Niezniszczalni. Zawodnicy z najdłuższym stażem w klubach Premier League

Krzysztof Stanowski w „Stanie Futbolu” uważa, że nie ma czegoś takiego jak przywiązanie do barw klubowych. Według niego piłkarze podążają za lepszym życiem, lepszymi miastami, lepszymi klubami. Jako przykład podaje Francesco Tottiego, który jeśli by się urodził w jakiejś Perugii, to prędzej czy później by stamtąd wyjechał. Sporo w tym racji, ale w każdym klubie Premier League jest gość, który stara się temu w jakikolwiek sposób zaprzeczyć.

Theo Walcott – ulubieniec Wengera przeniósł się do stolicy Anglii w 2006 roku z ekipy Southampton. Początkowa cena za skrzydłowego wynosiła 5 milionów funtów, ale ostatecznie Kanonierzy przelali na konto Świętych 12 milionów. Walcott reprezentuje barwy ekipy z północnego Londynu już od dziesięciu lat i siedmiu miesięcy. W tym czasie z wielkiego talentu, szybkiego skrzydłowego, ligowego średniaka doszedł do etapu, w którym nazywa się go jeźdźcem bez głowy.

Marc Pugh – choć Anglik wielkiej kariery w barwach Wisienek nie zrobił, to przeżył z nimi najpiękniejsze momenty w historii klubu, a także swojej osobistej. Gdy w 2010 roku przeniósł się z Hereford United, mało kto spodziewał się, że spędzi w klubie ponad sześć lat, a wraz ze swoim dawnym kolegą z boiska, a obecnie trenerem, Eddiem Howem wywalczy awans aż do Premier League.

Kevin Long – środkowy obrońca do Burnley przeniósł się z Cork City w 2010 roku. I chociaż większość ze swojej kariery w barwach The Clarets (pięć lat, siedem miesięcy) przeżył na wypożyczeniach do innych zespołów, to udało mu się dwukrotnie wywalczyć awans do angielskiej ekstraklasy i, przynajmniej na razie, zapisać się na klubowych kartach.

John Terry – człowiek-instytucja klubu ze Stamford Bridge. Młody John Terry debiutował w 1998 roku i od siedemnastu lat i dziesięciu miesięcy nieprzerwanie się tutaj znajduje. W Chelsea. Już jako doświadczony John Terry. Gdy w zeszłym sezonie nieomal pożegnano klubową legendę wszyscy poczuli się mocno nieswojo. Nic w tym dziwnego. Facet to bez wątpienia najlepszy środkowy obrońca w historii The Blues i w jego wypadku mam akurat nieodparte wrażenie, że Stanowski się mylił. Terry ten klub po prostu kocha. Bez względu na wszystko.

Julian Speroni – gdy Argentyńczyk przechodził ze szkockiego Dundee w 2004 roku, nikt nie spodziewał się, że spędzi w barwach Crystal Palace ponad dwanaście lat. 750 tysięcy funtów spłaciło się zaskakująco szybko, bo Speroni okazał się być po prostu strzałem w dziesiątkę. Przez ponad dekadę bronił barw Orłów na swoim najwyższym poziomie i odpuścić musiał dopiero teraz. W wieku 37 lat. Alan Pardew uznał, że Wayne Hennessey i Steve Mandanda obecnie stoją półkę wyżej niż Argentyńczyk, ale moim zdaniem nie odczuwalibyśmy wielkiej różnicy.

Phil Jagielka – wydawało mi się, że angielski obrońca jest w Evertonie od zawsze. Okazuje się jednak, że to „dopiero” jego dziewiąty rok pracy od czasu, kiedy przeniósł się z Sheffield United za 4 miliony funtów. Kapitan zespołu z Liverpoolu wrósł w klubowe mury, w klubową historię. Jest po prostu jego częścią. Nie ma co się jednak specjalnie dziwić. To właśnie tutaj przeżywa on swoje najlepsze momenty w karierze, to właśnie dzięki Evertonowi zaczął być powoływany do kadry Anglii, to właśnie dzięki The Toffees strzelił jedną z najpiękniejszych bramek w historii derbów Merseyside.

