David Moyes w ogniu krytyki – zasłużenie?

W minionej kolejce odbył się mecz, o którym krążyły opinie, według których miała paść najwyższa wygrana w historii Premier League. Takie myślenie miało swoje uzasadnienie, wszak na boisko wicelidera z Liverpoolu przyjechał znajdujący się na dnie tabeli Sunderland. Rzeczywistość okazała się być zgoła odmienna.

Oczywiście – klub z Anfield zdominował mecz i zasłużenie zwyciężył, natomiast wynik nie wydaje się być imponujący, bo padły tylko dwie bramki i to w ostatnim kwadransie. Czyżby niemoc strzelecka wdarła się w szeregi The Reds, którzy mają przecież najlepszą ofensywę ligi? Nic podobnego. Tego dnia przyjechała na Anfield przyjechała ekipa bardzo dobrze przygotowana defensywnie. Posiadanie piłki: 78%-22% czy liczba strzałów: 27-6 mówią nam wiele o przebiegu spotkania. Przez długi, długi czas drużyna z czerwonej części Merseyside nie była w stanie przedrzeć się przez zasieki obronne Czarnych Kotów, w dodatku straciła Philiphe Coutinho – to mogło powodować frustrację u Juergena Kloppa, który po meczu powiedział, że tego dnia zagrał przeciwko najbardziej defensywnej drużynie, z jaką kiedykolwiek się zmierzył jako szkoleniowiec.

Po spotkaniu trener Sunderlandu, David Moyes został skrytykowany za “postawienie autobusu” i brak jakiejkolwiek niemal chęci do podjęcia otwartej walki z lepiej dysponowanym rywalem. Oczywiście, jako kibice chcielibyśmy oglądać mecze z jak największą ilością bramek, akcji czy dramaturgii (co zapewniło nam całkowicie spotkanie Swansea z Crystal Palace), ale jak się głębiej zastanowić i wgłębić w sytuację, to Moyes ma solidną listę argumentów.

Jak wspomniałem wcześniej, Liverpool to drużyna, która strzeliła w tym sezonie najwięcej bramek w Premier League, jest niepokonana u siebie, a wygrane 6:1 z Watfordem czy 5:1 z Hull mogą skutecznie przestraszyć i zniechęcić przeciwnika chcącego urwać punkty drużynie Kloppa. David Moyes wyciągnął z tego wnioski i stwierdził, że w otwartej wojnie z LFC nie ma najmniejszych szans, spróbował więc rozwiązania całkowicie obronnego- i skończyło się “tylko” 0:2. Trudno – miał pomysł, nie wyszło. Moyes nie krył jednak rozgoryczenia postawą mediów i stwierdził w gorzkich słowach, że “gdyby był zagranicznym trenerem to rozpływalibyście się nad grą mojego zespołu. Wiadomym było, że nie mamy tej jakości co Liverpool, więc to oczywiste, że musieliśmy się nastawić na obronę. Wygrali tutaj 6:1 z Watfordem, my nie chcieliśmy zostać wgnieceni w ten sam sposób.”

Trudno się nie zgodzić ze Szkotem. Kto jak kto, ale Sunderland nie jest drużyną, przed którą wszyscy czują strach i respekt, każda w miarę poukładana drużyna będzie nad nimi dominować – dlatego Czarne Koty muszą szukać rozwiązań gdzie indziej. Jermain Defoe to doświadczony lis, ale i on nie będzie strzelał co mecz. Moyesowi można zarzucić wiele, ale na pewno nie braku doświadczenia – jeśli dostanie czas do końca sezonu, to na pewno będzie się zapierał rękami i nogami wraz ze swoją drużyną, by po raz kolejny utrzymać się w lidze.

By | 2016-11-28T18:27:54+00:00 Listopad 28th, 2016|Sunderland|0 komentarzy

O autorze:

Jedyny fan City w promieniu stu kilometrów. I to dłużej niż od roku!

Dodaj komentarz