Wszyscy winni, tylko nie Wenger

Miniony tydzień był zdecydowanie najgorszym dla Kanonierów w tym sezonie. Wylosowanie po raz kolejny Bayernu w Lidze Mistrzów, porażki z Evertonem i Manchesterem City mimo prowadzenia w obu meczach, kontuzja Oxlade’a-Chamberlaina, walka o nowe kontrakty z Oezilem i Sanchezem, a przede wszystkim zwiększający się dystans do lidera – to wszystko spędza sen z powiek Arsene’owi Wengerowi.

Kibice Arsenalu są wściekli. W sumie to jak co roku. Który to już raz Kanonierzy zaliczają świetną jesień, wydaje się że wszystko idzie ku najlepszemu, a potem przychodzi zima i cały misterny plan idzie w… piach. Jeszcze niedawno, gdy klub z Londynu zaliczał świetną serię meczów bez porażki, zwieńczoną wygraną z Chelsea aż 3:0, kibice zaczęli przebąkiwać o tym, że to może jednak TEN rok będzie przełomem, że w końcu Arsene Wenger zmienił coś w swoim żelaznym sposobie funkcjonowania i ma większe ambicje, niż czwarte miejsce. I nagle przychodzi mecz z Evertonem na Goodison Park. Sanchez strzela z wolnego, wszystko idzie zgodnie z planem, a tu bum – dwa dośrodkowania, dwa gole i to the Toffees zgarniają pełną pulę. Okej, może się zdarzyć wpadka, tym bardziej na wyjeździe. Wenger jednak zamiast skupiać się na słabościach swojego zespołu, skupił się na arbitrze, który (według niego niesłusznie) nie podyktował rzutu karnego na Alexisie Sanchezie w ostatniej minucie meczu. Ronald Koeman celnie podsumował te wywody, twierdząc, że po każdej porażce Francuza z Holendrem ten pierwszy szukał wymówek i nie umiał przyznać się do porażki.

Niedzielny mecz z Manchesterem City na Etihad był idealną okazją do zatarcia złego wrażenia – na korzyść Kanonierów przemawiał między innymi fakt, że od pięciu spotkań nie przegrali z Obywatelami. Wszystko znowu zaczęło się idealnie – akcja rozegrana od bramkarza, kilka podań i gol Walcotta. Mija kilkanaście minut i piłkarze Arsenalu stanęli jak porażeni prądem. Bo jak inaczej nazwać fakt, że Petr Cech był najczęściej podającym piłkarzem gości? Oezila nawet z lornetką trudno było znaleźć, Ox-Chamberlain wszedł i zszedł, Giroud nic nie zrobił po wejściu na boisko, a sam Sanchez meczu nie wygra. Podopieczni Pepa Guardioli wykorzystali niemoc rywala, strzelili dwa gole i zgarnęli jakże cenne trzy punkty. Co miał do powiedzenia złotousty Arsene po beznadziejnym występie swojej drużyny? „Sędziowie są chronieni jak lwy w zoo!”. No panie Wenger…

O co dokładnie chodziło Francuzowi? Ano o to, że oba gole Obywateli według niego nie powinny zostać uznane. Dlaczego? Weźmy pod lupę obydwie akcje. W pierwszej Leroy Sane dostaje podanie na czystą pozycję będąc na granicy spalonego, którego nawet na stopklatce ciężko zauważyć. W drugiej David Silva miał jakoby zasłaniać widok Petrowi Cechowi, którego pokonał strzałem z lewej nogi Sterling. Wszystko fajnie, tylko że Hiszpan był dobry metr od piłki i stał przed bramkarzem, a ten wpuścił gola z lewej strony, a nie ze środka pola karnego.

Gdyby to była porażka na podobieństwo Hull z West Hamem, gdzie Tygrysy miały trzy strzały w słupek i dominowały, przegrywając 0:1 po rzucie karnym – zrozumiałbym. Tutaj jednak Manchester City był o klasę lepszy, kreował więcej sytuacji, więcej biegał. Dlaczego Arsene Wenger rękami i nogami broni się przed przyznaniem, że ma problem? Pepowi Guardioli nie spada korona z głowy, gdy przyznaje, że cały czas uczy się Premier League i gdy stwierdzi, że sobie nie radzi z sytuacją, to sam odejdzie. A przecież sytuacja jest rok w rok niemal identyczna – Arsenal od 12 lat nie zdobył mistrzostwa, mimo że w tym czasie ani razu nie skończył sezonu poza czwórką. W Lidze Mistrzów status quo – od kilku lat 1/8 finału i schodzą ze sceny. Pozostają dwa pytania – czy Arsene Wenger się wypalił? I jaka przyszłość czeka Kanonierów pod wodzą następnego szkoleniowca, ktokolwiek nim będzie? Jedno jest pewne –  będąc kibicem tej drużyny trzeba mieć anielską cierpliwość.

By | 2016-12-20T19:11:28+00:00 Grudzień 20th, 2016|Arsenal|1 komentarz

About the Author:

Jedyny fan City w promieniu stu kilometrów. I to dłużej niż od roku!

1 komenarz

  1. Rafał 22 grudnia 2016 w 09:36- Odpowiedz

    W meczu Man City – Southampton w podobnej sytuacji (nawet nie wiem czy nie bardziej kuriozalnej) nie został uznany gol Stones’a po wrzutce z rzutu wolnego bo szybciej do piłki wyskoczył będący na spalonym Aguero. Co do spalonego Sane to piszecie, że na stopklatce go nie można wyłapać, ale w pierwszej połowie sędzia wyłapał podobnego spalonego u Monreala. Przypomnę, że po tej akcji Iwobi strzelił bramkę. Byłoby 2-0 i mecz wyglądałby zupełnie inaczej. Teraz żeby nie było jako kibic Arsenalu nie zwalam winy na sędziego i Wenger też tego nie robi tylko zwraca uwagę na problem jaki się pojawia i występuje coraz częściej. Ile to razy widzimy wejścia dwiema nogami i jeden sędzia pokazuje od razu czerwoną a drugi nawet żółtej nie wyjmie. Skoro każdy taki atak ma być karany czerwoną kartką to niech tak robią a nie traktują wybiórczo. Wkurza i męczy już mnie to atakowanie Wengera i wyjmowanie z kontekstu zdań bo coś powiedział o sędziowaniu. Na konferencji po meczu z City Wenger jasno mówił, że w drugiej połowie wyglądaliśmy słabiej fizycznie i mentalnie, ale wiadomo zauważa się tylko słowa o sędziowaniu. To samo jak pisanie o 4 pozycji w tabeli. Jak skończyliśmy sezon na 2 miejscu nikt słowem nie wspomniał. To już jest wręcz nudne. Przegraliśmy 2 mecze i jest burza bo już się zapomniało serię 14 meczy bez porażki. Przypomnę, że mamy do końca sezonu 21 meczy, wiele punktów do zdobycia jak i do stracenia i jeszcze każda drużyna te punkty potraci.

Zostaw komentarz