Patrz pod nogi Rafa, czyli 8. kolejka Championship

Niedziela, a cała kolejka Championship już za nami. W całej lidze przyspieszyli tempa, a trzy mecze na przestrzeni tygodnia mogą spowodować solidną zadyszkę. Przekonali się o tym między innymi podopieczni Rafy Beniteza, którzy znowu tracą cenne metry.

Kiedy wydawało się, że podopieczni Davida Wagnera zaczną gubić powoli punkty, oni szybko otrząsnęli się po porażce z Brighton i naprzeciw Queens Park Rangers stanęła silna i zmobilizowana do zwycięstwa ekipa. Ciężko było nie zauważyć wyćwiczonych schematów, bowiem obie bramki dla The Terriers padły po strzałach głową. Dzięki zwycięstwu 2:1 nie musieli obawiać się co zrobi Newcastle, bowiem dalej byli pewni utrzymania pozycji lidera. Tymczasem jeżeli chodzi o QPR, to pogłoski na temat zwolnienia Hasselbainka mogą nasilić się jeszcze bardziej w przeciągu kilku najbliższych dni. Mówiło się o Tonym Pulisie, ale po wczorajszym meczu z West Hamem, chyba nikt nie będzie chciał pozbywać się Tony’ego z The Hawthorns. Na Loftus Road potrzeba jednak zdecydowanych działań, bowiem większość kibiców wie, że z Jimmym nie zajdą do niczego. Najlepsze, że wiedzą o tym już grudnia ubiegłego roku.

Tymczasem Newcastle, które po pięciu zwycięstwach z rzędu było już koronowane na każdy możliwy sposób, przekonało się, że Championship nie da się przejść bez perturbacji. Tym razem na drodze stanęli piłkarze Wolverhampton Wanderers, którzy zwyciężyli 2:0, ale trzeba przyznać, że mecz mógł zakończyć się znacznie wyższym wynikiem, bowiem Wolves zmarnowali kilka dogodnych sytuacji. (Niżej możecie zobaczyć jedną z nich) Same bramki to zresztą błędy, błędy i jeszcze raz błędy. Przy pierwszym trafieniu źle zachował się Chancel Mbemba, który wpakował piłkę do własnej siatki, a drugi gol to strata piłki pod własnym polem karnym. Sroki próbowały odwrócić losy spotkania, ale Carl Ikeme nie dał się tego popołudnia pokonać. Newcastle nie tylko straciło dystans do Huddersfield, ale wyprzedzili ich także zawodnicy Norwich, którzy 2:1 pokonali Nottingham Forest. Sroki zajmują w tabeli trzecie miejsce, z taką samą ilością punktów co Barnsley, które co prawda przegrało na własnym boisku pierwszy raz od kwietnia tego roku i Birmingham, które w samej końcówce odwróciło losy meczu z Sheffield.

Wciąż bez drugiego zwycięstwa w lidze pozostaje Aston Villa. Podopieczni Roberto Di Matteo stawili w sobotę czoła Ipswich Town z Bartoszem Białkowskim w składzie, ale to nie Polak miał w tym meczu więcej pracy. Zdecydowanie częściej wykazywać musiał się Pierluigi Gollini w bramce The Villans. Były groźne strzały z rzutów wolnych, był słupek i poprzeczka, a także dwukrotne wybicie piłki z linii bramkowej przez Kodije i Cissokho. Villa zdecydowanie wyglądała jak spadkowicz, ale nie z Premier League, tylko przyszły z Championship. To naprawdę szokujące, że z takimi zakupami przed sezonem i z takimi zawodnikami, którzy już przecież byli w klubie, zespół stać na zaledwie jedno zwycięstwo w ośmiu kolejkach! Może brakuje Johna Terry’ego, który podpowiedziałby mu coś na ławce trenerskiej?

Jeżeli już przy Białkowskim byliśmy to krótko także o innych Polakach na zapleczu. Tomasz Kuszczak nie wystąpił w wygranym przez Birmingham meczu z Sheffield, bowiem w środku tygodnia doznał kontuzji na treningu. Z kontuzją odniesioną w trakcie poprzedniego meczu zmaga się także Damien Perquis, którego Nottingham przegrało z Norwich. Ariel Borysiuk pojawił się na boisku wraz ze startem drugiej połowy meczu Queens Park, a Paweł Wszołek przesiedział całe te spotkanie na ławce rezerwowych. Przypomniał o sobie także Lukas Jutkiewicz, który strzelił pierwszą bramkę od 2014 roku, a bramka ta dała Birmingham zwycięstwo 2:1 z Sheffield.

Wracając już jedna do głównych wydarzeń, trzeba przyznać, że Gary Monk wrócił do świata żywych, odnosząc drugie ligowe zwycięstwo z rzędu. Jego Leeds otwierało kolejkę meczem z Cardiff, na terenie który nigdy Pawiom nie leżał. I mogło skończyć się różnie, bowiem to Walijczycy ruszyli do ataku na początku spotkania, ale nie udało im się udokumentować swojej przewagi. Wtedy do głosu doszło United, a zwłaszcza rewelacyjny Pablo Hernandez, którego występ był prawdziwą ozdobą tego spotkania. Ostatecznie skończyło się na wyniku 2:0, a Monk może powiedzieć, że przezwyciężył pierwszy kryzys. Nie może jednak zapominać, że taki kryzys nadejdzie pewnie jeszcze nie raz i nie dwa, ale cały cas podkreślam, że Gary potrzebuje przede wszystkim czasu, czyli tego czego nie dostawali poprzedni menedżerowie. Na koniec fragmentu o Leeds, możecie obejrzeć bramkę Pablo Hernandeza, która moim zdaniem była najładniejszym trafieniem tej kolejki.

 

Od dna odbili się z kolei w końcu piłkarze Blackburn Rovers, którzy zdobyli pierwszy komplet punktów w sezonie 16/17. Ich rywalem była drużyna Rotherhamu, która mimo niezłej gry, punktuje bardzo przeciętnie i po przegranej z Rovers 2:4, mają zaledwie punkt przewagi nad strefą spadkową. Co ciekawe przed tym spotkaniem piłkarze Blackburn mieli na swoim koncie zaledwie sześć strzelonych bramek, a tylko w meczu z The Millers zdobyli ich cztery. Ogromna w tym zasługa Marvina Emnesa, który nie tylko sam trafił do siatki, ale też dwukrotnie asystował przy trafieniach kolegów i był absolutnie kluczowym ogniwem tego zwycięstwa. Blackburn dalej w strefie spadkowej, ale udało się zrównać punktami i wyprzedzić bilansem bramkowym Cardiff City, a także dogonić Wigan Athletic.

Warto odnotować także pogrom pogrom Brentford, które pokonało 5:0 Preston North End, a Scott Hogan dzięki hat trickowi zrównał się z Tammym Abrahamem na pozycji lidera klasyfikacji strzelców. Swoją drugą, podkreślam drugą, bramkę w sezonie strzelili także piłkarze Derby County, ale i tak nie udało się wygrać z Bristol, które ostatecznie ugrało punkt z Baranami. Nigel Pearson nie wierzy chyba, że to dzieje się naprawdę. Na koniec komplet wyników ósmej kolejki.

csk7m2nwcaarggo

By | 2016-11-12T22:50:13+00:00 Wrzesień 18th, 2016|Bez kategorii|0 komentarzy

O autorze:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

Dodaj komentarz