5 powodów, dla których warto oglądać 21. kolejkę Premier League

Ta przerwa była zdecydowanie zbyt długa dla kibiców Premier League. Zmagania w Pucharze Anglii i Pucharze Ligi Angielskiej oraz kolejne posunięcia klubów na rynku transferowym tylko w części wynagrodziły nam ten niedosyt. Na szczęście ta stagnacja dobiega końca tu i teraz. 21. kolejka, czas start!

Zaczynamy od starcia na White Hart Lane, gdzie Tottenham podejmie jedną z pozytywnych niespodzianek tej kampanii – West Bromwich Albion. Koguty u siebie są niezwykle groźne – nie przegrały jeszcze meczu na swoim stadionie. Podopieczni najlepszego trenera na świecie Tony’ego Pulisa również jednak nie mają powodów do wstydu – bardzo pewne 8 miejsce, z ledwie jednopunktową stratą do Evertonu sprawia, że the Baggies nie muszą zbytnio martwić się walką o utrzymanie, jak to zwykle bywało w poprzednich sezonach. Jedno podanie Matta Phillipsa może sprawić, że w Londynie padnie niespodzianka. Podopieczni Mauricio Pochettino nie mogą zlekceważyć rywala.

W innej części Londynu rozegra się za to mecz rozczarowań, będący jednocześnie derbami Londynu – West Ham zagra z Crystal Palace. Głośno ostatnio w mediach o problemach Młotów, zarówno jeśli chodzi o wyniki, jak i postawę Dimitri Payeta, któremu nie podoba się już gra na London Stadium. Slaven Bilić jest zewsząd atakowany złymi wiadomościami i możemy wysnuć wniosek, że będzie walczył już tylko o utrzymanie posady. A co można powiedzieć o Big Samie? Przyszedł sprzątać bałagan po Alanie Pardew i na razie efekty są mizerne – uciułany 1 punkt z Watfordem w spotkaniu, które było spokojnie do wygrania. Czyżby to właśnie Młoty miały być pierwszą ofiarą Allardyce’a w nowym klubie?

Spotkanie dwóch ostatnich mistrzów Anglii – Leicester i Chelsea – to zawsze gratka dla fanów Premier League. I choć Lisy są mocno osłabione brakiem Mahreza, Slimaniego i Amarteya, którzy pojechali na Puchar Narodów Afryki, z pewnością nie odpuszczą na King Power Stadium. Choć obecny sezon jest dla nich mizerny (a raczej normalny, po prostu apetyty po zeszłym sezonie wzrosły niebotycznie), to na swoim stadionie są nadal groźni. Chelsea przyjeżdża do Leicester bez swojego najlepszego strzelca, Diego Costy. Mówi się o jego kontrakcie w Chinach, ale bez oficjalnych potwierdzeń możemy tylko rozważać. I co tu dodać na koniec? Ano to, że w tej kolejce może pojawi się szansa dla naszego Bartka Kapustki na występ.

Bitwa o Anglię, vol. 1! Mniej sławna, choć nie mniej intrygująca batalia pomiędzy Evertonem, a Manchesterem City. Wygląda na to, że Ronald Koeman powoli, ale jednak dociera się z piłkarzami the Toffees, choć nadal zdarzają się niewyjaśnione wpadki, takie jak porażka z wyżej wymienionymi Lisami u siebie w Pucharze Anglii. Na Goodison Park zawsze jednak gra się ciężko i z pewnością wie o tym Pep Guardiola. Po Obywatelach można się spodziewać tyle, że… nie wiadomo, czego się po nich spodziewać. Mogą wygrać 5:0, mogą też przegrać 0:3. Fakty są jednak takie, że wypada im po raz kolejny ze składu Fernandinho. Nadal też poczekamy na debiut Gabriela Jesusa. Czas na starcie strzelb – Lukaku kontra Aguero!

I na koniec to, co tygryski lubią najbardziej – Bitwa o Anglię, vol. 2! Na spotkanie Liverpoolu z Manchesterem United ciężko jest zachęcać, bo wiadomym jest, że tego nie można odpuścić. Jurgen Klopp i Jose Mourinho próbujący siebie rozgryźć niczym geniusze w partii szachów, zażarta walka na boisku i poza nim, skupiony wzrok całego świata na Old Trafford. Ciężko o lepszą wizytówkę. Przygotujcie piwo lub sok, wyślijcie kobiety na zakupy i wszyscy przed telewizory!

By | 2017-01-14T18:34:32+00:00 Styczeń 14th, 2017|Bez kategorii|1 komentarz

About the Author:

Jedyny fan City w promieniu stu kilometrów. I to dłużej niż od roku!

1 komenarz

  1. Maksymilian 14 stycznia 2017 w 11:27 - Odpowiedz

    Mała poprawka, Manchester United zagra z Liverpoolem na Old Trafford, a nie na Anfield 🙂

Zostaw komentarz