N’Golo Kante vol.2

Jeżeli Kante był sercem mistrzowskiego Leicester, to zbyt długo zwlekano ze znalezieniem zastępczego organu. Nic więc dziwnego, że Lisy są obecnie w stanie krytycznym. Claudio Ranieri poszedł jednak po rozum do głowy i zdecydował się na operację, w wyniku której przeszczepione ma zostać nowe serducho – Wilfried Ndidi.

Wymieniano już setki przyczyn tak tragicznej postawy Leicester w tym sezonie. Jedni mówili o regresie Vardy’ego, drudzy o rozczarowującej postawie nowych zawodników. Wszystko to jednak można było wrzucić do worka z napisem “drobne powody”. Tym największym były bowiem przenosiny N’Golo Kante na Stamford Bridge. Zespół po odejściu Francuza całkowicie się zagubił, a środek pola z żelaznego muru przemienił się w mały płotek z wielką dziurą. Claudio Ranieri podjął kilka prób załatania owej dziury, lecz wszystkie spaliły na panewce.

Naturalnym następcą Kante miał być sprowadzony latem Nampalys Mendy. Posiadał on cechy podobne do swojego poprzednika i miał za sobą niezły sezon w barwach Nicei. Te czynniki złagodziły nieco rozpacz kibiców Leicester i pozwoliły im uwierzyć w to, że zapomnienie o Kante wcale nie będzie takie trudne. Nowy Francuz okazał się jednak jednym wielkim rozczarowaniem. Częściej od odbierania piłki praktykował zastrzyki przeciwbólowe, a ilość minut spędzonych na boisku została kilkukrotnie przewyższona przez ilość minut spędzonych na leczeniu i rehabilitacji. Tym oto sposobem Mendy zaledwie dwukrotnie wystąpił w Premier League i już chyba nikt na King Power Stadium nie wiąże z nim większych nadziei.

Leicester City's French midfielder Nampalys Mendy (C) receives attention on the pitch for an injury before being substituted during the English Premier League football match between Leicester City and Arsenal at King Power Stadium in Leicester, central England on August 20, 2016. / AFP / OLI SCARFF / RESTRICTED TO EDITORIAL USE. No use with unauthorized audio, video, data, fixture lists, club/league logos or 'live' services. Online in-match use limited to 75 images, no video emulation. No use in betting, games or single club/league/player publications. / (Photo credit should read OLI SCARFF/AFP/Getty Images)

Nie wypalił nowy nabytek z Nicei, to spróbowano innych rozwiązań. Najpierw był Daniel Amartey, który w destrukcji może i troszkę przypominał Kante, ale pod względem techniki i rozprowadzania piłki radził już sobie mocno przeciętnie. Zupełną odwrotnością był Andy King. Anglik świetnie czuł się z piłką przy nodze, ale nie dawał zespołowi za wiele w obronie. Obaj panowie mieli jednak cechę wspólną. Żaden z nich nie wnosił na boisku choćby 10% energii, jaką gwarantował wcześniej zawodnik, którego Conte sprowadził do Chelsea za 30 mln funtów. Leicester zostało więc w środku pola z Drinkwaterem (który również borykał się z problemami zdrowotnymi), co konsekwentnie wykorzystywali kolejni rywale. Wydaje się jednak, że Claudio Ranieri znalazł rozwiązanie dla tej sytuacji. A ma nim być sprowadzony niedawno Wilfried Ndidi.

“(Ndidi) Jest świetnym gościem. Bardzo spokojny poza boiskiem, ale na boisku to prawdziwy wojownik. Jestem przekonany, że nasi fani będą zachwyceni jego grą.” – Claudio Ranieri

Nigeryjczyk ma zaledwie 20 lat, ale zdążył się już przedstawić europejskiej publiczności. O ile świetny sezon w barwach Genk przeszedł dość niezauważenie (jak to zwykle bywa z defensywnymi pomocnikami), tak już jego występami w Lidze Europy zachwycało się wielu ekspertów. Ndidi był zdecydowanie wyróżniającą się postacią w swoim zespole. Zaliczył kosmiczne liczby w postaci siedmiu odbiorów i niemal pięciu przechwytów na mecz w sześciu występach w fazie grupowej, pozostawiając resztę konkurencji pod tym względem daleko w tyle. Nikogo nie powinno więc dziwić, że mianem “drugiego Kante” określa się już byłego zawodnika Genk częściej, niż Idrissę Gueye. Tylko czy rzeczywiście ten 20-letni talent jest w stanie wejść w tak duże buty i sprostać tak wygórowanym oczekiwaniom?

