Ostatni dzwonek dla Barkleya

Zdolny, młody Anglik, z wielką presją na barkach, która  przytłacza go niczym kamień mitycznego Syzyfa. Jest to scenariusz dość przetarty i powtarzający się co jakiś czas. Czy z tego rodzaju fatum zdoła uciec kolejny kandydat – Ross Barkley?

Po świetnym początku sezonu w wykonaniu Evertonu, w którym to ekipa Ronalda Koemana w pięciu początkowych kolejkach odniosła aż cztery zwycięstwa, przyszedł czas na dużo słabsze występy. Drużyna holenderskiego menedżera przestała odnosić zwycięstwa, a Koeman postanowił szukać rozwiązań. Jednym z nich było wzbudzenie jakiejkolwiek reakcji w Rossu Barkleyu, zawodniku, na którym powinna być oparta gra ekipy z Goodison Park.

Dyspozycja Barkleya z każdym kolejnym spotkaniem sezonu zdawała się ulegać regresowi. Forma Anglika zastygła, na co Koeman momentalnie zareagował sadzając swojego podopiecznego na ławce w spotkaniu przeciwko Manchesterowi City. Był to pierwszy mecz od 52 spotkań, kiedy to Anglik opuścił ligowe starcie z powodu decyzji trenera. Holenderski menedżer przyjął dosyć neutralną taktykę wobec Barkleya, dając mu do zrozumienia, że nie jest niezastąpiony, ale stosunkowo szybko przywrócił go do zespołu. Kilka tygodni wcześniej opiekun Evertonu wysłał sygnał ostrzegawczy dla Barkleya, zmieniając go w przerwie spotkania z Sunderlandem, dodając do tego małą krytykę: – Ross nie pokazuje poziomu, jakiego od niego oczekuje. Ostatnie spotkanie z Arsenalem pokazało jednak, że być może zawodnik wraca na odpowiednie tory, co będzie świetną wiadomością dla całej drużyny. Barkley na Emirates popisał się doskonałą wydajnością i był jednym z najlepszych graczy na boisku.

Sinusoida jego formy tworzy jednak opinie, że Barkley od jakiegoś czasu po prostu przestał się rozwijać. Doskonale pamiętamy, jak dobre miał wejście do Premier League. Na dłuższą metę nie zostało to do końca potwierdzone. Jeśli popatrzymy na liczby – można uznać, że poprzedni sezon był w jego wykonaniu bardzo dobry. 8 bramek i tyle samo asyst w całej kampanii mogą wysnuć taki wniosek. Zrzucając jednak na bok liczby – nie będzie już tak kolorowo. Barkley często gaśnie w spotkaniach, nie współpracuje na odpowiednim poziomie choćby z Romelu Lukaku. Nasuwa się zatem wniosek, czy nie lepszym rozwiązaniem byłaby zmiana klubu?

Jest wysoce prawdopodobne, że już latem z ofertą za 23-latka wkroczy Tottenham, który chce wykorzystać impas w negocjacjach nad nową umową pomiędzy Evertonem a zawodnikiem. Obecna umowa Barkleya wygasa już za 18 miesięcy. Kto wie, być może pod okiem Mauricio Pochettino, który stawia na młodych angielskich graczy, Ross rozwinie się w szybszym tempie niż u Koemana? Z drugiej strony w Spurs, Barkley musiałby się jednak przyzwyczaić do ostrej rywalizacji o miejsce w składzie, czego na Goodison Park – oprócz kilku wyjątków – do tej pory nie uświadczył. Może w tym leży cały problem?

Ronald Koeman niedawno ponownie wypowiedział się o Barkleyu w dość jednoznaczny sposób: – On nie jest już „młodym talentem”, lecz zawodnikiem, który od czterech lat gra w pierwszym zespole. W tej sytuacji musisz ciągle pokazywać, że dokonujesz progresu – twierdzi Holender. Doskonale wie o tym także sam piłkarz, który na początku września wypowiedział się w podobnym tonie. Czas zatem jak najszybciej zabrać się do roboty, aby jak najszybciej to udowodnić. Cytując: Nadszedł moment, w którym Barkley musi wziąć sprawy w swoje ręce i opuścić ciepły kurwidołek. W przeciwnym razie szybko łatka wielkiego talentu po raz kolejny przerodzi się w znaną nam opinię o zmarnowanym talencie.

By | 2016-12-20T17:16:12+00:00 Grudzień 20th, 2016|Everton|0 komentarzy

About the Author:

Zostaw komentarz