5 powodów, dla których warto oglądać 14. kolejkę Premier League

Ostatnia kolejka powaliła nas starciem Crystal Palace ze Swansea i genialną końcówką w wykonaniu Llorente. Były też chwile grozy, gdy Coutinho padł na murawę. Co czeka nas w tym tygodniu?  

Wielkie granie rozpocznie się już o 13:30 na Etihad Stadium, gdzie gospodarze, jedna z najmocniejszych drużyn Premier League – Manchester City podejmie ekipę Chelsea, która od siedmiu spotkań nie straciła ani jednego punktu. Jeśli jest jakiś zespół, w którym od poprzedniego sezonu zaszła największa zmiana, to jest to właśnie stołeczny klub. Pod wodzą Antonio Conte odżyli piłkarze, których o taką grę byśmy nawet nie posądzali. Spójrzcie tylko na Mosesa, Alonso i Pedro. Cała trójka była co najwyżej solidną marką, a teraz ciężko nie umieścić ich w jedenastce miesiąca angielskiej ekstraklasy. Wszystko zasługą charyzmatycznego Włocha, potrafiącego sięgnąć do głębi umysłów zawodnika. Na drugim biegunie znajdują się zastygli Obywatele, grający “tak jak im rywal pozwala”. Dobre to wytłumaczenie dla przeciętnych i mało zamożnych drużyn, ale nie dla Pepa Guardioli oraz jego podopiecznych. Martwi oczywiście, że gra City nadal uzależniona jest od Aguero, który uratował swój zespół z ostatniego starcia przeciwko ekipie Burnley.

Tylko dwanaście spotkań zakończyło się wyższym wynikiem bramkowym, niż zeszłotygodniowe starcie Crystal Palace ze Swansea City (4:5). Teraz na Selhurst Park przyjeżdżają Święci, a zespół Alana Pardew modli się aby w końcu znaleźć się po drugiej stronie lustra. Ich czarna seria ciągnie się już przez siedem kolejnych meczów. Ponad 630 minut spędzonych na murawach i ani jednego zwycięstwa. Fani Orłów próbują pocieszać się znakomitą formą Zahy – słusznie zresztą, bo Anglik grał rewelacyjnie w ostatnich spotkaniach i był wyróżniającą się postacią ligi w minionym miesiącu. Jeśli uda się namówić do współpracy kolegów z obrony, to może w końcu uda wynurzyć się znad zagrożonej strefy. Wszak z Hull City wygrywają jedynie bilansem bramkowym. Problem w tym, że ciężko będzie go polepszyć w starciu z Southampton – w ostatnich dwóch meczach nie stracili ani jednego gola, a w lidze zajmują w tej klasyfikacji 3. miejsce.

Również o 16 rozpocznie się starcie ekip, które znajdują się w różnych miejscach tabeli, ale również towarzyszą im różne humory. Z jednej strony mamy takie Leicester, które gra totalną padakę, nie wygrało w lidze od czterech spotkań, a ich remis z Middlesbrough był dziełem nie całej drużyny, a jakiegoś przypadku, a właściwie Musy i Slimaniego. Czyli przypadku, bo w pierwszym składzie miał grać Vardy. Jednakże czy ktoś się tym u mistrza Anglii przejmuje? Nie. Ranieri twierdzi, że chcą się utrzymać, z grupy Ligi Mistrzów już wyszli, wszystko wydaje się być do zrealizowania.

Z drugiej strony jest Sunderland. Grają okay, starają się dopasować taktykę do rywala, tak jak było to w przypadku starcia z Liverpoolem, ale często to nie wychodzi. Udało się co prawda wygrać dwa z ostatnich trzech spotkań, a Defoe i Moyes zostali docenieni przez federację. Problem w tym, że Czarne Koty zajmują ostatnie miejsce w tabeli. Leicester gra słabo, zajmuje słabą pozycję, ale jest wesołe. Sunderland gra dobrze, zajmuje tragiczną pozycję, wszyscy płaczą.

Sobota zakończy się tradycyjnie – derbami Londynu. I to nie byle jakimi – Arsenal nie przegrał żadnego z ostatnich pięciu spotkań, zaś ich rywale – West Ham United, powoli, ale konsekwentnie wracają na właściwe tory. W ostatniej kolejce udało się wyszarpać punkt w meczu z Manchesterem United, który rzucił się Młotom do gardła. Na szczęście fantastyczna postawa Randolpha, pozwoliła wrócić z Old Trafford z tarczą. Podobnie czuli się Kanonierzy, którzy mimo początkowych problemów, pewnie ograli ekipę Bournemouth i utrzymali swoją pozycję w czołowej czwórce. Z każdym dniem bije przecież licznik Wengera, który odmierza jego czas na czwartym miejscu Premier League. Obecnie jest już to ponad dziewięć lat.

Paradoksem jest, że Manchester United najlepiej gra, gdy Jose Mourinho siedzi na trybunach, a nie w momencie, gdy kopie bidony przy linii bocznej boiska. W związku z tym Portugalczyk postanowił znowu pocisnąć po FA i oskarżyć ich o niesprawiedliwe traktowanie sędziów. Nawet jeśli jest w tych słowach sporo racji, to groźba czwartego zawieszenia wisi nad doświadczonym szkoleniowcem. Faktem jest, że nikt się tym specjalnie nie przejmuje, bo właśnie bez Jose rozegrali swoje najlepsze spotkanie – w 1/4 Pucharu Ligi. Teraz, w momencie gdy przyjdzie zmierzyć się im z ekipą Evertonu, nadal zachowują spokój. Z ostatnich pięciu meczów z The Blues przegrali zaledwie raz. Ponad rok temu.

 

By | 2016-12-03T12:13:08+00:00 Grudzień 3rd, 2016|Crystal Palace, Everton, Leicester City, Southampton, Sunderland|0 komentarzy

About the Author:

Mało znam się na piłce. Ale umiem naciskać klawisze żeby wyskakiwały zabawne wyrazy. Egzegeza na przykład.

Zostaw komentarz