Praise the Lord

Gdy na naszej redakcyjnej konwersacji na Facebooku pojawił się pomysł tekstu o Joe Allenie, wiedziałem że koniecznie muszę wziąć ten temat. Teraz, kiedy walijski Xavi Pirlo w końcu zaczął prezentować pełnię swojego kunsztu, a ja mam przed sobą 4 długie godziny podróży pociągiem, nadeszła idealna okazja, by opowiedzieć Wam o mojej relacji ze Zbawicielem…

Rozdział I: Złe miłego początki

Kiedy Brendan Rodgers, notabene kolejna legendarna postać dla mnie, został menedżerem Liverpoolu, jako kibic The Reds ujrzałem światełko w tunelu po okresie marazmu pod wodzą Roya Hodgsona i Kenny’ego Dalglisha. Kreator cieszącej oczy kibiców Premier League Swansealony wydawał się być w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Jego 180-stronnicowy raport, którym przedstawił swój plan na funkcjonowanie klubu zdobył nie tylko serca właścicieli Liverpoolu, ale także moje. Jednym z jego kluczowych elementów był on. To Joe Allen, obiecujący dyrygent Łabędzi miał wszczepić w środek pola The Reds filozofię gry szkoleniowca z Irlandii Północnej. Szczerze mówiąc, do transferu Walijczyka podszedłem z umiarkowanym optymizmem. Postanowiłem jednak zaufać nowemu bossowi. Niestety wszyscy wiemy, jak rozpoczęła się przygoda Allena z klubem z Merseyside. Bezpłciowe występy, przesiadywanie na ławce rezerwowych i wysoka kwota transferu sprawiły, że Walijczyk był jednym z tych, których chciałbym się pozbyć z mojego ukochanego klubu. Dość powiedzieć, że każdy nowy save w Football Managerze czy trybie menedżerskim w Fifie grany Liverpoolem rozpoczynałem od wystawienia go na listę transferową. Kiedy z Anfield pożegnał się największy fan jego talentu w osobie Rodgersa i wydawało się, że nadchodzi długo wyczekiwany czas pożegnania, okazało się, że wszystko ma się wywrócić do góry nogami…

Rozdział II: Narodziny herosa

joe-allen-1

Jak dziś pamiętam ubiegłoroczne spotkanie Arsenalu z Liverpoolem na Emirates. Rzęsisty deszcz, piękne gole i rywalizacja do ostatniego gwizdka sędziego. Coś pięknego, kwintesencja brytyjskiego futbolu. Niestety musiałem oglądać streama tego meczu w internacie i co chwilę zmagałem się z przerywającym się połączeniem. W kulminacyjnym momencie spotkania, kiedy Allen po wejściu z ławki trafił decydującą bramkę po rzucie różnym w ostatniej minucie doliczonego czasu gry, transmisja zatrzymała się na zbliżeniu na twarz celebrującego zdobytego gola Walijczyka. To właśnie w tamtym czasie Joe zapuścił brodę i długie włosy, upodabniając się do innego generała środka pola z Włoch. Nie zdołam chyba wymazać z pamięci tego momentu. Momentu, w którym zrozumiałem, że mam nowego bohatera…

Rozdział III: Cuda, cuda ogłaszają

02_20144829_ce0264_2649479a

Reszta to już historia. Pod wodzą Jürgena Kloppa stał się na Anfield człowiekiem od zadań specjalnych. Nie zdołał wprawdzie wywalczyć sobie stałego miejsca w pierwszej jedenastce The Reds, ale był kluczowym zawodnikiem zespołu w najważniejszych momentach zespołu. To po jego wejściu na plac gry The Reds odwrócili losy rewanżowego spotkania z BVB w Lidze Europy. Allen rozegrał świetną rundę wiosenną i właściwie każde jego wejście na plac gry było wartością dodaną dla zespołu. Pod koniec sezonu, kiedy priorytetem Liverpoolu ostatecznie została Liga Europy, Walijczyk został liderem składu, który występował w Premier League. To wtedy Zbawiciel po raz kolejny uczynił cuda. Po słabej jesieni zostałem rycerzem wiosny FPL i trafiłem na podium naszej redakcyjnej ligi. Przed 37. kolejką musiałem zagrać va banque, żeby mieć jakiekolwiek szanse na zwycięstwo. W poszukiwaniu najlepszej różnicy zdecydowałem się powierzyć mój los jemu. Oczywiście Savior kolejny raz mnie nie zawiódł. Bramka strzelona Szerszeniom pozwoliła mi sięgnąć po zwycięstwo. Wyobraźcie sobie reakcję chłopaków z redakcji, kiedy zobaczyli 10 punktów na koncie Joe…

Rozdział IV: Pożegnanie

Po sezonie nadszedł czas przygotowań do Euro. Tym razem Pirlo przerósł nawet moje oczekiwania, bo kto mógłby się spodziewać, że Walia dojdzie aż do półfinału, a sam Allen trafi do jedenastki turnieju. Po tak świetnym sezonie liczyłem na to, że Joe przedłuży kontrakt z The Reds i będzie pisał nowe rozdziały w historii klubu z Anfield pod wodzą Kloppa. Niestety los chciał inaczej. W sumie to chyba dobrze, bo szkoda, żeby taki zawodnik marnował się na ławce na Anfield, a bet365 Stadium wydaje się być idealnym miejscem dla niego. Lepiej przecież być kapitanem małego statku, niż majtkiem na wielkiej łajbie. W końcu kto ratowałby posadę Marka Hughesa, gdyby Allen został w Liverpoolu?

PS. Przed 6 kolejką postanowiłem sprzedać Zbawiciela w FPL i kupić Capoue. W kościach czułem, że za bluźnierstwo spotka mnie kara…

13607909_1003434906400365_1241591935_n-505x600

Tak oglądałem spotkania Walijczyków podczas tegorocznego Euro.

By | 2016-11-12T22:49:36+00:00 Październik 18th, 2016|Bez kategorii, Liverpool, Slider, Stoke City, Swansea City, SZWABSKIM OKIEM|1 komentarz

O autorze:

Lokalne wcielenie Petera Croucha. Podatny na kontuzje niczym Daniel Sturridge postrach orlikowych bramkarzy. Wiecznie zaspany przez NBA i zajęty co weekend przez Premier League student, zapatrzony w Stevena Gerrarda, teog grubego Ronaldo , Kevina Garnetta, Allena Iversona i Joe Allena, przede wszystkim Joe Allena.

1 komenarz

  1. Igor 18 października 2016 w 16:22- Odpowiedz

    Świetny tekst panie Kubo.

Dodaj komentarz