I like Mondays: 15. kolejka okiem Angoli

Trochę nas nie było. Szereg niesprzyjających okoliczności wymusił przerwę w cyklu, ale w końcu wracamy. Ogólnie to jak to w Anglii przed Świętami zapieprz w pracy niesamowity. Każdy jest porozrzucany po jakiś projektach i nie można nawet spokojnie o piłce pogadać. Tylko na Whatsappie chwalimy się punktami w Fantasy. Mamy jednak wtorkowe popołudnie i to najlepszy moment na wspomnienie poniedziałku.

Graham, kibic Spurs: Z Tottenhamem jest tak, że jak odpali to wygra mecz. Na Old Trafford nikt nie zagrał na swoim poziomie. Zacząłem oglądać od 10. minuty i nie przypominam sobie jakiegoś groźnego strzału. Dużo gry wzdłuż boiska, masa podań, ale bez tego czegoś. Harry ponownie zawalił mecz z United. Nie idzie mu wyraźnie tak jakby te wszystkie idiotyczne ploty dziennikarskie o transferze powodowały blokadę. Ta strata w środku pola, po której padła bramka mogła przydarzyć się każdemu. Było jeszcze co najmniej dwóch zawodników, którzy mogli zatrzymać Ormianina. Zupełnie szczerze, tak grając nie zasłużyliśmy na punkt. Na Stamford Bridge graliśmy dużo lepiej, szczególnie w pierwszej połowie. Co u nas szwankuje to gra skrzydłowych. Rose i Walker biegają na długości 80. metrów tak jakby tylko oni odpowiadali za skrzydła. Reszta schodzi do środka. Nie wiem, czy takie były założenia, ale tłok w środku powodował całą masę zupełnie niepotrzebnych podań. Spowalniało to grę, a to pasowało United. Mamy teraz kilka meczów na odrobienie strat. Trzeba dobrze wejść w Święta, a to da nam dobry start w Nowy Rok.

***

James, kibic Manchesteru United: Nam to zwycięstwo było cholernie potrzebne. Dla Mourinho tego dnia nie liczyło się nic innego. Gdyby to dało trzy punkty to zaprzedałby duszę diabłu. Zagrał tak, żeby wygrać. Kumpel napisał mi w 70. minucie, że grają na czas i że Ferguson nigdy by tak nie zagrał. Sir Alexa już nie ma, my nie jesteśmy wielkim Manchesterem United tylko drużyną, którą Jose stara się zbudować od nowa. Można grać pięknie jak City z Leicester, wymienić milion podań i zebrać cztery bramki. Tylko wyniki budują atmosferę, a ta u nas jest średnia. Kiedy oglądam Herrerę, to autentycznie jestem bardziej szczęśliwy z tego, że jest u nas niż z Pogby i Zlatana razem. Jest cholernie inteligentny, świetny w odbiorze, bardzo dobrze rozgrywa piłkę i nie spowalnia, jak przystało na defensywnego pomocnika. Nie jest też pieprzonym drwalem tylko bardzo dobrze wyszkolonym technicznie zawodnikiem. Bez wątpienia Man of the Match. Cały czas nie mogę przekonać się do Pogby. Kilka passów zagrał jak na PlayStation. Niesamowita precyzja. W ataku wygląda to nieźle, pomimo że nie przekłada się to na statystyki. W obronie jego gra to żart. Krycie przy stałych fragmentach to statystowanie. Później rozkłada uspokajająco ręce. Teraz się udało, ale w następnym meczu może to zakończyć się katastrofą. Martial kolejny raz dostał szansę, ale jest cieniem zawodnika, który pojawił się na Old Trafford w zeszłym roku. 50 mln za niego i 90 za Pogbę… Uffff, mogliśmy te pieniądze wydać dużo lepiej. Wydając taką kasę musisz oczekiwać, że goście od początku zaczną wnosić dużo do gry. My jesteśmy na etapie czekania, aż zaczną grać na dobrym poziomie, a nie decydowania o losach meczów o stawkę.

Graham mówił, że Tottenham nie odpalił. Ja twierdzę, że to my nie daliśmy im wejść na wyższe obroty. Spurs udowodnili z Arsenalem, że nie ma lepszej drużyny w rozegraniu piłki od bramkarza. Nawet City Guardioli ustępuje ekipie Pochettino. Wyszliśmy bardzo wysoko pressingiem i Lloris musiał walić do przodu. Proste środki, ale Jose takie właśnie lubi.

