5 powodów, dla których warto oglądać 10. kolejkę Premier League

Wiecie co? Nudzi mnie to wszystko. Czasami chciałbym sobie ponarzekać, że jakie smętne to Premier League, jakie mecze nijakie, jaki ten wyspiarski futbol miałki. No ale się nie da. Znowu.

Właściwie każdy wpis mógłbym zaczynać od tych samych słów. Ten komfort pracy gwarantuje mi nikt inny jak sam David Moyes, którego Sunderland nie wygrał od początku sezonu. Czarne Koty spróbują przerwać dramatyczną serię w meczu z Arsenalem i jeśli mam być szczery to nie daję im zbyt wielkich szans. Dość powiedzieć, że ekipa ze Stadium of Light ostatni raz z Kanonierami wygrała w 2009 roku. Czy to dużo czasu? Cóż, zapytajcie Gallasa czy Fulopa, którzy grali w tamtym spotkaniu.

Jeśli naprzeciw siebie staje Mistrz Anglii i trzecia drużyna poprzedniego sezonu, to po prostu musi być dobre spotkanie, bez względu na to, że pierwsza z tych ekip wróciła na swój normalny poziom i w ligowej tabeli kręci się w okolicy dziesiątego miejsca. Tottenham zaś gra zgodnie z oczekiwaniami. Transfery początkowo nie powalały na ziemię, ale okazało się, że ta kadra póki co zupełnie wystarcza. Wszak Spurs są jedyną drużyną, która jeszcze nie przegrała w tym sezonie. Lisom będzie o zwycięstwo tym trudniej, że podopieczni Pochettino stracili zaledwie 4(!) bramki. To coś zdecydowanie więcej niż solidna obrona.

To że kłopotem Liverpoolu nie są mecze z Manchesterem United, City, Arsenalem albo Chelsea, a z Burnley, Watfordem czy innym Sunderlandem, wie każdy bardziej wsiąknięty w tę ligę kanapowy kibic. Każdy z tych ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że ich wszystkich przebija jedna drużyna – Crystal Palace. To właśnie Orły, które, zgodnie z powszechną opinią, zabrały mistrzostwo Liverpoolowi. Skala nienawiści jest tym większa, że każdy ma wówczas przed oczami łzy Suareza czy bezradność Gerrarda. Nie ma co się więc dziwić, że gdy The Reds stają w szranki z ekipą Pardew, to każdy ma jakieś wewnętrzne niepokoje. Nawet jeśli ich barw nie reprezentuje już Dwight Gayle.

Jeśli ma się aspiracje do czołowej czwórki potrzeba dobrego trenera i zawodników. Nieprawda. Potrzeba szczęścia i ułomności rywala. Tak się szczęśliwie dla Evertonu składa, że West Ham znajduje się pod dużą kreską. Co prawda Młoty wygrały mecz pucharowy z Chelsea, ale w lidze sprawa nie wygląda już tak dobrze. W ostatnich pięciu meczach aż dwukrotnie przegrywali, przyjmując między innymi „czwórkę” od West Bromu. Paradoksalnie jednak zdobyli więcej punktów niż Everton, który wzbogacił się zaledwie o pięć oczek. Po obu stronach barykady zanosi się na mecz o życie, ale w lepszej sytuacji znajdują się podopieczni Koemana. Wszak lepiej smucić się na 10. miejscu niż się na nim cieszyć.

Southampton po dobrym meczu i remisie z teoretycznym kandydatem do tytułu – Manchesterem City, podejmuje kolejnego giganta – Chelsea, który wydawałoby się po przekonywującym zwycięstwie nad United wraca na swoje dawne, stabilne tory, przegrało pucharowy mecz z będącym w kryzysie West Hamem.

Po pierwsze należy pamiętać, że City zostało zatrzymane przez Świętych grając 3-4-3, czyli podobnym ustawieniem, które Conte wdraża od jakiegoś czasu w Chelsea, i które bardzo dobrze funkcjonuje w drużynie Niebieskich. Diament Claude’a Puel’a świetnie negował ataki drużyny Pepa Guardioli, czy okaże się skuteczny przeciwko Chelsea? Ponadto ten mecz pokaże, czy Southampton może aspirować do czegoś więcej niż niebezpiecznego średniaka. Jak dotąd przeciwko wielkim rywalom radzili sobie nie najlepiej – porażki z Arsenalem i Manchesterem United, remis z Obywatelami. Czy pokażą się z dobrej strony przeciwko dobrze zorganizowanej Chelsea?

Elektryzująco zapowiada się starcie defensywnych pomocników obu drużyn. Kante i Romeu, czyli dwaj kluczowi zawodnicy dla swoich drużyn. Kante był w ostatnich 3 spotkaniach jednym z najlepszych zawodników (o ile nie najlepszym) swojej drużyny, a jego rajd przez obronę Czerwonych Diabłów był ozdobą niedzielnego klasyku. Romeu zanotował w ostatniej kolejce najwięcej odbiorów spośród wszystkich zawodników (8), niechciany w Chelsea, wysyłany na wypożyczenia do Stuttgartu i Valencii, wrócił do Premier League i będzie chciał pokazać się z jak najlepszej strony przeciwko byłemu klubowi.

By | 2016-11-12T22:49:23+00:00 Październik 29th, 2016|Bez kategorii|0 komentarzy

About the Author:

Mało znam się na piłce. Ale umiem naciskać klawisze żeby wyskakiwały zabawne wyrazy. Egzegeza na przykład.

Zostaw komentarz