Wszyscy Święci balują w niebie

Jeśli szukacie definicji słowa progres, spójrzcie na drużynę z Southampton. Święci rokrocznie od 2010 roku poprawiają swój rezultat w końcowej tabeli, najpierw awansując z League One do Championship i dalej do Premier League, a potem konsekwentnie pnąc się w górę ligowej tabeli. Odpowiednio 14, 8, 7 i 6 miejsce naprawdę muszą robić wrażenie, tym bardziej jeżeli wgłębimy się w klub z południa Anglii.

Czy Southampton ma jakąś gwiazdę w swoim zespole? Ciężko się doszukać. To może jakiegoś długoletniego i legendarnego trenera? Skucha. Nieograniczony budżet? Zdecydowanie nie, wręcz przeciwnie – w każdym letnim okienku transferowym odchodzi przynajmniej jedna kluczowa postać zespołu. Pelle, Lallana, Clyne, Lambert, Shaw, Chambers, Wanyama, Mane, Schneiderlin – można wymieniać i wymieniać. W czym więc tkwi sekret dobrych wyników drużyny z St Mary’s Stadium?

Przede wszystkim, właściciele klubu wychodzą z założenia, że nie sprzedajemy wszystkiego na hura. Fajnie jest zarobić i wszyscy lubią pieniążki, ale nie jest to myślenie na pięć minut naprzód. Za każdym razem, gdy giganci Premier League robili sobie z Southampton supermarket, okazywało się, że liczba piłkarzy po okienku transferowym wcale się nie zmniejszała. Dlaczego? Podczas gdy na konto klubu wpływały kolejne dziesiątki milionów funtów za sprzedaż czołowych piłkarzy, natychmiast starano się ich zastępować graczami o wiele tańszymi, a jak się często okazywało, w niczym nie ustępującymi swoim poprzednikom. Koniec końców wychodziło na to, że i finanse szły konsekwentnie w górę, i wyniki napawały optymizmem. Można tę drużynę określić mianem angielskiego FC Porto – oba teamy mają smykałkę do biznesu.

W Southampton najbardziej podoba się to, że po kolejnych okienkach transferowych eksperci wróżą rychły spadek z Premier League, powołując się na sprzedaż ich najlepszych piłkarzy, a Święci nic sobie z tego nie robią i grają na naprawdę solidnym, wyspiarskim poziomie, choć zdążyliśmy już chyba przywyknąć do tego, że początki sezonów są zwykle słabe w ich wykonaniu. Jest to poniekąd pokłosie tego, że praktycznie co roku trzon zespołu jest przebudowywany. Mówi się, że to właśnie dlatego Ronald Koeman opuścił Świętych na rzecz Evertonu, pomimo osiągania dobrych wyników i awansu do europejskich pucharów. Holender miał zwyczajnie dość tego, że co sezon musiał budować drużynę od podstaw i zgrywać ze sobą skład, przez co jego praca nie mogła być w stu procentach efektywna.

Początki pracy Claude’a Puela w drużynie z St Mary’s Stadium nie były inne. Po falstarcie w sierpniu i wrześniu, Święci znów z impetem wracają do gry. Remis z Manchesterem City jest tylko tego przykładem; porażka z Chelsea tego nie zmienia. Z pewnością nieraz w tym sezonie Southampton jeszcze urwie punkty faworytom, bo wielokrotne transfery i przetasowania nie zmienią tego, że w tej drużynie drzemie potencjał – może nie na mistrzostwo Anglii, ale z pewnością na pierwszą siódemkę.

By | 2016-11-12T22:49:15+00:00 Listopad 3rd, 2016|Southampton|0 komentarzy

About the Author:

Jedyny fan City w promieniu stu kilometrów. I to dłużej niż od roku!

Zostaw komentarz