5 powodów dla których warto oglądać tę kolejkę Premier League

Zaledwie trzy kolejki dano nam się cieszyć. Zaledwie trzy kolejki rozegrała angielska ekstraklasa, zanim brutalnie oddzielono nas od niej przerwą reprezentacyjną. I mówcie co chcecie, ale zamiast Francji z Białorusią wolałbym wtedy oglądać Stoke takie z West Bromem.

Na szczęście będzie to powrót z gatunku tych miłych. Wiecie, gdyby pierwszym meczem Premier League po dwóch tygodniach przerwy było starcie Watfordu ze Swansea to bym się lekko obruszył. Jak zaczynać to z wysokiego C, a mało jest takich rzeczy, które gwarantują to w równym stopniu jak derby Manchesteru. Teraz będą miały jeszcze wyrazistszy posmak, a to za sprawą Guardioli oraz Mourinho. Co ja Wam będę o nich opowiadał. Dwaj przedstawiciele najwyższej półki trenerskiej, dwie gwiazdy tego świata, dwóch zaciekłych rywali. To również zupełnie inne szkoły futbolu, sęk w tym, że tę Manchesteru City, opuścił najzdolniejszy uczeń – Sergio Aguero, natomiast ta Czerwonych Diabłów kwitnie w najlepsze. Zarówno w ataku, jak i obronie występują sami goście z średnią 4,75 na koniec roku.

Jak się zostaje pierwszym od czasów Sunderlandu i Phillipsa angielskim królem strzelców Premier League, to potem trzeba to konsekwentnie powtarzać, a nie znikać na kilka kolejek. Wydaje się jednak, że Harry Kane zupełnie się zapomniał i od trzech kolejek nie potrafi znaleźć drogi do bramki rywala. Statyczność młodego Anglika doprawdy mnie przeraziła, bo wygląda to tak, jakby piłkarz Tottenhamu próbował podtrzymać swoją “formę” z Euro 2016. A nie muszę chyba mówić, że nie była ona najwyższych lotów; w obecnej kampanii angielskiej ekstraklasy podopieczny Pochettino oddał 6 strzałów na bramkę. Wiecie ile z nich było celnych? Ano dwa. Czy HurriKane przebudzi się w chłodny, deszczowy wieczór w Stoke? Czas pokaże.

Liverpool jest specyficzną drużyną. Mają jednego z najlepszych trenerów na świecie, potrafią ograć Arsenal i sprawić duże kłopoty Tottenhamowi, a następnie przegrać wszystko 0:2 z Burnley. Nie muszę chyba dodawać, że w taki sposób traci się szanse na mistrzostwo. Leicester również, trochę jak w zeszłej kampanii, wystartowało bardzo przeciętnie. Ciężko inaczej nazwać wygraną z Swansea, remis z Arsenalem i przede wszystkim – porażkę z Hull City. Tak jasne, Tygrysy grają lepiej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać, ale porażka na inaugurację sezonu mistrzowi po prostu nie przystoi. Dzisiejszy mecz pomiędzy tymi drużynami będzie więc okazją do naprawy wizerunku. Zarówno u Kloppa, jak i Ranieriego pojawiły się pierwsze rysy na wyidealizowanych portretach. Póki co, jeszcze jest czas, żeby to zatrzeć, problem będzie w momencie gdy okaże się, że granie Matipem i Leivą na środku nie jest dobrym pomysłem, a Vardy to jedynie jednorazowy wystrzał.

Gdy Antonio Conte przychodził do Chelsea, prorokowałem, że sięgnie z londyńskim klubem po mistrzostwo Anglii. Po trzech meczach są na jak najlepszej drodze do osiągnięcia tego celu. Trzy zwycięstwa, dziewięć punktów. The Blues idą po swoje. Gra do końca w absolutnie każdym meczu i Włoch, który wprost szaleje, gdy jego ekipa zdobywa gola w meczu z przeciętnym Watfordem. Kibice to lubią, kibice to kupują, kibicom jest to potrzebne do normalnego oddychania, niemal tak bardzo jak zdobyte punkty. Okazja na skompletowanie wszystkich oczek w czterech meczach nadarzy się w starciu z Swansea City i, z całym szacunkiem do walijskiego zespołu, nie daję Łabędziom większych szans na zatrzymanie londyńskiej lokomotywy. Pewnym jest, że Łukasz Fabiański znowu będzie miał rękawice pełne roboty, ale znowu może to nie wystarczyć do czegokolwiek. Dość powiedzieć, że zdobyli oni zaledwie trzy oczka i to na inaugurację sezonu w meczu z Burnley.

David Moyes stworzył Everton. David Moyes wyciągnął ich z absolutnego dołka. David Moyes sprawił, że druga część Liverpoolu mogła pojechać w podróż do Europy. David Moyes był bohaterem w niebieskiej części miasta Beatlesów. A potem ten sam człowiek przepadł jak kamień w wodę.

Odnalazł go dopiero Sunderland. Szkot leżał na brzegu jak but, którego przed chwilą wyrzuciło trenerskie morze. Śmiem twierdzić, że Czarne Koty są świetnymi rybakami, bowiem pomysł zatrudnienia doświadczonego menedżera jest jedną z najlepszych decyzji jakie można było podjąć. Mówcie o nim o chcecie, ale jak się należy do elitarnego grona szkoleniowców, którzy uzyskali 700. punktów w BPL, to naprawdę trzeba znać się na rzeczy. Teraz Sunderland ma zaledwie punkt. Ten punkt pozwala jednak utrzymywać się nad strefą spadkową. Póki co jest to wystarczająca zdobycz, ale przecież już w Biblii nauczano nas, żeby pomnażać swoje talenty. Podopieczni Moyesa będą mieli do tego okazję w poniedziałek, gdy na Stadium of Light przyjedzie Everton. Everton koemanowski, Everton mocny niemal jak za czasów Szkota.

By | 2016-09-10T09:34:29+00:00 Wrzesień 10th, 2016|Bez kategorii|0 komentarzy

About the Author:

Mało znam się na piłce. Ale umiem naciskać klawisze żeby wyskakiwały zabawne wyrazy. Egzegeza na przykład.

Zostaw komentarz