Pora zrzucić balast?

Kolejne eliminacje, kolejna słaba grupa, kolejny spacerek Anglików? Wiele na to wskazuje, ale bardziej wymagający odbiorcy nie zadowolą się tylko kolejnymi kompletami oczek. Wiedzą bowiem, że w starciu z mocniejszym rywalem potrzeba czegoś więcej.

Anglicy z Maltą wyglądali po prostu przeciętnie, na co większa część tamtejszych ekspertów nie zwróciła nawet uwagi. Co prawda udało się zwyciężyć, udało się zachować czyste konto, ale nie udało się porwać publiczności, o co przecież tak mocno zabiegał Gareth Southgate, motywując swoich zawodników na przedmeczowych konferencjach.

Fani nie byli zadowoleni. Ba, z części trybun Wembley dało się nawet słyszeć gwizdy. Nie trudno domyśleć się, że zgromadzeni zdołali obrać sobie kozła ofiarnego. Czy kogokolwiek dziwi w ogóle fakt, że stał się nim Wayne Rooney? Mnie ani odrobinę. Anglik od lat nie prezentuje odpowiedniego poziomu sportowego, z walki i zaangażowanie pozostały już jedynie wspomnienia, a koniec końców Wazza stracił nawet miejsce w podstawowej jedenastce Manchesteru United.

Nie oszukujmy się – kapitan kadry wciąż może być wartościowym zmiennikiem, ale tylko i wyłącznie zmiennikiem, bo opieranie na nim kadry na kolejny wielki turniej, będzie przysłowiowym gwoździem do trumny. Czy Wayne zasłużył jednak na gwizdy? Nie, ponieważ nawet ja uważam, że zasłużył na znacznie lepsze traktowanie.

Zasłużył przede wszystkim na to, aby Anglicy przez te długie lata jego kariery, wyprodukowali godnego następce i zawodnika, który dziś byłby w stanie wejść w jego buty i zagwarantować strzelanie bramek. A tymczasem okazuje się, że od momentu pojawienia się Rooneya w kadrze Synów Albionu, aż 92. zawodników zdołało zadebiutować. Ponad połowa z nich nie zagrała w narodowych barwach nawet 10 razy, a 21. zakończyło swoją przygodę na zaledwie jednym meczu. W ciągu ostatniej dekady tylko Danny Welbeck trafiał do siatki rywala więcej niż dziesięciokrotnie, a sam Rooney zanotował w tym czasie 44 trafienia. Nawet jeżeli ostatnio to głównie rzuty karne w meczach z futbolowymi „potęgami”.

wayne rooney

Przez te wszystkie lata angielski system szkolenia nie zdołał stworzyć odpowiedniej jednostki, a wystarczy tylko wspomnieć, że przed samym Euro i już we Francji, jedną z najjaśniejszych postaci był wyciągnięty znikąd Jamie Vardy. I oczywiście, nawet dzisiaj mamy w Premier League wielu zawodników, którzy oferują większą jakość piłkarską, ale co z tego skoro wczorajszy gol Daniela Sturridge’a był dopiero jego siódmym w narodowych barwach? Co z tego skoro Harry Kane wyraźnie nie potrafił udźwignąć presji na Euro? Jest też rzecz jasna Marcus Rashford, który chyba nie zna pojęcia presja, ale nikt nie byłby na tyle odważny, żeby postawić właśnie na niego. Każdy z nich jest jakimś ryzykiem, wartym podjęcia dla przeciętnego obserwatora, ale widocznie zbyt dużym dla kolejnych menedżerów.

Co więc czeka nas w najbliższych kilkunastu miesiącach w drodze do mundialu w Rosji? Czeka nas reprezentacja Anglii z Waynem Rooneyem w samym centrum wydarzeń. Wszyscy będą widzieli problem, kibice będą reagować, a eksperci wciąż będą udawać, że nic się nie dzieje. Dziś rano w internecie krążył filmik, w którym Ryan Giggs unika tematu słabej gry swojego byłego kolegi klubowego i próbuje ominąć go za wszelką cenę. Jego sytuacja przypomina trochę przedłużającą się wizytę teściowej. Wszyscy wiedzą, że czas już na nią, ale nikt nie potrafi powiedzieć tego na głos.

Najbardziej szkoda jednak samego wizerunku piłkarza, bo wszystko zmierza ku temu, że zarówno w klubie i reprezentacji zapamięta się go jako hamulcowego, a nie jedną z największych gwiazd swoich czasów. Ciężko jednak temu zaradzić, bowiem każdy w końcu zorientuje się, że lepiej grać jedenastu na jedenastu, aniżeli jednego zawodnika mniej.

By | 2017-04-13T20:00:34+00:00 Październik 9th, 2016|Manchester United, PIĄTA TRYBUNA, Slider|2 komentarze

About the Author:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

2 komentarze

  1. Mariusz 11 października 2016 w 16:00 - Odpowiedz

    Krzysztof bardzo fajny tekst. Jednak co ważne jeśli nie najważniejsze, temu wszystkiemu jest winien sam Rooney. Od momentu kiedy zapragnął odejść z United w 2010 roku, pozostał jednak w klubie i tak naprawdę pomimo ogromnej, cotygodniowej pensji jego forma to zjazd po równi pochyłej. Marzeniem Weyna było zapewne dogonienie Alan Shearera w ilości zdobytych goli w PL, zrobił to w reprezentacji uprzedzając Charltona, ale chyba każdy już to wie, że Alana nie jest wstanie dogonić. Dlaczego ? Shearer prezentował najwyższy poziom do końca kariery boiskowej i poza boiskowej, Rooney to kolejka górska jeśli chodzi o formę na boisku i skandale obyczajowe. Utrzymać się na szczycie jest niezwykle trudno, Rooney nigdy sobie nie radził z utrzymaniem formy, a teraz ma problem żeby jakąkolwiek prezentować. Dla klubu to hamulec bo w jego miejsce są lepsi, w reprezentacji Anglii jest problem nie od dziś i nie chodzi już tylko o Rooneya, choć pewnym jest, że i on nie zasługuje na grę w drużynie Trzech Lwów.

    • Krzysiek Bielecki 11 października 2016 w 18:39 - Odpowiedz

      W pełni zgadzam się, że może winić jedynie siebie. Ten problem z utrzymaniem formy wiąże się z tym, że nie przygotował swojego ciała na upływ czasu. Nie dbał o swoje ciało (wypowiedzi trenerów, że na siłownie to raczej nie zagląda) i organizm, bo dieta to też pojęcie nieznane.

Zostaw komentarz