Ah ten Giroud, czyli co wiemy po 10. kolejce

Dacie wiarę w to, że to już 10. kolejka Premier League? Momentalnie to zleciało. Nie możemy już mówić o trudnym początku, o aklimatyzowaniu się w nowej lidze. Sezon wjechał na właściwe tory i powolutku krystalizuje nam się zarówno czubek, jak i dół tabeli. Co zatem przyniosła nam ta kolejka?

Pożegnaliście tydzień temu Sunderland z ligi? No to teraz możecie im dodatkowo wysłać jakiś ładny wieniec. Kolejny koszmarny występ Czarnych Kotów tylko umocnił ich na tym nieszczęsnym, ostatnim miejscu w tabeli. A cenny punkt z Arsenalem był na wyciągnięcie ręki. Dostali bowiem karnego, wykorzystali go i wystarczyło to utrzymać. Wystarczyło okopać się we własnym polu karnym i dotrwać do 90 minuty, jak to robiono w tej lidze już setki razy. Tymczasem, ekipa Moyesa postanowiła porobić jeszcze więcej błędów i zamiast punktu, zakończyła spotkanie z czterema bramkami w plecy. Ale trzeba też przyznać, tego dnia Sanchez i Giroud nie byli łatwi do zatrzymania.

Pan Olivier to w ogóle fenomen tej kolejki. Jego dwa kontakty z piłką zamienione automatycznie na bramki zrobiły furorę. Na mnie jednak furorę zrobiły możliwości, jakie posiada Arsenal z nim na boisku. Kibice tej drużyny mogą mówić co chcą. Mogą narzekać na Francuza, psioczyć, jaki to on nie jest słaby i ile to sytuacji marnuje, ale prawda jest taka, że idealnie pasuje on do tej drużyny i jestem pewien, że daje jej po stokroć więcej, niż dałby ten wymarzony Lacazette. Technikę, szybkość i magię Arsenal ma już bowiem w drugiej linii. Na szpicy potrzeba właśnie kogoś, kto zagra „na ścianę” czy wykończy akcję bez zbędnych efektów specjalnych. I nawet teraz, kiedy Sanchez gra tak rewelacyjnie na „9”, Giroud powinien wejść do składu.

Remisem zakończyło się jedno z najciekawiej zapowiadających się spotkań tej kolejki. Tottenham, mimo wyraźnej przewagi, nie zdołał pokonać Leicester. Pochettino był tym faktem oczywiście rozczarowany, ale podkreślił również, że jego ekipa wciąż jest ekipą niepokonaną. Tylko czy rzeczywiście o takich invincibles chodziło? Brak porażek to spory plus, ale strata aż 6 punktów w ostatnich trzech meczach mimo wszystko musi boleć. Tym bardziej, że sama gra również pozostawia wiele do życzenia. O ile do defensywy nie można mieć choćby tyciej uwagi, tak ofensywa zawodzi na całej linii. Z Sona całkowicie zeszło powietrze, Eriksen spowalnia grę, Janssenowi z litości dają karnego, bo nie może się przełamać „z gry”. To są problemy, nad którymi argentyński menedżer musi mocno popracować, jeśli myśli o utrzymaniu się w top4. No chyba, że lekiem na całe zło okaże się Harry Kane, wracający ponoć na derbowe starcie z Arsenalem już w tej kolejce.

leicester-remisuje-z-tottenhamem-1-1-770x475

Jeszcze do niedawna ze sporymi problemami borykał się Manchester City. Po meczu z West Bromem wszystkie one jednak wyparowały w mgnieniu oka. Niecodziennie ogląda się bowiem ekipę, która przyjeżdża na The Hawthorns i pakuje gospodarzom cztery bramki. W sumie, to takiego obrazka nie ogląda się właściwie nigdy. A jednak, Aguero i spółka urządzili sobie takie strzelanie i znowu stali się postrachem ligi. Na szczególne uznanie zasługuje tu oczywiście Gundogan, bo o ile dwa gole na koncie Aguero to żadna nowość, tak dwa gole na koncie Niemca, to już spore wydarzenie. Widać, że wpasował się on już w filozofię Guardioli i dzięki temu Obywatele dodają kolejne działo do swojego pokaźnego arsenału ofensywnego.

