Starcie upadłych gigantów, czyli 9. kolejka Championship

To była kolejka czerwonych kartek i niewykorzystanych rzutów karnych, ale nie zabrakło oczywiście pozytywnych aspektów. Spotkały się między innymi drużyny, które wciąż zastanawiają się, co właściwie robią w Championship.

Mecz na szczycie. Czy aby na pewno?

Jeżeli komuś przed sezonem wydawało się, że starcie Aston Villa z Newcastle w 9. kolejce będzie pojedynkiem drużyn okupujących dwie czołowe lokaty w tabeli, to był w bardzo dużym błędzie. Sroki co prawda przez jedną kolejkę były liderem, ale The Villans nie zbliżyli się nawet do strefy play-off i do pojedynku potęg przystępowali jako ligowy średniak. Tak też wyglądało to na boisku. Podopieczni Rafy Beniteza objęli prowadzenie na kilkanaście minut przed przerwą po samobójczym trafieniu Tommy’ego Elphicka, a wynik 1:0 po 45. minutach był najniższym wymiarem kary. Świetnie rozgrywał Jonjo Shelvey, a kolejne okazje marnowali Dwight Gayle i Momo Diame. Niewykorzystane sytuacje się mszczą? Jeżeli AV już atakowało, to stwarzało naprawdę duże zagrożenie. W drugiej połowie do siatki trafił Jedinak, ale sędzia odgwizdał spalonego. Bliski był także Ayew, ale jego strzał po pięknej akcji trafił w słupek. Dopiero na dwie minuty przed końcem spotkania, starania piłkarzy Di Matteo zostały wynagrodzone, a Aaron Tshibola głową zdobył bramkę wyrównującą. Dla AV to szósty zremisowany mecz w tym sezonie… W tabeli plasują się na 17. pozycji ze stratą siedmiu punktów do 5. Newcastle.

Nowy lider

O dziwo najlepiej ze spadkowiczów radzi sobie Norwich City, które złapało bardzo dobrą serię i w poprzedniej kolejce pokonali Burtol Albion 3:1. Kolejną bramkę dla Kanarków zdobył Jacob Murphy, dla którego jest to już czwarte trafienie w tym sezonie. Norwich przegrało w tym sezonie zaledwie raz, z Birmingham, co jest najlepszym wynikiem w lidze, obok właśnie The Blues. Piłkarzom Alexa Neila udało się wykorzystać potknięcie Huddersfield i dzięki temu wyprzedzili ich w ligowej tabeli, zajmując pozycję lidera. Huddersfield przegrało zresztą tylko na własne życzenie, bowiem w skrajnie głupi sposób z boiska wyleciał Rajiv van La Parra. Koledzy z zespołu kwitowali jego zachowanie pukaniem w głowę i ciężko nie przyznać im racji.

Ciężkie początku beniaminka

O ile Barnsley radzi sobie świetnie, Burton także nie najgorzej przystosowało się do życia w Championship, o tyle ostatni z beniaminków Wigan Athletic przeżywa naprawdę ciężkie chwile. Pojedynek z jednym z sąsiadów w ligowej tabeli miał sprawić, że The Latics odkują się w końcu i będą mogli nieco odetchnąć. Inne plany miał jednak Jordan Hugill, który już na samym początku szczęśliwie dał Preston prowadzenie, a mógł podwyższyć je już kilka minut później. Nie pomógł Will Grigg, którego licznik bramkowy zatrzymał się na czterech trafieniach, nie pomógł Nick Powell ściągnięty z Manchesteru United. Mecz zakończył się jednobramkowym zwycięstwem PNE, a przy niekorzystnych wynikach osiedli na dnie tabeli. Panie Caldwell, trzeba działać.

Jest trzecia bramka Derby!

Na drugą bramkę w sezonie fani Derby czekali od trzeciej do ósmej kolejki. Trzecia przyszła nieoczekiwanie szybciej! Podopieczni Nigela Pearsona zaczęli co prawda nie najlepiej, bowiem sprezentowali rywalom jedenastkę, której na ich szczęście nie wykorzystał Ben Marshall. Sytuację będzie mogli zresztą zobaczyć poniżej. W 69. minucie stał się cud. Matej Vydra pokonał Jasona Steele i wyprowadził Derby na prowadzenie. Nawet najstarsi fani przecierali oczy ze zdumienia. Piłkarze Blackburn nie dali im się jednak nacieszyć zbyt długo. Już minutę później wyrównał niezawodny Marvin Emnes, który trzy minuty później dołożył jeszcze asystę przy bramce Daniela Grahama. Trzy minuty wstrząsnęły zawodnikami Derby, ale im przyda się jak najwięcej tego typu wstrząsów. To już nie Monk, nie Lambert, a właśnie Pearson jest głównym kandydatem do utraty posady w Championship. A Blackburn? Blackburn które skazaliśmy już na los Boltonu, wygrywa drugi mecz z rzędu i ucieka ze strefy spadkowej. Szacunek.

Mało efektowny weekend

Zwykle mam ciężki orzech do zgryzienia z wyborem bramki kolejki. Tym razem było podobnie, ale nie ze względu na dużą ilość pięknych trafień, a właśnie na ich brak. Bramek padło sporo, strzelali najlepsi strzelcy tacy jak Tammy Abraham, Chriss Wood czy Glenn Murray, ale brakowało prawdziwych perełek. Kilkukrotnie było blisko jak na przykład przy strzale w słupek Ayew. Ostatecznie mój wybór padł na wspomnianego już przed momentem Glenna Murraya, który wykończył piękną akcję Knockaerta i podanie Kayala. Przed sezonem typowałem Murraya do walki o koronę króla strzelców. Konkurencja będzie duża, ale sam zainteresowany nie traci dystansu do czołówki.

Na uwagę zasługuje też doskonała dyspozycja Leeds United, które wygrywa trzeci mecz z rzędu, dwie bramki Kierana Lee w swoim 150. meczu dla Sheffield czy piąty mecz bez porażki Birmingham City. Championship wraca do nas już w środku przyszłego tygodnia, a na koniec zostawiam Was z kompletem wyników.

ctjaeplweaee3yy

By | 2016-11-12T22:50:06+00:00 Wrzesień 25th, 2016|Bez kategorii|0 komentarzy

About the Author:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

Zostaw komentarz