***

Rob, kibic Liverpoolu: Zaraz po tym, jak strzeliliśmy bramkę musiałem pojechać po syna na lotnisko. Byłem przekonany, że jak wrócę w okolicach przerwy to będzie po meczu. Ruszyliśmy na nich od razu. The Hammers wyglądali na lekko zagubionych. Wpadam do domu i nie wierzę, że jest 1-2. Remis to tak naprawdę kolejne stracone punkty. Pięć w ostatnich dwóch meczach to dużo, ale wciąż jesteśmy w czołówce. Ten mecz pokazał dobitnie kogo i czego brakuje. Postawa Kariusa przy rzucie wolnym Payeta to taki „schoolboy error”. Nigdy w życiu nie widziałem tak ustawionego bramkarza. Zawsze się znajdzie ktoś, kto będzie go bronił, że piłka była podkręcona, że odchodziła itd. Bzdura! On tak naprawdę poszła lekko w prawo od środka bramki. 30 metrów od bramki, a Niemiec ustawił w murze chyba z sześciu zawodników ograniczając sobie widoczność. Szkoda gadać. Czasami brakuje nam instynktu mordercy, żeby dopaść po bramce jeszcze bardziej, mocniej przycisnąć rywala i punktować go. Przy 2-2 mieliśmy kilka okazji. Podobnie jak w Bournemouth. Okej, przeciwnik wyrównuje, ale cały czas masz szansę wygrać. Nam brakowało… Suareza. I chyba zawsze będzie. Brakowało też Coutinho. On świetnie czyta grę i reguluje tempo. Do tego świetnie współpracuje z Firminio, który wyraźnie nie mógł się odnaleźć.

***

Dan, kibic Chelsea: Mówiłem wam, że West Brom to cholernie mocna ekipa. Każdy przewidywał zaparkowanie autobusu, ale Conte na konferencji zaznaczył, że bardzo ceni Pulisa i świetną grę w defensywie. Kto jak kto, ale Włoch musi to doceniać. Graliśmy naprawdę dobrze, ale takie mecze się zdarzają. Po prostu The Baggies grali świetnie i wykorzystali swoje atuty. Trochę więcej można było oczekiwać od pomocników, ale przeciwnik grał bardzo twardo. Widać było, że po kolejnym starciu zarówno Hazard jak i Pedro tracą chęć do gry. Tego muszą się cały czas uczyć. Costa był niewiarygodny. Zapieprzał wszędzie. Widzisz faceta jak pod chorągiewką walczy z przeciwnikiem, który naciera. Zaraz później jest pod bramką rywala. Niesamowicie walczył. Każdy mówił, że za Mourinho był pitbullem. Kim jest zatem teraz? Bramka świetna i genialny sezon. Ciekawa była też konferencja po meczu. Nie wiem, czy słyszeliście? Zapytali Conte czy jego zespół może osiągnąć 100 pkt, tak jak Juventus? Powiedział, że w Premier League to niemożliwe, przynajmniej teraz. Drużyny nawet te słabsze walczą z mocnymi, jak o życie. Są zdeterminowane, żeby się przeciwstawić i mają niesamowicie zróżnicowaną jakość piłkarską, którą potrafią wykorzystać w 100%. W Anglii między pierwszym a ostatnim jest dużo mniejsza różnica niż między na Juventusem, a Pescarą.

***

Aymen, kibic Arsenalu: My spokojnie zbieramy punkty i w tej chwili to wystarczy, żeby być w czołówce. Ozil i Sanchez w formie i tak naprawdę nie widzę żadnych przeciwwskazań na włączenie się do walki o mistrzostwo. Jedyna rzecz, która mnie wkurza to nasza postawa w obronie. Ostatnio Stan Collymore w TalkSport zadał gościom pytanie, kiedy City zachowali czyste konto. Chwila trwała kilka sekund i rzeczywiście trudno było sobie przypomnieć. Z nami jest podobnie po w każdym meczu przytrafia się nam jakiś błąd, ale…

Ja: Macie Bayern Monachium.
Aymen: W Champions League?
Ja: Tak, Koscielny vs Lewandowski. Lewy zawiąże mu nogi na supły.
Aymen: Fuck sake. Wygraliśmy grupę i myślałem o kimś słabszym. Nawet nie wiedziałem, że oni wyszli z drugiego miejsca.
Ja: Ciesz się, że nie gracie z Realem.
Aymen: No dobra, jak chcesz wygrać Champions League to musisz wygrać z każdym. Na kogo trafiły pozostałe drużyny?
Dan: City gra z Monaco, a Leicester z Sewillą?
Aymen: A ta czwarta? A czekaj Tottenham zagra w Europa League.
Graham: Fuck off. 0-3 i 0-3, tak to będzie wyglądało.
Aymen: Zobaczymy. Tottenham w tymczasem skupi się na planowaniu wycieczki na European Mickey Mouse Cup. Padłem jak usłyszałem w radio reklamę, że Tottenham wyprzedaje odzież sportową – kolekcja Champions League. Powinni ją zostawić w magazynach, bo długo w tych rozgrywkach nie zagrają.

By | 2017-02-14T15:58:11+00:00 Grudzień 13th, 2016|I LIKE MONDAYS|0 komentarzy

O autorze:

Kawa i angielska piłka. Tak zaczynam każdy dzień na Wyspach.

Dodaj komentarz