Liga Mistrzów w cieniu, czyli 10. kolejka Championship

W Championship dzieje się ostatnio bardzo dużo, nie tylko pod względem sportowym. Zawieszenie Pearsona czy afera Telegrapha zepchnęły ostatnią kolejkę nieco w cień. Na boiskach zaplecza ekstraklasy było jednak równie ciekawie.

Hit nie zawiódł

Bezskutecznie szukałem wczoraj wieczorem streama do meczu Newcastle z Norwich. Liga Mistrzów nie kręci mnie już tak jak przed laty, a tu spodziewałem się świetnego widowiska. Nie pomyliłem się. Podopieczni Beniteza rozpoczęli znakomicie i do momentu pierwszej bramki Gayle’a, mogli prowadzić już 3:0. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić? Ależ oczywiście, tuż przed przerwą Norwich wyrównało, a po zmianie stron wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Wydawało się, że lider utrzyma swoja pozycję, ale Sroki się nie poddały. Dwie minuty po trzeciej bramce dla Norwich, kontakt złapał Gayle. Wynik 2:3 utrzymywał się aż do doliczonego czasu gry, kiedy to wyrównał Gouffran. Czy mogło być gorzej dla Kanarków? A no mogło, bowiem tuż przed ostatnim gwizdkiem arbitra, Dwight Gayle skompletował hat-tricka i zgarnął trzy punkty dla swojej drużyny. Ten niesamowity comeback, pozwolił Newcastle awansować na trzecie miejsce w tabeli, tuż za Norwich i wracającym na fotel lidera Huddersfield Town. Jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, koniecznie obejrzyjcie skrót tego spotkania. Naprawdę warto.

Arrivederci Roberto?

Od czasu, kiedy Aston Villa ostatni raz wygrała wyjazdowy mecz, wszystkie pozostałe zespoły Football League zdołały dokonać tej sztuki, Sam Allardyce dołączył do Sunderlandu, odszedł z Sunderlandu, został trenerem reprezentacji i odszedł z reprezentacji, Anglia opuściła Unię Europejską, a Leeds United miało trzech różnych menedżerów… Tak, minęło trochę czasu, a dokładnie 418 dni. Nic więc dziwnego, że The Villains nie byli faworytami meczu z Barnsley, chociaż skład mógłby wskazywać inaczej. Ku zdziwieniu wszystkich, tym razem było bardzo blisko! Jordan Ayew wyprowadził swój zespół na prowadzenie i taki stan rzeczy utrzymywał się aż do 89. minuty spotkania… Wtedy Sam Winnall zdołał jednak pokonać Golliniego i faktem stał się siódmy remis Aston Villa w tym sezonie. Co ciekawe Di Matteo był już bohaterem podobnych historii. Na przełomie 2010 i 2011 roku wygrał tylko jedno z 10 spotkań w West Bromie, został zwolniony. Z Schalke odszedł po dwóch zwycięstwach w dziesięciu meczach, przez co zespół nie awansował do Ligi Mistrzów. Teraz też wygrał tylko raz w dziesięciu spotkaniach i jego los wydaje się nieunikniony.

Pearson z wozu, Derby lżej?

Nigel Pearson został zawieszony w obowiązkach menedżera Derby County i nie wydaje się, żeby mógł powrócić na swoje stanowisko. Obecnie zespół prowadzi jego asystent, a klub zaczął już poszukiwania nowego kandydata. Mówi się między innymi o Harrym Redknappie, ale faworytem właścicieli jest podobno Gary Rowett. Wracając jednak do Pearsona, wdał się w konflikt z właścicielem klubu, a wyniki nie mogły być czynnikiem broniącym. Zawirowania w klubie nie mogły jednak zdominować uwagi drużyny, bowiem czekał ich mecz o sześć punktów z Cardiff City. Oglądając poczynania piłkarzy The Rams, ciężko nie mieć wrażenia, że piłkarzom ulżyło. Było widać więcej polotu, motywacji i po prostu zaangażowania. Will Hughes w końcu zrobił coś pożytecznego, asystując przy bramce Toma Ince’a. Derby podwyższyło z karnego, strzelając swoją drugą bramkę w tym sezonie. We wcześniejszych dziewięciu meczach ta sztuka udała im się zaledwie trzykrotnie.

Ciężki poranek Hasselbainka

Jimmy Floyd Hasselbaink okazał się kolejnym zamieszanym w aferę z nagraniami Telegraph. Nie jest to zresztą jego jedynie zmartwienie, bowiem forma jego zespołu w lidze jest po prostu przeciętna, a remis z Burton Albion jedynie to uwydatnia. Na miejscu właścicieli QPR nie zastanawiałbym się długo nad jego przyszłością. Wyniki go nie bronią, zespół nie zalicza postępów, a dodatkowo ostatnie wydarzenia działają tylko na szkodę klubu. Jimmy’ego muszą jednak bardzo lubić u góry, bowiem nie dość, że klub wyraził wobec niego poparcie w oficjalnym oświadczeniu, to nie mówi się raczej o rychłym zwolnieniu. Czy są więc jakiekolwiek pozytywy wokół gry Queen’s Park? A no są, bowiem bramka zdobyta przez Poltera była moim zdaniem najładniejszą strzeloną w tej kolejce. Nie chodzi nawet o samo trafienie, ale o genialną asystę Luongo, sami spójrzcie.

Pozytywem są też oczywiście Polacy. Paweł Wszołek gra bardzo dobrze, a Ariel Borysiuk też jest pewien swojego miejsca w składzie. Coraz lepiej w Nottingham radzi sobie Damien Perquis, a Bartosz Białkowski to już klasa sama w sobie. Eksperci uważają, że to najlepszy bramkarz w Championship i oferta z Premier League jest już podobno tylko kwestią czasu. Poza grą są wciąż Michał Żyro i Tomasz Kuszczak.

Piękna gra

Brentford kolejny rok z rzędu utrzymuje się w czołówce, co wydawało się niemożliwe. Oczywiście miano największej rewelacji tego sezonu jest zarezerwowane dla Davida Wagnera i jego Huddersfield Town, które jest liderem tabeli, ale The Bees zajmujący piąte miejsce w stawce, przed kilkoma solidnym firmami, budzi ogromny szacunek. Zwłaszcza kiedy przyjrzymy się dokładnie stylowi, w jakim wygrywają podopieczni Deana Smitha. Strzelili w tym sezonie już 18 bramek, co jest trzecim najlepszym wynikiem w lidze. Ostatnio pokonali Reading 4:1, a kolejną bramkę zdobył niezawodny Scott Hogan, który wspólnie z Tammym Abrahamem i Dwightem Gaylem lideruje klasyfikacji strzelców. Zresztą, co ja się będę produkował. Spójrzcie na to jak kreowali akcje zawodnicy Brentford.

Na koniec zostawiam Was oczywiście z kompletem wyników 10. kolejki Championship, a także z przełomowym wydarzeniem z meczu Nottingham Forest. Nicklas Bendtner zdobył swoją pierwszą bramkę w nowych barwach!

ctef1a5umaab3hj

By | 2016-11-12T22:49:55+00:00 Wrzesień 29th, 2016|Bez kategorii|0 komentarzy

About the Author:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

Zostaw komentarz