Powód do dumy, czyli poruszająca historia Anthony’ego Knockaerta

Mógł być mistrzem Anglii, a dziś walczy o powrót do Premier League i prawdziwą szansę na najpiękniejszej ze scen. Życie nigdy go nie oszczędzało, ale on za każdym razem wstawał z kolan i wracał silniejszy. 

12 maja 2013 roku, Anthony Knockaert rozgrywa rewelacyjne zawody i jest bliski zaprowadzenia Leicester City do wielkiego finału Play-Offów na Wembley. W doliczonym czasie gry wywalcza karnego i sam pewnie podchodzi do piłki. Fani Lisów świętują już wykonanie kolejnego kroku w kierunku awansu. Niestety, Francuz nie wykorzystuje jedenastki. Rewelacyjnie broni Almunia, Watford wyprowadza kontrę, którą na gola zamienia Troy Deeney. W ciągu kilkudziesięciu sekund Leicester z nieba trafia do piekła, a Anthony staje się symbolem porażki.

Anthony Knockaert zagrał znakomity mecz, ale to on nie wykorzystał jedenastki i własnie to zostanie zapamiętane  podsumował po spotkaniu ekspert BBC Danny Higginbotham.

Po jakimś czasie piłkarz przyznał, że był to najgorszy moment w jego piłkarskiej karierze. Nikt nie wątpił jednak w to, że będzie się w stanie podnieść. Już od kilku lat grał bowiem z wielkim ciężarem psychicznym, jakim bez wątpienia była śmierć starszego brata Stevena. Po jego pierwszym profesjonalnym meczu w karierze w barwach Guingamp, otrzymał wiadomość od taty, że musi wracać, ponieważ jego brat miał atak serca w trakcie snu. Niestety nie udało się go uratować. Od tamtego czasu, jak sam powtarza, grał by mógł być z niego dumny.

A mógł być mistrzem Anglii

Klęska z Watfordem nie złamała piłkarza. W kolejnym sezonie był jednym z liderów drużyny, która wywalczyła upragniony awans do Premier League. Życie w futbolowej elicie okazało się jednak bardzo trudne. Lisy grały beznadziejnie, a zanim rozpoczęły „Wielką Ucieczkę” zbierały solidny łomot od reszty ligowej stawki. Anthony mimo wcześniejszych zasług był jednak mocno na uboczu, odsunięty od gry i pozbawiony szans na pokazanie swoich możliwości.

Miałem bardzo dobre relacje z menedżerem, ale to był ciężki sezon. Myślę jednak, że po tym co pokazałem w Championship, zasługiwałem na więcej czasu na boisku. Niestety trener nie dał mi trzech czy czterech meczów z rzędu, żebym mógł pokazać co potrafię. Taki jest futbol  wspomina Francuz.

watford-leicester

Mimo braku gry otrzymał ofertę nowego, czteroletniego kontraktu na King Power Stadium. Ofertę odrzucił i postanowił przystać na warunki Standardu Liege, do którego trafił na zasadzie wolnego transferu. Jak sam wspomina, był pewien, że trenerem na kolejny sezon będzie ponownie Nigel Pearson, co poskutkuje dla niego siedzeniem na ławce, a dla młodego zawodnika najważniejsza jest regularna gra w piłkę. Dalszą część historii wszyscy doskonale znamy, a Anthony z jednej strony mógł żałować, bo stracił szansę na historyczny sukces.

Sam jednak jest daleki od zazdrości czy zawiści. Wielokrotnie podkreślał, że gratuluje sukcesu swoim starym kolegom, zwłaszcza Riyadowi Mahrezowi z którym często rozmawia przez telefon czy Andy’emu Kingowi, którego historia inspiruje do nieustannej wiary w siebie. Może i stracił szansę na mistrzostwo, ale koniec końców dzięki temu odnalazł swoje piłkarskie miejsce na ziemi.

„Best football club ever!”

W Standardzie spędził zaledwie pół roku. Znakomita runda sprawiła, że szybko pojawiło się zainteresowanie klubów z Anglii, w tym z Brighton, które ostatecznie wygrało wyścig o podpis 24-latka. Związał się z klubem trzyletnim kontraktem i podjął się misji, która miała pozwolić ambitnemu klubowi na wykonanie kroku w przód, jakim miał być pierwszy w historii awans do Premier League.

Piłkarz urodzony w Rouibax szybko pokazał, że może mierzyć zdecydowanie wyżej niż Championship i w formie będzie jednym z najlepszych zawodników w lidze. Niestety The Seagulls przegrali walkę o bezpośredni awans, ale wciąż pozostawała szansa w Play-Offach. Te znowu nie okazały się jednak łaskawe dla skrzydłowego, a jego klub musiał uznać wyższość Sheffield Wednesday, mimo dobrej postawy w meczu rewanżowym. W szeregach ekipy Chrisa Hughtona pozostał ogromny niedosyt. Wszyscy byli zgodni, trzeba go zaspokoić w kolejnym podejściu.

albion-knock-shirt

Brighton ponownie zaczęło świetnie, a Knockaert błyszczał i wraz z Glennem Murrayem stanowił o sile zespołu. Życie ponownie przygotowało jednak trudny scenariusz, kiedy na początku listopada odszedł jego ojciec, zmagający się z ciężką chorobą. Anthony był przy nim w ostatnich chwilach i opuścił kilka meczów sezonu, w tym ten wygrany z Bristol City, w którym po bramce Steve’a Sidwella cały zespół wzniósł w górę koszulkę Knockaerta. To był jednak dopiero początek.

W dniu pogrzebu Patricka Knockaerta, spora część pierwszej drużyny, wraz z menedżerem Chrisem Hughtonem udała się do Francji, aby wesprzeć zawodnika i jego rodzinę w tych trudnych chwilach. Niby niewielki gest a pokazał, że Brighton jest dla tych ludzi czymś więcej niż tylko klubem. Tworzą oni wspaniałą futbolową rodzinę, a Anthony nie mógł opanować emocji, kiedy informował o tym wydarzeniu w mediach.

W moim sercu na zawsze… Najlepszy klub w historii  napisał na swoim Twitterze  To najlepsza rzecz jaką widziałem w futbolu. Przejechali całą tą drogę, żeby uczestniczyć w pogrzebie. Nigdy im tego nie zapomnę.

Sprawić, by tata był jeszcze bardziej dumny

27 grudnia 2016 roku, Brighton and Hove Albion pokonuje QPR 3:0, zaliczając tym samym 17. mecz bez porażki z rzędu. Jedną z bramek strzela Anthony Knockaert, po czym biegnie do linii bocznej i wznosi do góry zdjęcie swojego taty, dedykując mu to trafienie. Strzelił bramkę dla najważniejszego człowieka w jego życiu i właśnie dla niego wywalczy na koniec sezonu awans do wymarzonej Premier League.

By | 2016-12-28T13:43:08+00:00 Grudzień 28th, 2016|Niższe Ligi, Slider|0 komentarzy

About the Author:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

Zostaw komentarz