West Ham – ofiary losu i własnych ambicji

Gdy w 2012 roku po wygranych barażach z Blackpool, West Ham powrócił do piłkarskiego raju, jakim jest Premier League, chyba nikt poza właścicielami i kibicami nie myślał nawet, że po paru latach choćby przez myśl przejdzie tej drużynie walka o miejsce w Lidze Mistrzów. Determinację ludzi związanych z West Hamem pokazuje fakt, że o powrót do Premier League właściciele Młotów walczyli dokładając do interesu ze swoich prywatnych funduszy. Ambicji zatem nie brakowało i nie brakuje, ale czy londyński klub realnie mierzy siły na zamiary?

Sezon 2015/2016 rozbudził apetyty fanów Młotów. West Ham pod wodzą nowego trenera prezentował formę niespotykaną na Upton Park od lat. Slaven Bilić zdawał się być idealną osobą, dostosowaną do planów i warunków West Hamu. Arsenal, Liverpool, Manchester City, United, Chelsea, Tottenham – oto drużyny, które zaliczyły co najmniej jedną porażkę z Młotami w poprzednim sezonie Premier League. W dodatku jedyne drużyny z TOP5 ostatniego sezonu, które zdołały pokonać zespół Bilicia to Tottenham, który zdeklasował drużynę Chorwata 4-1 i późniejszy mistrz, czyli Leicester. Genialna forma Payeta, którego sprowadził Bilić, była jasnym sygnałem dla reszty, że do walki o top four dołącza nowy gracz z Londynu. Wnioski na koniec sezonu były jednak dla Młotów przykre. Zwycięstwa nad czołówką tabeli przyćmiły remisy i porażki ze średniakami lub kandydatami do spadku. Ostatecznie pierwszy sezon Bilicia na Upton Park skończył się na siódmej pozycji w tabeli, co jest najlepszym dla West Hamu końcowym miejscem od powrotu z Championship. Do gry w eliminacjach Champions League zabrakło tylko i aż pięciu punktów. Patrząc na wcześniejsze aspiracje klubu i lokaty w poprzednich latach, był to mimo wszystko optymistyczny prognostyk na przyszły sezon.

Na półmetku zmagań kampanii 16/17 sytuacja klubu jest delikatnie mówiąc nieciekawa. Trzynaste miejsce, porażki zarówno z czołówką, jak i ze średniakami. Pięć na sześć wygranych meczów Młotów to zwycięstwa jedną bramką. W międzyczasie kompromitacja w Lidze Europy i jeszcze bardziej kompromitujące próby usprawiedliwiania porażki w eliminacjach (z rumuńską Astrą Ploiesti!) niską atrakcyjnością Ligi Europy. Próbowano sugerować, że klub taki jak West Ham nie powinien tracić czasu na tak banalne rozgrywki. Niezrozumiałe jest to, skąd ta arogancja i pewność siebie, która wytworzyła się w Młotach. Jeden lepszy sezon nie sprawił cudu i jak widać West Ham to średniak Premier League, nic więcej. Ewidentnie drużyna obrosła w piórka, tak samo jak jej wymagania i cele. Obecnie Młoty przypominają faceta w dresie, który chce wejść do ekskluzywnego klubu dla panów w gajerkach i kusych swetrach, a na dodatek jest w szoku, że go nie wpuszczają. Co więc poszło nie tak? Dlaczego The Hammers bliżej do strefy spadkowej niż do czołowej czwórki?

promo299150931

1. Slaven Bilić

Poprzedni sezon z pewnością należy zaliczyć do tych udanych dla Chorwata. Gdyby nie szalone wyczyny Ranieriego i jego Leicester, prawdopodobnie forma West Hamu byłaby rewelacją sezonu.

