Head2Head: Tottenham – Chelsea

Dobra, kończymy ten maraton. Ale za to jak! W ostatnim meczu tej kolejki Premier League zmierzą się pierwsza i piąta ekipa tabeli: Tottenham na White Hart Lane podejmie Chelsea. A w naszym nowym cyklu poznacie opinie na temat dzisiejszego meczu pochodzące z obu stron barykady. Zaczynamy.


Czy, zważając na to, że zarówno Chelsea, jak i Tottenham mają obok Liverpoolu najmniej ligowych porażek na koncie, a aż pięć z ostatnich dziesięciu meczów zakończyło się remisami, mamy szansę oczekiwać aż tak bardzo wyrównanego spotkania, szczególnie, że Chelsea trwa w passie 13 wygranych meczów z rzędu?

Michał Małolepszy, redaktor portalu Chelsea24News.pl: Według mnie ten pojedynek będzie obfity w różnorakie boiskowe spięcia, ale również w bramki. Obie ekipy lubią strzelać gole, co prawda tracą ich mało, jednak emocje sięgają zenitu i piłkarze mogą myśleć przede wszystkim o tym, by utrzeć nosa rywalowi, a nie o tym, aby nie dopuścić do straty bramki. Nie będę obiektywny, ale liczę na wysokie zwycięstwo Chelsea.

Tomasz Peno, redaktor Angielskie Espresso: Oczywiście passa Chelsea jest świetnym osiągnięciem, ale każda się kiedyś kończy. Tottenham nie lubi przegrywać, jeśli już traci punkty to przez ich podział z przeciwnikiem. Tak, to będzie wyrównane spotkanie, co pokazały nam dwa ostatnie starcia między Kogutami a The Blues. W pamięci tkwi nam bardziej to z maja, kiedy gwoździem do trumny podpisanej „brak mistrzostwa dla Spurs” był właśnie remis na Stamford Bridge. Będzie wspominane jeszcze długo, nie tyle przez genialne widowisko pod względem sportowym, co głowy zawodników Tottenhamu i Chelsea. A raczej ich utratę. Deptanie po dłoniach, brutalne faule, wydłubywanie oczu, sanki w nogi przeciwnika – bramki i sama gra była tylko dodatkiem. Nie zapominajmy o fakcie, że to derby Londynu. Znów możemy się spodziewać ostrej gry, która raczej sprzyja wyrównanemu spotkaniu, niż dominacji jednej ze stron.

Klątwa przegrywania spotkań na Wembley tyczyła się Tottenhamu w Lidze Mistrzów, jednak w Premier League Koguty grają na White Hart Lane, a tu nie przegrały jeszcze żadnego meczu w tym sezonie. Za The Blues przemawia więc obecna forma, a za Tottenhamem – statystyczne rekordy. Co i dlaczego może mieć większy wpływ na wynik tego spotkania?

MM: Kiedy domowy stadion staje się twierdzą to oczywiście drużyna czuje się pewnie gdy gra u siebie. Muszą jednak czuć respekt przed The Blues, która wygrała aż trzynaście kolejnych gier, odprawiając z kwitkiem United czy City. Nie zapominajmy, że The Blues wygrali już raz ze Spurs. Obie ekipy mają za sobą argumenty w postaci liczb i rekordów, jednak nie spłycałbym futbolu do tego typu statystyk. Każdy mecz jest osobną historią i tuż po pierwszym gwizdku nikt nie będzie pamiętał serii zwycięstw. To mecz derbowy, każdy będzie walczył na sto procent, a nogi nie odstawi nikt.

