Zawsze jest druga strona medalu

Kiedy temat Payeta lekko już przebrzmiał, w internetowych dyskusjach wylały się na niego rozmaite wiadra pomyj, a kibice oprócz przekształcenia słynnej przyśpiewki, wykorzystali też jego koszulkę jako wycieraczkę do butów. Trzeba sobie jednak zadać pytanie – można dziwić się samemu zawodnikowi?

Jak to zwykle bywa, cała sytuacja ma dwie strony medalu. Ja od początku starałem się ocenić ją z perspektywy samego zawodnika, która wcale nie wygląda różowo. Sezon życia zwieńczony fenomenalnym występem na Euro, zainteresowanie ze strony największych gigantów światowego futbolu. Latem 2016 roku Dimitri Payet był na szczycie futbolowego świata. Kiedy media szukały mu nowego klubu, on zdecydował się na związanie swojej przyszłości z West Hamem, czym zaskarbił sobie jeszcze większą miłość kibiców. Czy nie ma w tym jednak nic dziwnego?

Moim zdaniem powinniśmy zastanowić się, co obiecał mu Bilić i co zapewniał klubowy zarząd. Być może w głowie zainteresowanych pojawiała się wizja silnego West Hamu, który miał aspirować do corocznej walki o Top 4 i walczyć o największe nazwiska w letnim okienku transferowym. Być może Payet usłyszał, że transfery tego, tego i tamtego są już przyklepane, a z takimi wzmocnieniami Młoty na stałe dołączą do grona największych klubów na Wyspach, a także na całym kontynencie.

Wizja piękna, ale jakże nierealna. Klub z Londynu odbił się od ściany. Średnio wyszły przenosiny na nowy stadion, który miał być jednym z elementów wejścia do elity, okienko transferowe to pasmo niepowodzeń, chociaż patrząc przez pryzmat zimowych podbojów, okazuje się, że zawsze może być gorzej, a forma w lidze czy w Lidze Europy na początku sezonu tylko pokazały jak wiele jakości brakuje w drużynie. W tym wszystkim miał odnaleźć się Francuz, który liznął wielkiej sławy i z pewnością mógł zatęsknić za największą sceną, jak z pewnością są rozgrywki europejskie.

Oczywiście, czegokolwiek nie obiecałby mu West Ham, nie musiał podpisywać nowego kontraktu. Po części zgadzam się z opiniami, mówiącymi, że powinien ponosić konsekwencje swojego czynu, ale przecież nie podpisał żadnego cyrografu, żeby nie móc się z niego wycofać. Pewnie, że mógł uwzględnić w kontrakcie warunki, w przypadku których niedopełnienia, mógłby bez problemu zmienić klub. Nie zrobił tego, poprosił o transfer, West Ham się nie zgodził, musiał więc wziąć sprawy w swoje ręce.

Z drugiej strony, nagle dowiadujemy się, że Francuz nigdy nie był tak naprawdę szczęśliwy w Londynie, a jego rodzina nie zaaklimatyzowała się na Wyspach. Donosi o tym użytkownik Twittera posługujący się nickiem ExWHUEmployee, który bardzo często dysponuje wiarygodnymi i sprawdzonymi informacjami odnośnie klubu. Z jego relacji wynika także, że Payet kilkukrotnie domagał się podwyżki, a jeden z takich przypadków miał miejsce przy okazji Brexitu. Dodatkowo rzekomo od lata nie pojawia się na treningach, co powoduje złość wśród jego kolegów z drużyny. Sprawę skomentował między innymi kapitan zespołu Mark Noble, który przyznał, że nie rozmawiał z Francuzem od kilku tygodni, co niejako mogłoby potwierdzić te doniesienia.

Jestem zły i rozczarowany, ponieważ zawsze twierdziłem, że jest jednym z najlepszych zawodników z jakimi grałem. Miałem – i muszę zaznaczyć, że miałem, ponieważ nie rozmawiałem z nim od dobrych dwóch trzech tygodni – z nim świetną relację, ale nie znam powodów, jakie nim kierują. Nie powiem więc dlaczego chce odejść, ale wiem, że jeżeli ktoś nie chce grać dla klubu, to lepiej, żeby tego nie robił. Jestem tu na tyle długo, że potrafię ocenić kiedy ktoś chce od nas odejść – mówił kapitan.

Mnóstwo mówi się ostatnio o Marsylii, ale jeżeli faktycznie to francuski klub będzie kierunkiem, jaki miałby obrać Dimi, to całą moją obronną teorię o wielkiej scenie i blasku fleszy można wyrzucić do śmietnika. Przecież jest to klub, który nie oferuje niczego więcej niż West Ham, a nie wiem czy finansowo będą w stanie zaspokoić spore oczekiwania Payeta. Jasne, można zakładać tęsknotę za byłym klubem, ale czy to jeszcze realne w dzisiejszych czasach?

I żebyśmy nie zrozumieli się źle. Nie obieram jednoznacznego stanowiska w kontekście samego piłkarza. Nie wykluczam też scenariuszu, że za kilka dni wszyscy zapomną o sprawie, a Payet znowu będzie czarował na boiskach Premier League. Czy kibice zapomną? Zapomną. David De Gea wciąż jest ulubieńcem na Old Trafford, Glenn Murray zakopał topór wojenny z kibicami Brighton, a przyśpiewki na cześć Slavena Bilicia słyszymy na wszystkich meczach WHU. Potrzeba jednak zaangażowania obydwu stron.

By | 2017-04-13T19:47:50+00:00 Styczeń 16th, 2017|PIĄTA TRYBUNA, West Ham United|2 komentarze

O autorze:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

2 komentarze

  1. Leszek 16 stycznia 2017 w 16:34- Odpowiedz

    Siegnij glebiej bo problem juz byl na poczatku rozpoczynajacego sie sezonu… wystarczy zobaczyc kiedy zagral pierwszy oficjalny mecz… a kiedy np Griezmann,Pogba czy inni francuzi czy portugalczycy…

    • Krzysiek Bielecki 19 stycznia 2017 w 13:58- Odpowiedz

      I napisałem o początku sezonu 🙂

Dodaj komentarz