Bob Bradley niewinny fatalnej dyspozycji Swansea?

Po słabym początku sezonu Łabędzi pod wodzą Francesco Guidolina, zarząd walijskiego klubu zwolnił Włocha i w październiku zatrudnił Boba Bradleya, który stał się dzięki temu pierwszym amerykańskim trenerem w Premier League. Swansea potrzebowała na szybko strażaka, który wyciągnąłby ich z dołka, a Bradley wydawał się być idealnym kandydatem.

Doświadczony na polu klubowym i międzynarodowym (USA i Egipt) 58-latek szybko jednak przekonał się, że prowadzenie klubów z MLS i drugoligowego Le Havre nijak ma się do przygody w Premier League. 11 meczów, zatrważający bilans 2 wygranych, 2 remisów i 7 porażek. Przez ten czas Łabędzie straciły 29 goli – więcej niż jakakolwiek drużyna w tym okresie. Defensywa Swansea wygląda, jakby nigdy ze sobą nie grała, a resztki jakiejkolwiek godności ratowali Sigurdsson i Llorente. Cierpliwość zarządu trwała zaledwie 85 dni, po klęsce na Liberty Stadium (1:4) z West Hamem pożegnano się z Bradleyem. Co ciekawe jednak, Amerykanin nie poczuwa się do winy za wyniki zespołu.

Po utracie posady Bob stwierdził, że “zarząd nie miał wystarczającej cierpliwości i siły do niego”. Innymi słowy, zarzucił im, że nie dali mu spokojnie pracować na swoim stanowisku. Bradley wiedział, że sytuacja nie wygląda dobrze, dlatego oczekiwał do styczniowego okienka transferowego, ale jak mówi pewne znane przysłowie, “myślał indyk o niedzieli…”. Porażka z West Hamem okazała się być gwoździem do trumny. Amerykańskim właścicielom Swansea: Jasonowi Levienowi i Steve’owi Kaplanowi nie udzielił się świąteczny nastrój Boxing Day i zamiast pieniędzy na transfery, wręczyli swojemu rodakowi wypowiedzenie. “Porażka z Młotami zdenerwowała wszystkich. Wszystkie plany i przewidywania poszły w odstawkę i ktoś musiał zapłacić za to głową. Oczywiste, że najłatwiej w takiej sytuacji wyrzucić trenera, jednak wiadomo, że jestem tym rozczarowany – moje pomysły na ulepszenie sytuacji drużyny są już teraz nieistotne” – powiedział Bradley.

Zdania kibiców i ekspertów ze środowiska piłkarskiego są podzielone. Z jednej strony, amerykański trener nie dostał tak naprawdę szansy na spokojną pracę – przyszedł w październiku i zmierzył się z nową dla siebie rzeczywistością, nie dostał też szansy na przeprowadzenie transferów w styczniu. Z drugiej strony jednak drużyna pod jego wodzą wyglądała po prostu źle. Fatalna defensywa to tylko wierzchołek góry lodowej. Zawodnicy byli kompletnie rozbici psychicznie, a Bradley nie był typem trenera, który umiałby na nich nakrzyczeć i zmotywować. Thriller z Crystal Palace i wygrana z Sunderlandem nie podziałały na nich mobilizująco. Zarząd postanowił więc ratować co się da.

Tymczasowym trenerem Łabędzi został kolejny raz uwielbiany przez kibiców Alan Curtis, trwają natomiast gorączkowe poszukiwania nowego szkoleniowca. W mediach przewijają się nazwiska Paula Clementa (asystenta Carlo Ancelottiego w Bayernie) i Gary’ego Rowetta, wyrzuconego niedawno z Birmingham. Ktokolwiek przyjdzie do drużyny z Liberty Stadium, będzie miał niełatwe zadanie uratowania drużyny przed spadnięciem w przepaść. Szkoda tylko naszego Łukasza Fabiańskiego. Występami w Championship ciężej byłoby mu zdobywać powołania do kadry. Już niedługo przekonamy się, czy 2017 rok będzie dla Swansea łaskawszy.

By | 2017-04-13T19:50:44+00:00 Grudzień 31st, 2016|Bez kategorii, Swansea City|0 komentarzy

O autorze:

Jedyny fan City w promieniu stu kilometrów. I to dłużej niż od roku!

Dodaj komentarz