5 powodów, dla których warto oglądać 9. kolejkę Premier League

Jakaś dziwna ta najbliższa kolejka Premier League. Niby nic wielkiego poza hitowym starciem Chelsea z Manchesterem United, ale jednak człowiek ma jakieś przeczucie, że niektóre mecze wbrew wszystkiemu sprawią, że szczęka opadnie nam do samej podłogi.

Najbardziej wyrównana liga, mówili. Zacięta i ostra walka, mówili. Z tego całego mówienia nic sobie jednak nie zrobiło Bournemouth. Boruc i spółka urządzili sobie na weekend sympatyczny piknik zakończony festiwalem strzeleckim. Tak wybitną formę wypadałoby podtrzymać jeszcze przez kilka kolejek, ale ta sobota nie gwarantuje już tak przyjemnych warunków do leżakowania. Na Dean Court przyjeżdża Tottenham. Koguty zaledwie zremisowały w poprzedniej kolejce z West Bromem i na pewno szukają teraz okazji do powrócenia na odpowiednie tory. Szczęśliwe zwycięstwo w Lidze Mistrzów z całą pewnością nie zadowoliło w pełni podopiecznych Pochettino. Z Wisienkami gra będzie się więc toczyć wyłącznie o pełną pulę, co sprawia, że to spotkanie może być jednym z lepszych w tej kolejce.

W swoim ostatnim meczu Koeman niektórym zaimponował, innych rozwścieczył, jeszcze inni zaś zachowali chłodną głowę. Holender z jednej strony ustawił swój zespół tak, że Manchester City nie mógł się nigdzie wcisnąć, z drugiej jednak strony cały plan poszedłby tam gdzie mówił Stefan Siara Siarzewski, gdyby nie Stekelenburg odbijający dwa rzuty karne. Cała ta obrona Częstochowy nie miałaby sensu gdyby nie inna postać w układance Koemana. Jej największy i najbardziej istotny element – Romelu Lukaku. Jedynie Diego Costa strzelił w tym sezonie więcej bramek niż Belg. Istotne jest jednak to, że bramki snajpera Evertonu stanowią aż 50% dorobku jego drużyny. Jeśli utrzyma swoją formę, to aż strach pomyśleć co stanie się z Burnley, które żelaznej defensywy zdecydowanie nie ma.

David Moyes miał zapewnić Sunderlandowi spokój. Póki co, idzie mu to bardzo dobrze, wszakże Czarnych Kotów nie sposób ruszyć z miejsca. Od niemal samego początku sezonu usadowili się na dwudziestym miejscu w tabeli i nie wystawiają ponad nie głowy. To naprawdę strasznie wygląda, kiedy zespół nie potrafi wygrać ani razu w ciągu 720 minut na boisku. No ale hola, hola, może są jakieś pozytywy w ekipie Szkota? Ano są. Jeśli się uprzeć, to zobaczymy, że tyle samo bramek strzeliło Burnley, a więcej tracili piłkarze Stoke, Hull czy West Hamu. Właśnie z tą ostatnią ekipą przyjdzie się zmierzyć Moyes’owi w najbliższej kolejce. Londyńczycy wygrzebali się ostatnio z gigantycznego dołka, ale niespokojne rejony strefy spadkowej wciąż są zdecydowanie zbyt blisko nich. Pytanie, czy Młoty rozpoczną swój marsz, czy jednak Sunderland wreszcie wyszarpie zwycięstwo?

Nie byłem przekonany do nowego amerykańskiego szkoleniowca. Nie byłem przekonany do 44 narodowości zasiadającej na ławce szkoleniowej w Premier League. Ostatnie spotkanie nie do końca załatwiło sprawę. Wszak Swansea mecz przegrało, co z tego, że napędzili niezłego stracha Arsenalowi, skoro nie przyniosło to żadnej korzyści punktowej, a to właśnie ona w przypadku Łabędzi ma kluczowe znaczenie. To nie jest Chelsea, Tottenham, Manchestery, Arsenal czy inny Liverpool, żeby prócz wyników oczekiwać pięknej, otwartej gry. Teraz jednak przyszedł czas na zapomnienie o The Emirates i skupienie się na nowym rywalu. Dzisiejszego popołudnia Bob Bradley i spółka zmierzą się z Watfordem. Ekipą, która ostatni raz przegrała jeszcze we wrześniu.

Teoretycznie – absolutny hit kolejki. Praktycznie – nie do końca, jeśli spojrzymy na tabelę. Teoretycznie – spotkanie gwarantujące piękne bramki. Praktycznie – spotkanie, w którym wielce prawdopodobny jest bezbramkowy remis. Takie mam obawy i nie są one podyktowane wyłącznie ostatnim meczem United, choć ma to też spore znaczenie. Mourinho ponownie gra bowiem z trudnym rywalem na wyjeździe i chyba tylko najwięksi optymiści zakładają, że The Special One pokusi się tu o trzy punkty. Choć z drugiej strony, kiedy będzie lepszy moment na przegonienie Chelsea, jak nie teraz? The Blues się rozpędzają i jeśli zremisują lub nawet zwyciężą w tej kolejce, to Czerwone Diabły będą mogły przez dobre kilka kolejek oglądać ich plecy. Po cichu liczę więc na to, że jednak ten Mourinho choć troszkę zaryzykuje i opuści gardę, żeby wymierzyć te parę ciosów. To jest spotkanie na szczycie, nie wolno nam, kibicom, serwować nudnego 0-0! Nie drugi tydzień z rzędu.

By | 2016-11-12T22:49:29+00:00 Październik 22nd, 2016|Bez kategorii|1 komentarz

About the Author:

Mało znam się na piłce. Ale umiem naciskać klawisze żeby wyskakiwały zabawne wyrazy. Egzegeza na przykład.

1 komenarz

  1. Krystian 22 października 2016 w 11:54- Odpowiedz

    Zabrakło w tym artykule Man City vs Southampton 🙂 Southampton prezentuje się solidnie ostatnimi czasami, a City jest w lekkim „dołku”. Ten mecz może być naprawdę bardzo dobry 😀 No, ale artykuł jak zawsze na dobrym poziomie 🙂 Pozdrawiam :v

Zostaw komentarz