5 powodów dla których warto oglądać tę kolejkę Premier League

Pierwsza kolejka Premier League powaliła. Naprawdę sprawiła, że musiałem zapiąć się w fotelu żeby z niego nie spaść. Z wrażenia oczywiście. Najpierw sensacja na KC Stadium, później trudności Guardioli, strzelanina Arsenalu i Liverpoolu, a na koniec derby Londynu. Wiecie co jest najlepsze? Teraz nie powinno być gorzej.

A zaczniemy nietypowo, bo już w piątek. Co więcej, będziemy musieli się do tego przyzwyczaić. Zdecydowano bowiem, że od tego sezonu grać będziemy już w piąty dzień tygodnia i to dość często. Już dzisiaj w szranki staną Manchester United i Southampton. Spotkanie o tyle ważne, że oba zespoły delikatnie rozczarowały w ostatnim meczu. Jasne, Czerwone Diabły, wygrały z Bournemouth, ale od ekipy, która jest budowana za ogromne pieniądze, na ogromnych nazwiskach, kibice wymagają nieco więcej niż przebłysków Ibrahimovicia i błędów Francisa. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja Świętych, bo ci zaledwie zremisowali z Watfordem, skazywanym przecież na spadek z angielskiej ekstraklasy. W obu drużynach, jak mawiał klasyk, coś się popsuło. Wygląda jednak na to, że o ile w przypadku ekipy Jose Mourinho, mówimy jedynie o kłopotach, to Puel musi się naprawdę sprężyć. Southampton przyzwyczaiło nas przecież do niemal europejskiego poziomu gry.

Manchester City ma łatwy terminarz. Sunderland i Stoke City to nie są trudni rywale. Tak przynajmniej mówią. Kłamią. Jak bardzo oni kłamią. Obywatele Pepa Guardioli męczyli się z Czarnymi Kotami okrutnie. Dość powiedzieć, że pozwolili Defoe dojść do dwóch, trzech sytuacji strzeleckich, a to w przypadku doświadczonego Anglika po prostu musi poskutkować golem. Dość powiedzieć, że City swoje bramki zdobyło po rzucie karnym i samobójczym trafieniu byłego gracza Manchesteru United. Tak nie gra przyszły najbliższy mistrz Anglii, tak nie gra drużyna prowadzona przez, teoretycznie, najlepszego trenera na świecie. I nie ma znaczenia czy rozgrywana jest pierwsza czy trzydziesta piąta kolejka Premier League. Od Manchesteru City wymaga się klasy, a tej w ostatnim meczu po prostu brakowało. Teraz przyjdzie czas na Obywateli w deszczowym Stoke. Będzie to cholernie trudne spotkanie i nie ma znaczenia to, że Garncarze zaledwie zremisowali z beniaminkiem z Middlesbrough. Mam po prostu wielkie wątpliwości czy Guardiola będzie rozśpiewany w deszczu niczym legendarny Gene Kelly, a jego styl sprawdzi się w zimny wieczór w Stoke.

Gdybyśmy spojrzeli na tabelę Premier League po ostatniej kolejce poprzedniego sezonu, stwierdzilibyśmy, że to mecz na szczycie. Jednak zarówno Arsenal, jak i Leicester zaliczyły bolesny falstart na początku nowej kampanii, dlatego niezwykle ciekawi mnie, jak zakończy się pojedynek Lisów z Kanonierami. Zapewne kluczowe dla tego spotkania będzie ewentualne odnalezienie Vardy’ego, który zagubił się tydzień temu gdzieś w korytarzach KC Stadium. Natomiast nowy nabytek Leicester Ahmed Musa zaprezentował się z dobrej strony, ale nie przypieczętował tego golem. Tym razem liczę na przełamanie, bo mam go w moim składzie FPL. Jeśli chodzi o Arsenal, największą zagadką jest skład, jaki Arsene Wenger wystawi do boju na King Power Stadium. Trudno się już połapać w sytuacji kadrowej Kanonierów, nie wiadomo, kto jest już gotowy do gry, a komu przyjdzie jeszcze pauzować. Dość eksperymentalna jedenastka, szczególnie w obronie, poniosła klęskę na własnym stadionie przeciwko Liverpoolowi i mam nieodparte wrażenie, ze bez dodatkowych posiłków Arsenalowi będzie bardzo trudno walczyć o dobry rezultat w tym spotkaniu.

W tej kolejce będziemy mieli także kolejne spotkanie derbowe. Jak nietrudno się domyślić, miecze skrzyżują dwa londyńskie zespoły, bo w sobotę na White Hart Lane przyjadą Orły Alana Pardew. Koguty będą zdecydowanym faworytem tego spotkania, ale Crystal Palace już nieraz pokazywało, ze nie warto ich lekceważyć. Oba zespoły nie potrafiły zdobyć kompletu punktów w pierwszej kolejce, więc w tym starciu zapewne nikt nie będzie miał zamiaru odstawiać nogi. Jeśli Spurs mają rzeczywiście zamiar walczyć w tym sezonie o mistrzostwo, to mecze takie jak ten muszą się dla nich kończyć wygraną. Ciekawe tylko czy Lamela będzie w stanie potwierdzić swoją wysoka formę już drugą kolejkę z rzędu. Wciąż czekamy także na pierwsze trafienie króla strzelców poprzedniego sezonu, a przecież Agüero czy Ibrahimović zaczęli już trafiać do siatki. Tylko szkoda, że Benteke, którego transfer jest już praktycznie przesądzony, nie zdąży zadebiutować w barwach Orłów w tak ważnym meczu.

Nie będę ukrywał, że po sensacyjnym, co by nie mówić, zwycięstwie Hull City nad Leicester City, będę mocno przyglądał się najbliższej grze Tygrysów. Przyznam szczerze, że niezbyt wierzyłem w obecnego beniaminka Premier League i…po meczu otwierającym ten sezon angielskiej ekstraklasy niekoniecznie się to zmieniło. Jasne, podopieczni Mike’a Phelana wygrali ten mecz. Jasne, pokonali samych mistrzów Anglii. Jasne, Diomande i Hernandez strzelili absolutnie historycznego gola. Ale to tylko pierwszy mecz. A teraz, paradoksalnie, będzie jeszcze trudniej, bo Hull City zagra ze Swansea City. Tak, Łabędzie będą rywalem trudniejszym, bo w tym sezonie walczą o utrzymanie. Co więcej, wygrali oni swój ostatni mecz. Spotykają się więc dwie drużyny walczące o utrzymanie, ale… wygrywające swoje ostatnie spotkania. Jak to możliwe? To po prostu Premier League, a w tym meczu naprawdę może dziać się sporo.

Tym razem, w przygotowaniu tekstu pomagał mi Jakub Schulz z naszej redakcji.

O autorze:

Mało znam się na piłce. Ale umiem naciskać klawisze żeby wyskakiwały zabawne wyrazy. Egzegeza na przykład.

Dodaj komentarz