Pojedynek „Świętych” – Sadio Mane kontra Nathan Redmond

Mnóstwo wątpliwości, żeby nie powiedzieć ironii i irytacji, wzbudził transfer Sadio Mane do Liverpoolu. I nawet nie chodzi tutaj o samą postać piłkarza, lecz kolejną wysoką kwotę, jaką szefostwo klubu postanowiło wydać, by sprowadzić ofensywnego gracza do siebie. Ponad 41 milionów za Senegalczyka – dla jednych kosmos, dla innych psucie rynku. Że natomiast Liverpool w swojej historii lubił już wydawać podobne sumy na zawodników ligowych średniaków, wszyscy wiemy. Jak na nich kończył, opowiadać nie musimy. Przyjęcie transakcji z rezerwą można było więc uzasadnić.

Wygląda jednak na to, że nos trenerski tym razem nie zawiódł Jurgena Kloppa, gdyż Mane od początku sezonu radzi sobie naprawdę dobrze. Senegalczyk w wielu spotkaniach udowodnił już swoją przydatność siejąc zamęt w szeregach rywali. Pamiętamy zresztą jego wejście smoka, jakie zaliczył już w pierwszej kolejce sezonu, bez kompleksów torpedując na Emirates defensywę Kanonierów.

Tymczasem, mniej więcej jak co lato, historia w drużynie Świętych ponownie zatoczyła koło. Nie dość, że zespół znów utracił czołowego zawodnika, to jeszcze jego stery zostawił szkoleniowiec Ronald Koeman. Na szczęście dla ekipy z St. Mary’s Stadium, koszt zysków i strat ponownie udało się zrównoważyć, zatrudniając solidnego szkoleniowca, Puela, a także znajdując nowy filar jedenastki w postaci Nathana Redmonda. Nikt nie ma dziś złudzeń, że z taką grą 22-latek latem może być kolejnym łakomym kąskiem dla drużyn z czołówki Premier League.

Który z nich lepszy?

Pytanie do łatwych nie należy, gdyż obydwaj górują nad sobą w różnych statystykach. Drugą kwestią, na którą warto też zwrócić uwagę jest rola, jaką otrzymali w swoich drużynach. Jej wpływ na wykręcone liczby ma swoje osobne znaczenie.

Zacznijmy od wspomnianych już statystyk. Niewątpliwie, wpływ jednego i drugiego na grę swoich drużyn jest nie do podważenia. W tej klasyfikacji wygrywa Mane, który do siatki rywali trafiał już sześciokrotnie, dwa razy więcej od Redmonda. Jednakże, jeśli weźmiemy pod uwagę zadanie kreowania sytuacji podbramkowych, tu już górą będzie 22-letni Anglik, który 23 razy potrafił wypracować dla swojego zespołu okazje do zdobycia gola (Mane 16). Interpretacji tej statystyki z pewnością należy szukać właśnie w roli zawodników. Podczas, gdy Mane można określić ważnym elementem większej układanki, Redmond zdecydowanie częściej musi brać rolę kreatora na siebie. Na Senegalczyku ta presja jest mimo wszystko mniejsza, czemu trudno się dziwić, skoro ma on do pomocy klasowych kolegów np. Firmino czy Coutinho.

Dysproporcję zdań widać też w rubryce podań, których Redmond ma więcej. Anglik jest również bardziej dokładny, co wynika bardziej z pozycji zajmowanej przez obydwu piłkarzy, Mane w drużynie „The Reds” zdecydowanie częściej operuje z piłką bliżej linii bocznej boiska, co musi wpływać na celność zagrań.

Siła całej jedenastki niewątpliwie wpływa również na liczbę indywidualnych nagród. W opinii ekspertów Redmond zgarnął w tym sezonie dwa razy więcej wyróżnień od Senegalczyka, którego w wielu spotkaniach przyćmili inni ofensywni gracze Liverpoolu.

 Kluczowy do zwycięstwa?

Chociaż Mane określiliśmy mianem elementu większej układanki, okazuje się, że jest on niezbędny do jej prawidłowego funkcjonowania. Spośród jedenastu spotkań rozegranych przez Liverpool, Mane nie wystąpił tylko w jednym meczu, tym przegranym przed drużynę Jurgena Kloppa z Burnley. W kolejnych dziesięciu pojedynkach, już z udziałem Senegalczyka, „The Reds” nie ponieśli porażki. To ciekawy fakt, który może mieć swoje wytłumaczenie, ale nie musi. Nie da się jednak zaprzeczyć, że skrzydłowy Liverpoolu to zawodnik zupełnie innego profilu niż Coutinho czy Lallana, bardziej nieprzewidywalny i dynamiczny. Niewykluczone, że te indywidualne cechy są po prostu tymi detalami, kluczowymi w sile rażenia zespołu.

Na dzień dzisiejszy to raczej Mane jest zawodnikiem, który może dać więcej zespołowi, co nie oznacza, że Redmond nie jest w stanie wydrzeć punktu dla swojego zespołu. W końcu na St. Mary’s Stadium niejeden gigant zdołał się potknąć.

By | 2016-11-19T23:03:36+00:00 Listopad 19th, 2016|Bez kategorii, Liverpool, Southampton|0 komentarzy

About the Author:

Zostaw komentarz