspomniane drużyny chuchają i dmuchają na swoje gwiazdy w bramce, o czym dobitnie przekonał się choćby David de Gea. Klub musi więc liczyć bardziej na sprowadzenie nieodkrytego do końca talentu niż sprawdzonego i ogranego bramkarza światowego formatu. Jedynym dobrym i znanym na świecie bramkarzem, który obecnie przychodzi mi do głowy w kontekście The Reds jest Joe Hart, ale patrząc na formę Bravo, wcale nie jest pewne, że Anglik opuści na stałe ekipę Obywateli. Może go też skusić jedna z wyżej wspomnianych drużyn o podobnym lub większym poziomie i zasobności portfela co Liverpool. Do końca wypożyczenia Harta zostało jednak jeszcze trochę czasu i wiele jeszcze może się w tej kwestii wydarzyć. Nie ma co ukrywać, że na tę atrakcyjność pozytywnie może wpłynąć dobry rezultat w Premier League na koniec sezonu. Jak na razie można uznać, że wariant z dwoma średnimi bramkarzami to z pewnością lepsza opcja od posiadania jednego, średniego Mignoleta i póki co najlepsza z możliwych dla Liverpoolu. Miło by było, gdyby okazało się, że w przyszłości najlepszą opcją klubu będzie Kamil Grabara.

By | 2017-01-17T18:49:36+00:00 Styczeń 17th, 2017|Bez kategorii, Liverpool|0 komentarzy

O autorze:

Fan Manchesteru United, sportowych biografii i starych, dobrych, polskich komedii.

Dodaj komentarz