Wypełniając obywatelski obowiązek

Manchester City jest w gazie. Podopieczni Pepa Guardioli rozpoczęli rozgrywki z naprawdę wysokiego C, notując imponującą serię 9 kolejnych zwycięstw w lidze i pucharach.

Muszę i chcę się przyznać do błędu. W jednym z przedsezonowych tekstów prorokowałem, że Guardiola może sobie nie poradzić w nowym środowisku, jakim dla niego jest Premier League. Okazuje się, że nic bardziej mylnego. Komplet punktów w 5 meczach ligowych – jest. Zwycięstwo na Old Trafford w derbach – zaliczone. Wygrane w pierwszych meczach Ligi Mistrzów i Pucharu Ligi Angielskiej – także za sobą. Potulnie biję się w pierś, choć jako sympatyk Obywateli jestem miło zaskoczony.

Mamy dopiero końcówkę września, ale już widać, że naprawdę wiele się zmieniło w niebieskiej części Manchesteru. Widać, że City powoli przestaje zależeć od indywidualności, a staje się kolektywem graczy. Jak widać po wynikach, Obywatele nic sobie nie zrobili z trzymeczowej nieobecności Sergio Aguero – grali równie dobrze, potrafili rozłożyć między siebie ciężar strzelania bramek i kreowania sytuacji strzeleckich, co za Pellegriniego wydawało się być nie do pomyślenia. Wielka w tym zasługa Pepa Guardioli, któremu można zarzucić wiele, ale nie to, że nie jest odważny. Nie trzyma się kurczowo nazwisk jak jego poprzednik, rotuje składem. Nie boi się wstawiać Kelechiego Iheanacho do pierwszego składu nawet w najważniejszych meczach, a ten odwdzięcza mu się kolejnymi bramkami i asystami. Obywatele wychowali prawdziwy brylant, a pod wodzą Hiszpana staje się prawdziwą maszyną do strzelania goli.

Co jednak mnie najbardziej zaskoczyło to fakt, że Ctity wcale nie gra monotonnej tiki-taki, czego wielu (w tym i ja) się spodziewało. Obywatele nie próbują usypiać rywali, oni próbują ich niszczyć na boisku i rozgrywają akcje w zróżnicowany sposób. Zachwycać może gra z kontry, w której piłkarze Guardioli czują się świetnie – strzelili w ten sposób dwa gole z Bournemouth, a także wczoraj ze Swansea. Niecodziennie przecież Gael Clichy pakuje piłkę do siatki.

Hiszpański szkoleniowiec to, mówiąc wprost, facet z jajami, własną wizją i pomysłem na drużynę. Nie wszyscy piłkarze mieli z nim dobre relacje, ale prawda jest taka, że wielu spośród jego podopiecznych przeżywało swój rozkwit pod jego wodzą. Spójrzmy na to, co się dzieje na ten moment. Sterling przeobraża się z rozkapryszonego chłopca w piłkarza, z którego naprawdę jest pożytek na boisku. Aguero zawsze był świetny, ale teraz strzela praktycznie w każdym meczu. De Bruyne gra sezon życia. Martwić może jedynie mała ilość czystych kont, ale defensywa zawsze była bolączką City, a i tak widać progres w wyprowadzaniu piłki i konstruowaniu akcji od tyłu.

Najważniejszą rzeczą, z jaką musi się zmierzyć Guardiola, wydaje się być mentalność drużyny w pojedynkach z gigantami. Gdyby utworzyć minitabelkę z zeszłego sezonu składającą się z Wielkiej Szóstki (Arsenal, Chelsea, Manchester United, Manchester City, Liverpool, Tottenham) i mistrza z Leicester, okazuje się, że bilans Obywateli wygląda następująco: 2 wygrane (obie z Chelsea), 3 remisy i aż 7 porażek. Miejsce w top 4 zawdzięczają tylko temu, że chyba najrzadziej zdarzało im się tracić punkty z drużynami z dołu tabeli. Wygrana z Czerwonymi Diabłami w derbach wydaje się być dobrym początkiem w walce o prym wśród gigantów. Jak wszyscy, ja także oczekuję z niecierpliwością dalszej części sezonu, która zapowiada się pasjonująco.

By | 2016-11-12T22:50:10+00:00 Wrzesień 22nd, 2016|Bez kategorii|0 komentarzy

About the Author:

Jedyny fan City w promieniu stu kilometrów. I to dłużej niż od roku!

Zostaw komentarz