TP: To bardzo ważny czynnik. To nie przypadek, że występy Tottenhamu w Lidze Mistrzów były kompletną klapą. Prócz kiepskiej formy wpływ miał też fakt gry na Wembley. Można by się zastanowić – co ma do gry stadion, przecież to tylko budowla. Wembley różni się od White Hart Lane swoją konstrukcją, trybuny są dalej, akustyka jest inna, atmosfera z pewnością również. I przede wszystkim, domem Tottenhamu jest właśnie stadion przy High Road. W tym sezonie Premier League są niepokonani na własnym obiekcie, a ich forma od początku grudnia jest godna podziwu. To jeszcze nie 13 zwycięstw z rzędu, ale piłkarze Spurs wyszli w ostatnich 4 starciach z tarczą, a w 7 spotkaniach ulegli tylko podopiecznym Jose Mourinho na Old Trafford. To, że derby będą rozgrywane na White Hart Lane z pewnością będzie miało ogromny wpływ na wynik, a dyspozycją Koguty wcale nie odstają od drużyny Conte.

Czy na półmetku obecnego sezonu można, tak jak niektórzy już to robią, stawiać w ciemno na to, że Chelsea zostanie mistrzem Anglii? Niby jest ta statystyka, według której gdy Chelsea królowała w ligowej tabeli, zawsze zdobywała mistrzostwo Anglii, ale przed nami jednak wciąż 19 pełnych emocji kolejek.

MM: Szczerze mówiąc, obecna sytuacja Chelsea jest bardzo komfortowa, jednak jednocześnie ewentualna porażka będzie przytłaczająca. Antonio Conte i jego zawodnicy mają zbyt wiele argumentów, aby wrócić teraz do narracji sprzed sezonu, czyli – walczymy o mistrzostwo, ale bez żadnej presji. Teraz jest inaczej. Z drugiej strony rywale potrafią śmiesznie się potknąć. Przed sezonem typowałem, że to Manchester City będzie największym faworytem do zdobycia mistrzostwa, teraz uważam że to mimo wszystko ekipa Guardioli sprawi najwięcej problemów bandzie Conte. Co nie zmienia faktu, że gdy zaczynasz rok jako lider z kilkupunktową przewagą nad drugą ekipą, to nie możesz myśleć o niczym innym jak o mistrzostwie.

TP: Nie stawiałbym na to ręki. Nawet małego palca. Również tego u stopy. 19 kolejek to 57 punktów do zdobycia i tyle samo co do stracenia. A nie używając marnych filozoficznych banałów – ta przewaga może stopnieć w mgnieniu oka. Wystarczą dwa potknięcia na trudnych wyjazdach, czy popularny ostatni występek sędziego, aby Chelsea mogła poczuć oddech Liverpoolu, City czy Arsenalu na plecach. Nawet Spurs mają jeszcze szansę dogonić rywali z zachodniego Londynu. Lider na święta z reguły oznacza lidera pod koniec maja, ale przecież to Premier League. Dzika i nieprzewidywalna jak temperament Moussy Dembele.

Śmiem twierdzić, że nie będzie to starcie całych zespołów, a poszczególnych formacji. Można spekulować, czy gdyby Kane nie stracił paru kolejek z powodu kontuzji, to byłby w klasyfikacji strzelców na równi z Costą, ale prezentują oni równie wysoki poziom. W pomocy również starcia, chociażby tych ofensywnych „mózgów” obu drużyn – Hazarda i Allego. No i wreszcie defensywa. Choć sami podopieczni Mauricio Pochettino w trzech ostatnich meczach stracili co najmniej jedną bramkę, a wiemy, że mecze wygrywa się ofensywą, natomiast mistrzostwo obroną, to jeśli spojrzymy w tabelę, to Tottenham ma zaledwie jednego gola straconego więcej od ekipy Antonio Conte. Do tego obaj dobrzy bramkarze – Courtois i Lloris. W których formacjach dany zespół ma przewagę i dlaczego?

