5 powodów dla których warto oglądać tę kolejkę Premier League

No to wylosowali. Arsenal ma przerąbane, bo z PSG nie wygra, a jak wyjdzie z grupy z drugiego miejsca, to trafi na jakiś Bayern albo Barcelonę. Podobnie Manchester City, który z katalońską ekipą nie ma najmniejszych szans. Powalczyć musi natomiast Tottenham, gdzie wszystkie zespoły są na ich, bądź niższym poziomie. Liczę też na Leicester, bo Porto, Club Brugge i Kopenhaga, nie są zaporą nie do przejścia. Zanim jednak zaczną się te wielkie europejskie emocje, skupmy się na tym co najlepsze. Na trzeciej kolejce Premier League.

Zaczniemy z wysokiego C. Liverpool kontra Tottenham. Dobra, nie są to może najlepsze zespoły w historii angielskiej ekstraklasy. Dobra, może oba nigdy jej nie wygrały, ale tutaj akurat nie ma to najmniejszego znaczenia. O ich klasie świadczy co innego – historia, legendarne potyczki w europejskich pucharach, czy po prostu wielka rywalizacja z angielskimi kolosami. Dlaczego jednak mecze The Reds ze Spurs są takie emocjonujące? Bo to po prostu dwie ekipy, które potrafią grać ciekawą piłkę. Nie ma najmniejszego znaczenia, że podopieczni Kloppa przegrali ostatnie starcie z Burnley (0:2), a ekipa Pochettino nie może wskoczyć na swój zeszłosezonowy tryb gry. Co więcej, ich najlepszy bramkarz, Hugo Lloris jest kontuzjowany, a Vorm pewnego poziomu nie przeskoczy. Nie ma to jednak znaczenia. Te dwie drużyny potrafiły naprawdę wielokrotnie stworzyć dobre widowisko, o czym świadczy niezła średnia gola na mecz – blisko 2,8.

Dobra, a faworyt? Jest mi ciężko wytypować, ale jeśli mam patrzeć na ostatnią dyspozycję, a odciąć się od tej nieźle wyglądającej dla liverpoolczyków historii, wziąć pod uwagę fakt, że ma nie zagrać Coutinho, a w szatni The Reds jest troszkę dziwnie… To obawiam się, że jedyną zupkę z kurczaka gracze Kloppa zjedzą z marki Vifon.

Uwagę przykuwa też starcie Bournemouth z Crystal Palace. Co w nim takiego szczególnego? Otóż są to outsiderzy tabeli Premier League. Po dwóch kolejkach konta tych zespołów nadal stoją puste, wyglądają więc mniej więcej jak spodziewany dorobek Legii w Lidze Mistrzów. Różnica jednak polega na tym, że Wisienki bądź Orły po najbliższej kolejce będą musiały mieć punkty. Legioniści natomiast takiego komfortu mieć nie będą.

Wróćmy jednak do Anglii – nie da się ukryć, że dwoma pierwszymi spotkaniami sezonu znaleźli się w mało przyjemnym grajdołku. W sumie zaledwie raz zdołali pokonać bramkarza czterech różnych ekip i tyle samo drużyn wpakowało im łącznie pięć bramek. Zdecydowanie nie ma się z czego cieszyć, paradoksalnie jednak w lepszej sytuacji znajduje się Crystal Palace. Oni prędzej czy później odpalą, o co zresztą ma zadbać najnowszy nabytek stołecznej ekipy – Christian Benteke. Natomiast Bournemouth? No bieda, panie, bieda bardzo. Przed Eddie’m Howe’m stoi jeszcze trudniejsze zadanie niż rok temu.