Z kolei u sąsiadów sytuacja całkowicie różna. Kryzys jak był, tak jest, a w arsenale może i bogato, ale nie ma komu strzelać. Niespotykanym jest bowiem, aby drużyna oddała ponad 30 strzałów i ani razu nie znalazła drogi do siatki. Normalnie można by było się pocieszać dobrą grą i znakomitymi możliwościami w kreowaniu szans. Niemoc strzelecka jest tu jednak za duża, aby cokolwiek mogło poprawić nastroje w klubie po tym występie. Jedyny obecnie napastnik w klubie (Rashforda nie liczę, gdyż grywa obecnie na skrzydle, natomiast Rooney…) nie może strzelić w najprostszych sytuacjach i to on zdaje się być hamulcem ręcznym drużyny. Aż ciężko się to pisze, ale Zlatana dopadł chyba wiek i nawet dla niego Premier League w wieku 35. lat to za duże wyzwanie. Chociaż nie ważę się nawet skreślać Szweda. Być może to tylko chwilowy kryzys.

Jeszcze miesiąc temu Chelsea była pośmiewiskiem ligi, jeśli chodzi o grę obronną. Dzisiaj nikt już o tym nie pamięta. Cztery kolejne czyste konta skutecznie wymazały to z pamięci nawet najzagorzalszych przeciwników The Blues. Obecnie jest to idealnie ułożona drużyna i zaryzykowałbym stwierdzenie, że jest również głównym kandydatem do mistrzostwa. Tak samo jak Liverpool, mają wolne w środku tygodnia, co jest najistotniejszym faktem, ale to, co różni ich od The Reds, przynajmniej na tę chwilę, to właśnie gra w defensywie, a jak wiadomo, obroną wygrywa się mistrzostwa. Wiadomo jednak, że wszystko to zweryfikuje grudzień i styczeń, także poczekajmy i popatrzmy, czy Hazard i Costa są w stanie utrzymać taki poziom na dłużej.

chelsea-southampton_1iq6kw3ro6mse1fqmyzimoevhj

Ciężkie musi być życie kibica West Hamu. Drużyna ledwo co wyszła z dołka, a już powolutku z powrotem się do niego pakuje. Oczywiście, sama porażka z dobrze dysponowanym Evertonem jeszcze o niczym nie świadczy. No ale jak się spojrzy na przyszły terminarz Młotów, to ciężko dawać im jakiekolwiek szanse. Kolejno: Stoke, Tottenham, United, Arsenal, Liverpool. Zapowiadają się ciekawe tygodnie na London Stadium.

Walka o mistrzostwo jest póki co wyrównana i ekscytująca jak nigdy, ale strefa spadkowa takich emocji nam już niestety nie gwarantuje. Na chwilę obecną możemy śmiało mówić o trzech wyraźnych kandydatach, którzy swój spadek zapewnią sobie raczej bez walki. Poza oczywistym Sunderlandem, w dole niezmiennie pozostaje Swansea i Hull. Światełka w tunelu od dłuższego czasu tam nie było i nie ma. Na nic okazało się zatrudnienie nowego trenera czy ustanowienie stałego. Mam nadzieję, że te drużyny są w stanie pokazać jeszcze zalążek dobrej gry i powalczyć chociaż o utrzymanie.

Najbliższa szansa już za tydzień. Premier League na szczęście jeszcze nie zwalnia i po Lidze Mistrzów w środku tygodnia wraca do nas z nową porcją hitów. Na szczycie danie główne w postaci derbów północnego Londynu.

By | 2016-11-12T22:49:16+00:00 Listopad 1st, 2016|Bez kategorii|0 komentarzy

About the Author:

Wielbiciel filozofii „kick&rush”, cichy adorator Tony’ego Pulisa i miłośnik zimnych, deszczowych wieczorów w Stoke.

Zostaw komentarz