MM: Według mnie w futbolu liczy się organizm, a nie pojedyncze jednostki. Zespół Antonio Conte jest niezwykle scalony, trudno szukać tutaj graczy zwolnionych z pewnych obowiązków. Dodatkowo system 3-4-3 sprawia że drużyna może równie dobrze bronić jak i atakować, gdy zajdzie taka potrzeba. Gdyby porównać oba zespoły jednostkowo to nazwiska stoją po stronie Chelsea. W każdej pozycji grają piłkarze bardziej znani i w mojej opinii lepsi. Tottenham nie ma chyba wielu pozycji lepiej obstawionych niż zespół ze Stamford Bridge. Oczywiście w każdej drużynie są liderzy, jednak pracę boiskową wykonuje każdy z zawodników i zapewne spotkanie wygra ta ekipa, która będzie bardziej zgrania.

TP: Ach, Diego Costa kontra Harry Kane. Można się spotkać z opiniami, jakoby Anglik był przereklamowany, ale statystyki nie kłamią. 59 bramek w 97 spotkaniach Premier League. Nawet gdy jego gra nie jest ucztą dla oczu, potrafi (jak w spotkaniu z Southampton czy Watfordem) jednym kontaktem zdobyć bramkę. Costa jest w fenomenalnej dyspozycji w tym sezonie, nareszcie zajął się graniem w piłkę, a nie prowokacjami i to procentuje. Są to według mnie napastnicy o odrobinę innej charakterystyce, ale na takim samym poziomie. Kane skupia się na wykończeniu akcji, jest klinicznie wręcz skuteczny, natomiast Costa lubi powalczyć o piłkę, cofnąć się w głąb placu gry bądź poszukać miejsca na skrzydle. Ostatnie spotkania Tottenhamu doszedłem do wniosku, że nie posiadają oni jednego mózgu. Ciężaru rozgrywania piłki nie bierze na siebie jeden, dwóch czy trzech zawodników jak w przypadku Chelsea (Hazard, Fabregas, Matić). Przypomina raczej hydrę, nawet gdy odetnie się jednego z pomocników, kolejny potrafi zaoferować coś drużynie. Eriksen, Alli, Dembele, Son – każdy z nich świetnie czuje się z piłką przy nodze i potrafi stworzyć coś z niczego. Szczególnie młody Anglik jest ostatnio w świetnej dyspozycji, co przypieczętował 5 trafieniami w 3 meczach. Dodatkowym atutem będą świetnie egzekwowane stałe fragmenty gry przez właśnie Eriksena. Osobiście ciekaw jestem pojedynku Kante z Wanyamą. O klasie pierwszego przekonał się już chyba cały piłkarski świat, ale Kenijczyk ma w mojej opinii potencjał, aby o miano najlepszego defensywnego pomocnika ligi rywalizować właśnie z N’Golo. Alderweireld i Vertonghen czy tercet Azpilicueta-Luiz-Cahill? Duet Belgów pokazuje w tym sezonie, że bronić potrafią – Tottenham stracił zaledwie bramkę więcej niż zbierająca laury defensywa Chelsea. Wydaje mi się, że obie defensywy zagrają na swoim standardowym, solidnym poziomie i zdecydują detale. Czyli błysk geniuszu, niestandardowość któregoś z ofensywnych piłkarzy. Na koniec skrajni obrońcy. To będzie świetny wyznacznik, która para wahadłowych (lub bocznych obrońców – jak kto woli) jest lepsza. Walker i Rose są absolutnie kluczowi w taktyce Pochettino, tworzą najwięcej sytuacji, stanowią największe zagrożenie, są szybcy i zdecydowani. Skłaniam się ku stwierdzeniu, że Marcos Alonso jest najsłabszym ogniwem w składzie Chelsea. Właśnie prawa strona i współpraca Walkera z Eriksenem będzie kluczowa w rozmontowaniu obrony Chelsea.

Tottenham – Chelsea, 21:00, Canal+ Sport.

By | 2017-01-04T17:18:32+00:00 Styczeń 4th, 2017|Bez kategorii, Chelsea, Tottenham Hotspur|0 komentarzy

About the Author:

Pismak, grafik.

Zostaw komentarz