Jednak ważniejsze od sukcesu jest jego utrzymanie. Szkoleniowiec Lisów nie ukyrwa, że mistrzowski sezon Leciester był poniekąd precedensem i osiagnięcie choćby zbliżonego rezultatu w obecnym sezonie będzie niezwykle trudne. Jedną z przyczyn obecnej formy The Hammers może być problem z powrotem do roli średniaka, który musi wydzierać punkty, a nie prowadzić grę i dominować,bo wcale nie jest zdecydowanym faworytem każdego spotkania. Bilić powinien zadbać o to, by piłkarze nie byli zbyt pewni siebie. Powinien dalej podsycać głód i determinację, dzięki której jeszcze niedawno wyszarpywali punkty czołówce. Jego rolą powinno być też temperowanie zapędów zarządu klubu i mediów w szacowaniu celów Młotów. Ewidentnie brakuje na ławce trenerskiej West Hamu silnej ręki. Publiczna szopka z chęcią odejścia Payeta jest tego najlepszym przykładem.  Dochodzi również kwestia transferów. Nazwiska znane każdemu, kto średnio orientuje się w świecie piłki, ale nie da się walczyć o Ligę Mistrzów, gdy sprowadza się piłkarzy dwie klasy gorszych niż inne zespoły z podobnymi celami. Obecne poczynania transferowe klubu wydają się niezbyt śmiesznym żartem, o czym więcej możecie przeczytać tutaj. Oczywiście jest to też wina zarządu, bo ma on dużo do powiedzenia w kwestii transferów, ale skoro Bilić potrafi publicznie płakać, że Payet chce odejść to powinien mieć też na tyle odwagi, aby powiedzieć, że klub nie spełnia jego wymagań odnośnie celów transferowych.

2.One man show

Zdecydowanie najjaśniejszą gwiazdą klubu z London Stadium jest Dimitri Payet. Bilić miał świetnego nosa wyciągając nie najmłodszego Francuza z Marsylii. Pomocnik, tak samo jak jego klub, nie prezentuje już tak dobrze jak w poprzednim sezonie. Problem tkwi w tym, że to głównie na reprezentancie Francji opiera się gra West Hamu. Wystarczy gorsza forma lub odpowiednie wyłączenie z gry Payeta, by zaszachować Młoty. Po jednym sezonie Dimitri i spółka są już poniekąd rozpracowani pod względem taktycznym. Żaden z zakupionych zawodników nie jest na poziomie Francuza, a przydałoby mu się z pewnością odciążenie zarówno na boisku jak i poza nim. Czynnikiem, który również może mieć znaczenie jest fakt, że Francja grała na Euro 2016 do samego finału, a Payet zaliczył na turnieju występ w każdym meczu. Nie można wymagać za dużo od jednego zawodnika, bo odbija się to negatywnie zarówno na nim samym jak i na zespole. Nie dziwi więc wcale fakt, że wiele mówi się o opuszczeniu klubu przez Francuza. Jego postawa jest naturalna dla ambitnego sportowca. Podpisał kilkuletni kontrakt, bo z pewnością liczył na sprowadzenie kilku konkretnych graczy do klubu. Władze West Hamu okazują się jednak być skąpcami z przerostem ambicji i ego.

3.Konkurencja

Najmocniej oddziałujący moim zdaniem czynnik na obecną pozycję West Hamu zostawiłem na koniec. Poprzedni sezon był sezonem szczególnym. Dotychczasowa czołówka znacznie obniżyła loty, co wykorzystało nie tylko Leicester, ale również West Ham. Obecna kampania to zupełnie inna bajka. Gigantyczne transfery i to nie tylko piłkarzy, ale również i trenerów to coś z czym na London Stadium muszą się pogodzić. Muszą zrozumieć, że bez podobnych wzmocnień nie ma szans na realną walkę o wysokie miejsce w tabeli. Przypadek z zeszłego sezonu może nie powtórzyć się już przez kilka lub kilkanaście lat. Pora więc określić realnie swoje położenie na piłkarskiej mapie Anglii i zrozumieć, że piłka to dziś głównie kasa, której konkurentom West Hamu nie brakuje. Dobitnie pokazuje to fakt, że póki co Młoty nie zdołały pokonać w lidze ani jednego klubu z zeszłorocznego TOP5, który tak ogrywali rok temu.

The Hammers nie mają już czego szukać w walce o pierwszą piątkę. Jeśli Payetowi uda się wymusić odejście, będzie to znaczne cofnięcie klubu w rozwoju. Patrząc na to jak West Ham gospodaruje pieniędzmi i jaką prowadzi politykę transferową, można się śmiało spodziewać, że nawet spora sumka za Payeta, może zostać wyrzucona w błoto. Jest to przykra sprawa nie tylko dla kibiców Młotów, ale także dla fanów całej ligi, ponieważ wielu z nas miało nadzieję, że buduje się w Premier League kolejny silny zespół z możliwymi w przyszłości aspiracjami do walki o mistrzostwo.

By | 2017-01-12T23:22:07+00:00 Styczeń 12th, 2017|Bez kategorii, West Ham United|0 komentarzy

O autorze:

Fan Manchesteru United, sportowych biografii i starych, dobrych, polskich komedii.

Dodaj komentarz