Red Bull zadomowi się w Londynie. Kto zagra z bykami na piersi?

Futbolowe imperium Red Bulla ciągle się rozrasta. Odkąd w 2005 roku firma zainwestowała w austriacki klub SV Austria Salzburg, budzi skrajne odczucia wśród fanów na całym świecie. Teraz szykują się na podbicie kolejnego rynku.

Na wstępie warto zaznaczyć, że klub sygnowany logiem firmy byłby przede wszystkim kolejnym, milowym krokiem do jeszcze większej komercjalizacji Premier League. Oczywiście futbolowa dusza została sprzedana już dawno temu, nikomu nie muszę tłumaczyć dlaczego. Również w Anglii pojawili się bogaci inwestorzy, którzy potrafili stworzyć wielki klub niemal z niczego, a wszystko to dzięki odpowiednim zastrzykom gotówki. W Manchesterze nie gra jednak Etihad City, a Chelsea nie ma w nazwie firmy Romka.

To właśnie budzi największe kontrowersje wokół sportowej działalności Dietricha Mateschitza. Oferuje on pieniądze, perspektywę sporych sukcesów, ale niesie też za sobą pożegnanie z nazwą, która zostanie zastąpiona przez Red Bull, barwami, no chyba, że już były biało-czerwone i herbem, gdzie od teraz będą widniały charakterystyczne byki. Dla wielu kibiców prawdziwy koszmar, ale w Austrii czy Niemczech stało się to rzeczywistością.

rb-leipzig-wir-uns-eins

Firma działa tam, gdzie jest zainteresowanie, gdzie są kibice i gdzie są pieniądze. Właśnie dlatego pojawiła się w futbolu i właśnie dlatego od kilku lat mówi się o inwestycji w najbardziej medialną ligę na świecie, którą oglądają miliony fanów. Skąd nagły nawrót tych pogłosek? Kilka dni temu na łamach Mirrora ukazał się artykuł, który informował o wizycie Ralfa Rangnicka na trzech spotkaniach w ubiegłym tygodniu. Pełniący funkcję dyrektora sportowego RB Lipsk Rangnick, miał oglądać mecze Chelsea, Brentford i Charltonu, co od razu napędziło lawinę spekulacji i podboju angielskiej stolicy przez firmę.

O ile oczywiście ciężko uwierzyć, że Roman Abramowicz odda swój klub, a nawet jeśli pojawiłaby się taka myśl, to różnica pieniężna w porównaniu z klubami z niższych lig byłaby pewnie ogromna. Brentford ma raczej stabilną sytuację, ale jeżeli chodzi o Charlton, to sytuacja prezentuje się naprawdę ciekawie. Na pewno słyszeliście o proteście fanów The Addicks, którzy od dłuższego czasu domagają się zmian w klubie i chcą pozbyć się obecnych właścicieli. Wizyta Rangnicka nie przeszła w tamtych kręgach bez echa, a temat Red Bulla jest szeroko omawiany na klubowym forum. Wszystkie te dyskusje mogą nie mieć jednak sensu, bowiem Niemiec podobno pojawił się na meczu przede wszystkim po to, aby obserwować grę utalentowanego Ademoli Lookmana. Właściciele podkreślają zresztą, że klub nie jest na sprzedaż.

Wizyta w Anglii nie obejmowała podróży na mecz MK Dons, a to właśnie oni mieli jakiś czas temu otrzymać konkretną ofertę od Red Bulla. Klub z Milton Keynes ma już zresztą jedną cechę wspólną z innymi zespołami, grającymi pod szyldem dwóch byków. Jest jednym z najbardziej znienawidzonych klubów w Anglii, więc tutaj nie byłoby żadnych nowości po ewentualnym przejęciu. Trzeba jednak oddać właścicielowi Dons Petemu Winklemanowi, że od lat stara się zbudować zespół, który będzie dominował w swoim regionie, a fani będą mogli się z nim utożsamiać. Jak łatwo można się domyśleć, oferta została odrzucona.

pete-winkelman

Nie jest to też pierwsze podejście koncernu do angielskiej piłki. Kilka lat temu znacznie więcej mówiło się o klubach z Premier League, takich jak Chelsea, gdzieś pomiędzy kolejnymi informacjami o zmęczonym Abramowiczu, Liverpoolu, Evertonie, West Hamie i Crystal Palace. W zeszłym roku na zaawansowanym etapie były podobno rozmowy z Massimo Cellino w sprawie przejęcia Leeds United, ale Włoch ostatecznie pozostał przy władzy. Dzisiaj jeszcze ciężej jednak uwierzyć, że którykolwiek z tych klubów mógłby być na sprzedaż. Patrząc zresztą na inne działania Red Bulla, można stwierdzić, że nie boją się zacząć od samego dna, a nawet mogłoby się wydawać, że preferują tego typu model.

Problem jednak w tym, że niewiele dostępnych klubów wpisuje się w ten idealny scenariusz. Inwestycja w Lipsku była bardzo prosta do wyjaśnienia. W okolicy nie ma innego silnego klubu, więc można było stworzyć lokalnego hegemona. W Anglii będzie o to bardzo ciężko. Co prawda w Championship znajdziemy wielkie kluby jednego miasta, ale stworzenie dominacji w stolicy to czysta abstrakcja. W dodatku klub musi posiadać odpowiedni stadion lub chociaż taki, który będzie można rozbudować w krótkim czasie. Szukanie miejsca pod budowę kolejnego dużego obiektu byłoby bowiem sporym utrudnieniem. Próżno więc szukać kandydatów w League Two czy League One.

Możemy się spodziewać, że koncern w końcu postawi na swoje i swój klub w Anglii stworzy. Tego typu rynek jest bowiem zbyt atrakcyjny, żeby przejść wobec niego obojętnie.

By | 2016-11-12T22:49:01+00:00 Listopad 12th, 2016|Bez kategorii, Slider|0 komentarzy

About the Author:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

Zostaw komentarz