Ndidi z całą pewnością nie zastąpi Kante w 100%, gdyż jest to najzwyczajniej w świecie niewykonalne dla każdego zawodnika na świecie. Jednakże jego transfer może w dużym stopniu zniwelować stratę po francuskim pomocniku. Przemawiają za tym nie tylko wspomniane już wyżej statystyki dotyczące odbiorów czy przejęć, ale również styl gry nowego nabytku Leicester. Nigeryjczyk doskonale opanował umiejętność zabierania piłki bez konieczności wślizgu czy rozpaczliwego rzucenia się na rywala. Podobnie jak Kante, stoi on twardo na nogach, co z pewnością wielokrotnie przełoży się do szybszego rozpoczęcia kontrataku, tak jak to miało miejsce jeszcze sezon temu. Ndidi jest również wulkanem energii i notuje świetne wyniki, jeśli chodzi o przebiegnięte kilometry. Haruje jak wół w obronie, ale potrafi też skutecznie podłączyć się do akcji ofensywnej, czego efektem są chociażby dwie bramki w Lidze Europy. Pod tym względem Nigeryjczyk może nawet zaoferować Leicester coś, czego na King Power Stadium nie było nawet rok temu. Ale to nie wszystko. Ndidi ma również świetne warunki fizyczne, pozwalające mu na walkę siłową praktycznie z każdym rywalem, a 189 cm wzrostu znacznie pomoże drużynie w powietrzu, tym bardziej, że sam zawodnik dobrze odnajduje się w grze głową. Jako dowód podam kolejną statystykę – Ndidi uplasował się na drugim miejscu, jeśli chodzi o wygrane pojedynki główkowe w Lidze Europy. A że w Anglii ma to ogromne znaczenie, to były zawodnik Genk powinien się tu świetnie odnaleźć.

Genk-Ndidi

Nie wszystko wygląda jednak u niego tak cudownie. Ndidi był jednym z najczęściej podających w drużynie, a mimo to notował dość niski procent celnych podań (ok. 79%). Ma to spore znaczenie zwłaszcza, gdy mówimy o Leicester, gdyż szybkie i celne podanie do przedniej formacji w celu natychmiastowego uruchomienia kontry jest tutaj nader istotne. Nigeryjczyk musi się więc pod tym względem znacznie poprawić, jeśli chce się wkomponować w system nowej drużyny.

Kibice, mimo tylu pozytywnych wydźwięków związanych z tym transferem, mają pewne wątpliwości, zresztą, dość zrozumiałe. Mendy również miał być idealnym następcą, a skończyło się na licznych kontuzjach. Tu jednak sprawa wygląda nieco lepiej. Ndidi nie opuścił jak dotąd żadnego spotkania Genk w tym sezonie i pod względem wydolnościowym prezentuje się nad wyraz dobrze. Nie daje to oczywiście gwarancji tego, że wszystko pójdzie pomyślnie, ale jest spore prawdopodobieństwo tego, że Nigeryjczyk  wytrzyma wariackie tempo Premier League.

Na ocenę tej operacji przyjdzie jeszcze czas. Ważne jest jednak to, że Leicester znalazło nowe potencjalne serce zespołu. Czas więc wybudzić się ze śpiączki i przypomnieć światu, co te sprytne Lisy potrafią.

 

By | 2017-04-13T19:48:15+00:00 Styczeń 14th, 2017|Bez kategorii, Leicester City|0 komentarzy

O autorze:

Wielbiciel filozofii "kick&rush", cichy adorator Tony'ego Pulisa i miłośnik zimnych, deszczowych wieczorów w Stoke.

Dodaj komentarz