Bez wątpienia oba te zespoły nie zaczęły tego sezonu najlepiej. Bez wątpienia sumaryczna liczba punktów tych drużyn wynosi mniej niż takich tuz jak WBA, Middlesbrough czy Burnley, a o Hull nie wspominając. Mowa tu o oczywiście o Watfordzie i Arsenalu, którzy spotkają się w sobotę. Dobra, zaledwie punkt Kanonierów to jakaś wielka pomyłka, ale uwierzcie mi – również postawa Szerszeni zasługuje na podsumowanie jej drugim imieniem żony komisarza Ryby z “Kilera”. Włoski menedżer mierzył się z Southampton i Chelsea. Mocniejsze kluby? Londyńczycy na pewno, ale nie w tym rzecz. Uwagę przykuwa fakt, że nie potrafili oni utrzymać swojego prowadzenia. Dwukrotnie Capoue dawał prowadzenie i dwukrotnie to marnowano. Arsenal natomiast był mocno wyniszczony w meczu z Liverpoolem, co The Reds potrafili wykorzystać. W meczu z Leicester mieli natomiast farta, bo Mark Clattenburg nie koncentrował się na faulach Kanonierów w takim stopniu jak na swoich tatuażach. O 16 zacznie się więc spotkanie, które może oznaczać przełamanie dla obu tych drużyn. W trudniejszej sytuacji jest oczywiście zespół z Londynu, bo u nich nie ma już miejsca na wpadki. Kolejny remis Watfordu jeszcze przejdzie, ale dla Wengera byłby to kolejny gwoździk do trumny.

Dużo się o nim mówiło, dużo się o nim pisało. Sam byłem dość sceptycznie nastawiony do perspektywy występów rosłego Szweda, ale ten, póki co, wygląda na gościa, który zrobi wszystko by niedowiarkom zamknąć usta. I po dwóch kolejkach muszę przyznać, że… Cholera. Dobry jest ten Ibrahimović. W dwóch meczach wbił rywalom trzy bramki i pod tym względem może z nim konkurować jedynie Kun Aguero, który znany jest przecież pod pseudonimem “Pewniak do Fantasy”. Ibra co prawda nie strzelał ligowym potentatom, bo ciężko takim nazwać Southampton, a o Bournemouth nie wspominając. Głupotą jest jednak bagatelizowanie tej sprawy, tak się bowiem składa, że i Soton, i Wisienki mają całkiem niezłych golkiperów. A on ich pokonał. Teraz czeka go wyzwanie nie tyle trudniejsze, co bardziej niespodziewane. Manchester United podejmie Hull City, jedno z największych zaskoczeń tego sezonu Premier League. Przed startem rozgrywek typowałem mecz ten jako spacerek dla Czerwonych Diabłów. Zresztą, podobne zdanie miałem o Swansea, a tym bardziej Leicester City. Wszystko jednak zweryfikowała rzeczywistość Premier League. Tygrysy mają sześć punktów po dwóch kolejkach i nie wyglądają jakby mieli zamiar bać się kogokolwiek. Los chciał, że wszyscy inni muszą, a oni mogą. Na ten komfort w angielskiej ekstraklasie praktycznie nikt nie może sobie pozwolić.

Pamiętacie jak Zbigniew Lach mówił o Edwardzie Potoku, że ten “się kur** skompromitował”? No to dokładnie takimi samymi słowami można podsumować poczynania West Hamu w europejskich pucharach. Wygląda to tak, że odpuszczają eliminacje pucharów, żeby skupić się na lidze i walce o puchary. I tak w kółko. Sezon w sezon. Najpierw Młoty przedstawią brutalną rzeczywistość Manchesterowi United, Liverpoolowi czy innej Chelsea, żeby potem nabijać punkty w rankingu UEFA każdemu, byle nie angielskiej lidze. Teraz czeka ich zadanie nieporównywalnie trudniejsze, bo stołeczny klub spotka się z Manchesterem City na Etihad Stadium. I o ile gra Guardioli mnie jeszcze nie przekonuje, to obecna predyspozycja podopiecznych Chorwata jest półkę, jeśli nie dwie, niżej. Brakuje im tego czegoś, tej iskry, którą widziałem jeszcze podczas ostatniego spotkania na Boleyn Ground. Nie ukrywajmy, że sporo robią też kontuzje – wyleciał Cresswell, Feghouli, Sakho, Ayew i Carroll, a takiej ilości ważnych graczy nie można zastąpić od ręki. Prawdą jest, że ostatnie mecze nie wyglądają dla Obywateli najlepiej, wszak wygrali dwa razy, ale to dokładnie tyle samo co Młoty. Niezbyt dużo jak na ligowego kolosa.

By | 2016-11-12T22:50:34+00:00 Sierpień 27th, 2016|Bez kategorii, Bournemouth, Crystal Palace, Hull City, West Ham United|0 komentarzy

O autorze:

Mało znam się na piłce. Ale umiem naciskać klawisze żeby wyskakiwały zabawne wyrazy. Egzegeza na przykład.

Dodaj komentarz