Gang Aitora Karanki grasuje w całej Anglii

Middlesbrough od dróg otaczających legendarny las Sherwood, na terenie którego działał Robin Hood, dzieli 121 mil. Według google, łączy się to z dwugodzinną jazdą samochodem. Kibice Boro nie muszą jednak pokonywać tej trasy, by dowiadywać się o historii baśniowego bohatera. Sami są świadkami oddawania biednym i zabierania bogatym. Z tym, że ich bohater zbiorowy, którym jest cała drużyna, nie działa w jednym miejscu, a bardziej skupia się na terenach wrogów. 

Ostatnie cztery mecze Middlesbrough na wyjeździe? Remisy z West Hamem, Arsenalem, Manchesterem City i Leicester. Cztery cenne zdobyte oczka, 10% z łącznej liczby punktów potrzebnych do utrzymania, a do tego zabranie aż ośmiu punktów rywalom, które bardzo ucieszyły kibiców chociażby Chelsea lub Liverpoolu. Nie ma się jednak z czego cieszyć, na nich również przyjdzie czas.

Wyobraźcie sobie, że Boro w tym sezonie Premier League przegrało zaledwie jeden mecz na wyjeździe – na Goodison Park z Evertonem. Wszystkie pozostałe remisowało, udało im się też podbić Stadion Światła, na którym niedawno zgasło światło. No i przecież nie były to jakieś tam remisy z Burnley czy innym Bournemouth. Chodzi o punkty na stadionach potentatów do mistrzostwa kraju. West Ham póki co walczy o utrzymanie, ale nie zmienia to faktu, że dla beniaminka remis wywieziony z Londynu to spory sukces. Wydarcie punktów Kanonierom oraz The Citizens to prawdziwa sensacja, a Leciester, mimo że w fatalnej formie, to jednak aktualny mistrz Anglii, który kilka dni temu zapewnił sobie zwycięstwo w grupie Ligi Mistrzów.

Podopieczni Aitora Karanki to prawdziwy ewenement tego sezonu. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na ich wyniki na swoim Riverside Stadium: w plecy z Watfordem, Crystal Palace, Tottenhamem i Chelsea. Zwycięstwo Spurs powinno zaimponować nawet Carlowi Jenkinsonowi, który nie mając prawie żadnego wpływu na grę Arsenalu w tym sezonie, zadrwił ostatnio z lokalnego rywala. Londyńskie giganty wygrywające na stadionie Boro nie mogą być jednak pewne swego, wszak prędzej czy później to Negredo z ekipą przyjadą do stolicy i wezmą co do nich należy.

Gdyby spojrzeć na tabelę spotkań rozegranych tylko na swoim podwórku, beniaminek z północy Anglii zajmuje dopiero przedostatnie miejsce z zaledwie czterema oczkami na koncie. Wszystko za sprawą zwycięstwa z Bournemouth i remisu ze Stoke. Przełączając statystyki na punkty zdobyte na obcym terenie, widzimy za to Boro na dziewiątym miejscu. Mało tego, tylko dwa punkty więcej mają w niej zespoły Manchesteru United i Tottenhamu, a o punkt gorsi są podopieczni Ronalda Koemana! Dodatkowo warto dodać, że przedostatnie w takiej klasyfikacji jest Leicester City, które z sześciu delegacji przywiozło zaledwie jeden punkt…

Obstawiacie mecze u bukmachera? Zostawcie sobie trochę hajsu na końcówkę sezonu. W przeciągu trzech ostatnich kolejek zawodnicy Karanki jadą jak po swoje na Stamford Bridge i Anfield. W międzyczasie odwiedzą też White Hart Lane. Stawianie na gości z podpórką to praktycznie pewniaczek. Żeby ładnie to wszystko spuentować dodam, że w podróży powrotnej z Londynu mają na swojej drodze las Sherwood. Żeby jednak zapewnić sobie spokojne utrzymanie w Premier League, warto by było oprócz zabierania bogatym, nie oddawać za dużo biednym!

By | 2016-11-29T10:18:58+00:00 Listopad 28th, 2016|Middlesbrough|2 komentarze

About the Author:

Kibic Premier League oraz reprezentacji Polski. Lubię statystyki, tabelki oraz pobijanie wszelakich rekordów.

2 komentarze

  1. Wojtek 28 listopada 2016 w 16:15- Odpowiedz

    We wstępie chyba jest na odwrót, tzn „zabierają bogatym a oddają biednym”, chyba że zrozumiałem sens całegp artykułu.
    No ale artykuł pomysłowy i zwięzły, świetnie się czytało.

    • Tomasz Lebkuchen 28 listopada 2016 w 16:29- Odpowiedz

      Poprawione 😉

Zostaw komentarz