Eldin Jakupović – golkiper Hull City nie ma wybitnie długiego stażu w ekipie z KC Stadium, nie przeszkadza to mu jednak w byciu najdłużej grającym tam zawodnikiem. Cztery lata i miesiąc jakie Szwajcar spędził po przyjściu z greckiego Aris w 2012 roku, były okupione awansami, spadkami, wypożyczeniami i… grzaniem ławy. Były reprezentant Helwetów często musiał uznawać wyższość McGregora. Teraz jednak, gdy Szkot doznał poważnej kontuzji, 31-latek wskoczył do pierwszego składu i wygląda na to, że pozostanie tam na dłużej niż można było się spodziewać.

Andy King – w Leicester jest miejsce tylko dla jednego króla. I wbrew obiegowej opinii nie jest nim Mahrez, Schmeichel czy inny Vardy. To Andy King, wychowanek klubu, który w zeszłym sezonie sięgnął po mistrzowski tytuł. To była niezwykła historia dla każdego fana i piłkarza Lisów, ale u Anglika miała ona inny wymiar. Andy sięgał ze swoim macierzystym klubem po wszystkie tytuły ligowe. FL2, FL1, Championship i Premier League. Wszystko w ciągu dziewięciu lat i dziesięciu miesięcy spędzonych przy King Power Stadium.

Czytaj: Z League One po Mistrzostwo

Andy King

Lucas Leiva – skreślany niewiarygodną ilość razy. Facet, który potrafi zagrać na niemal każdej defensywnej pozycji i będzie robił wszystko żeby zaprezentować się jak najlepiej. Pomocnik często popełniający elementarne błędy i nie potrafiący trzymać nerwów na wodzy. Piłkarz, którego nie chce sprzedać żaden z trenerów Liverpoolu. Tak, Brazylijczyk to postać pełna sprzeczności, ale nie przeszkadza mu to w grze już dziewiąty rok w barwach The Reds.

Joe Hart – w przeszłości wielokrotnie wypożyczany. W końcu wrócił do Manchesteru City na stałe i nabronił się tam przez kilka ładnych sezonów. Anglik nie dawał szans Pantilimonowi, a tym bardziej Wrightowi. Rządził niepodzielnie w bramce Obywateli. Do czasu. Minęło już dziesięć lat i trzy miesiące od czasu kiedy Hart przeniósł się z Shrewsbury Town za 600 tysięcy funtów. Guardiola uznał, że tyle czasu wystarczy i teraz Anglik może szukać nowego pracodawcy. Zanim to jednak nastąpi jest obecnie najdłużej występującym graczem w trykocie Manchesteru City.

Wayne Rooney – jedyny chyba obok Leivy piłkarz w tym zestawieniu, który budzi tak skrajne emocje. Tyle razy skreślany, tyle razy przywracany na szczyt, tylko po to, żeby znowu zostać utopionym przez falę oczekiwań. Nie ma co się jednak dziwić. Transfer nastolatka z Evertonu w 2004 roku, opiewał na horrendalnie wysoką kwotę ponad 25,5 miliona funtów! W tym czasie Rooney został już drugim w historii strzelcem Manchesteru United, a także Fat Granny Shaggerem. Równie często dla wrogów, jak i „swoich” kibiców.

Ben Gibson – wychowanek Middlesbrough, a obecnie kapitan beniaminka Premier League, jest już w klubie od pięciu lat i czterech miesięcy. To naprawdę sporo, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że obrońca ma zaledwie 23 lata. Równie imponująco wygląda jego statystyka – zdołał rozegrać ponad 100 spotkań dla Boro, a przecież przez ponad dwa sezony był regularnie wypożyczany.

Ryan Shawcross – jasnym było, że defensor kariery w Manchesterze United nie zrobi. Do 2008 roku nie zagrał on ani razu w dorosłej drużynie Czerwonych Diabłów, a miał już wówczas 21 lat. Trzeba było podjąć odpowiednie kroki, a fundamenty pod nie zostały wylane już rok temu. Wówczas środkowy obrońca przeniósł się do Stoke City na zasadzie wypożyczenia. Tam zagrał blisko trzydzieści spotkań, by już w następnym sezonie zostać ostatecznie wykupionym przez Garncarzy za dwa miliony funtów.

Jose Fonte – jak patrzę na Southampton to mam nieodparte wrażenie, że zawodnicy tych klubów wykazują niezwykłą łatwość w zachowywaniu wierności. Portugalczyk, oczywiście zachowując odpowiednią skalę, podąża śladami legendarnego Le Tissiera i póki co nie zamierza przenosić się do żadnych Manchesterów. Oznacza to, że od kiedy kupiono go z Crystal Palace w 2010 roku, spędził już w barwach Świętych sześć lat i siedem miesięcy.

Lee Cattermole – tutaj znowu mam jakiś „syndrom Jagielki”. Wydawać się może, że słynny/osławiony gracz Sunderlandu jest w ekipie Czarnych Kotów po prostu od zawsze. A jednak spędza on tutaj dopiero swój siódmy rok od kiedy kupiono go z Wigan Athletic za sześć milionów funtów. Nie przeszkadza mu to jednak być jednym z symbolów klubu, ale również i całej ligi. Nazywajcie jego grę jak chcecie – brutalnością, agresją, postradaniem zmysłów, boiskowym rzeźnictwem. Dla mnie Pan Podciągnięte Spodenki należy do grupy piłkarzy, których nie można nie lubić.

Angel Rangel – obrońcę Terrassy wypatrzył w 2007 roku ówczesny szkoleniowiec Łabędzi – Roberto Martinez. Jakim cudem Hiszpan znalazł defensora na miarę Premier League w trzeciej lidze hiszpańskiej? Odpowiedź jest prosta. Obecny szkoleniowiec Belgii pochodzi z tamtego miasta, więc grę Rangela znał po prostu od podszewki. Przeszedł więc z nim przez League One, a późniejsi trenerzy ochoczo korzystali z wiedzy Martineza. Rangel wywalczył awans do Premier League i chociaż faceta, który go stworzył nie ma w klubie od dawna, to on w Swansea utrzymuje się nieprzerwanie od dziewięciu lat i dwóch miesięcy.

Ryan Mason – pomocnik Tottenhamu legendą swojego klubu nie zostanie. Zapewne nie ma też szans na stanie się gwiazdą drużyny Pochettino. Nie zmienia to jednak faktu, że od debiutu 25-latka minęło już siedem lat i dziewięć miesięcy, a on wciąż jest na White Hart Line. Ciekawe jest jednak to, że to Danny Rose trafił do Spurs wcześniej. Rekordu jednak nie mógł pobić, bo debiutował blisko rok później niż Mason.

Troy Deeney – kapitan i największa gwiazda Szerszeni. Trudno mi sobie wyobrazić poprzedni sezon w wykonaniu Watfordu bez udziału napastnika, który przeszedł tam z Walsall sześć lat temu. Trudno mi też wyobrazić sobie, że aż tak nie poznano się na skali jego talentu, bo za snajpera zapłacono śmieszne pół miliona funtów. Tyle co nic. Nie muszę chyba dodawać, że Deeney się spłacił. Rozegrał dla Watfordu już grubo ponad 250 spotkań i strzelił blisko sto bramek.

deeney

James Morrison – pomocnik znany z mocnego uderzenia dołączył z ekipy West Bromwich dokładnie dziewięć lat temu. The Baggies zapłacili za niego 1,5 miliona funtów i mam wątpliwości, czy tego zakupu żałują. 30-letni Szkot został jedną z klubowych legend, rozegrał tam ponad 250 spotkań, strzelił 34 bramki, a do tego został wybrany najlepszym graczem sezonu 14/15. Cóż, trudno sobie wyobrazić piłkarza, który lepiej wpasował się w klimat i historię klubu z okolic Birmingham.

Mark Noble – pamięta występy występy Teveza i Mascherano. Asystował Ljungbergowi i Dembie Ba. Pracował z Pardew, Curbishley’em, Zolą, Grantem i Big Samem. Ich wszystkich w klubie ze stolicy Anglii już nie ma. A on jest i to już od dwunastu lat. Od kiedy pomocnik trafił na Boleyn Ground z klubowej akademii, był świadkiem tworzenia się historii nowoczesnego West Hamu. I chociaż nie zdobył z Młotami żadnego liczącego się trofeum, a kapitanem drużyny jest dopiero od roku, to właśnie on, jak pierwszy i ostatni w historii, przeniósł drużynę z Upton Park na Stadion Olimpijski.

By | 2016-11-12T22:50:33+00:00 Sierpień 30th, 2016|Bez kategorii, Slider|0 komentarzy

About the Author:

Mało znam się na piłce. Ale umiem naciskać klawisze żeby wyskakiwały zabawne wyrazy. Egzegeza na przykład.

Zostaw komentarz