Długi, sabotaż i kolejny upadek?

Kiedy spoglądasz w tabelę Championship i na jej dnie widzisz Blackburn Rovers, przecierasz oczy ze zdumienia. Wspominasz sensacyjne mistrzostwo Anglii, Alana Shearera i zastanawiasz się, jakim cudem sprawy obrały taki obrót. Dzisiaj po wielkości klubu nie ma już nawet najmniejszego śladu.

17 sierpnia 2016 roku, Shane Duffy dwukrotnie ładuje piłkę do własnej bramki, zostaje wyrzucony z boiska, a w międzyczasie ściąga z ramienia czarną opaskę ku czci Jacka Walkera, wielkiego kibica i byłego właściciela odpowiedzialnego za okres największych sukcesów. Zachowanie Duffy’ego można bardzo łatwo wytłumaczyć. Kilka dni temu piłkarz odrzucił ofertę nowego kontraktu na Ewood Park, a klub blokuje jego transfer. Na dodatek nie jest mu podobno po drodze z regularnymi wypłatami. Jeżeli myślicie jednak, że piłkarz sabotujący mecze swojej drużyny jest największym problemem Blackburn, jesteście w sporym błędzie. To zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Szukając genezy problemu zazwyczaj można znaleźć kilka głównych przyczyn. Nie inaczej jest w tym przypadku, jednak wszelkie perturbacje możemy sprowadzić tutaj do wspólnego mianownika. W listopadzie 2010 roku Venky’s London Limited, londyńska filia indyjskiej firmy V H Group, przejęła za 23 miliony funtów 99.9% udziałów w klubie. Zaczęło się oczywiście od hucznych obietnic i deklaracji, a były prezes John Williams powiedział wtedy, że to fantastyczna okazja, aby klub zrobił krok do przodu, umocnił swoją pozycję w lidze i z roku na roku poprawiał swoje wyniki. Nie mógł pomylić się bardziej.

W tamtym czasie Blackburn było spokojne o swój ligowy byt, a stało się to zasługą głównie jednego człowieka, jakim był Sam Allardyce, który w 2008 roku przejął klub znajdujący się niemal na dnie Premier League. Piłkarze Rovers pod wodzą Paula Ince’a wygrali wtedy zaledwie 3 z 17 spotkań i niewiele wskazywało na to, że cokolwiek może ich jeszcze uratować. Big Sam rozpoczął swoją przygodę od zwycięstwa 3:0 nad Stoke, a ostatecznie doprowadził drużynę do bezpiecznego 15. miejsca w ligowej stawce. Rok później było jeszcze lepiej, 10. pozycja i półfinał pucharu ligi zwiastował stabilizację pod wodzą obecnego menedżera Anglików, jednak nie wszystko poszło po myśli kibiców.

Wraz z pojawieniem się Venky’s w klubie, znaczącą rolę zaczął odgrywać agent piłkarski Jerome Anderson, który początkowo miał być tylko doradcą, ale powszechnie wiadomo, że jego wpływy były znacznie większe. I tak w grudniu 2010 roku Sam Allardyce został zwolniony, zostawiając klub na 13. miejscu w tabeli, o czym dzisiaj na Ewood mogą tylko pomarzyć. Zastąpił go jeden z ówczesnych trenerów Steven Kean, który był klientem, a jakże, Jerome’a Andersona. Resztę wystarczy sobie dopowiedzieć.

kkkkkkll

Nie potrzeba było wiele czasu, aby decyzja ta odbiła się czkawką. Już po pierwszym pełnym sezonie Steve’a Keana zespół spadł do Championship. Włodarze klubu nie podjęli w tym czasie żadnych kroków i menedżer miał pozostać na swoim stanowisku. W końcu po długotrwałych protestach kibiców, Kean podał się do dymisji we wrześniu 2012 roku. Katastrofalne wyniki sportowe nie były jednak jedyną złą wiadomością po pierwszych dwóch latach nowych właścicieli u sterów. Największą złość wśród fanów wywołał zapis w kontrakcie Keana, który mówił, że menedżer miał otrzymywać premię, nawet w przypadku, gdy klub spadnie do League One!

Co prawda wiele dokumentów nadal pozostaje nieujawnionych i fani czekają tylko na zmiany w klubie i ujawnienie wszystkich ciemnych interesów. Niedawno światło dzienne ujrzały jednak papiery dotyczące transfery Rubena Rochiny, który trafił na Ewood Park za 370 tysięcy funtów, tymczasem całkowity koszt transferu to ponad 2 miliony funtów! Co więc z pozostałą, niebagatelną sumą pieniędzy? Okazuje się, że została przeznaczona na wynagrodzenia agentów, w trakcie procesu transferowego. Nieoficjalnie mówi się, że wszystkie transfery w klubie były przeprowadzane w tego typu sposób, bez jakiejkolwiek strategii.

Nic więc dziwnego, że po sześciu latach odkąd Venky’s przejęło klub i jego dług, opiewający wtedy na 10 milionów funtów, kwota ta zwiększyła się aż dziesięciokrotnie, co wydaje się niewiarygodne, biorąc pod uwagę jacy zawodnicy w ostatnich latach opuszczali Blackburn. Ciężko pojąć jakim cudem klub nie potrafił zainwestować milionów z transferów takich zawodników jak Rudy Gestede, Steven N’Zonzi, Chris Samba czy ostatnio Jordan Rhodes. A może być już tylko gorzej, bowiem przez ostatnie sezony mogli liczyć na zapomogę w postaci parachute payment, która co sezon trafiała do klubowej kasy. W tym roku zastrzyku gotówki już zabraknie. Cała ta idea w teorii pozwala poradzić sobie klubom, po odcięciu od ogromnych dochodów z praw telewizyjnych. W praktyce wygląda to jednak tak, że albo szybko wracasz do elity, albo toniesz w długach i nie inaczej jest w tym przypadku.

Szansa na to, że pojawi się inwestor chcący spłacić 104.2 miliony funtów (stan długu na maj 2016) jest iluzoryczna, ale w 2013 dwóch wieloletnich kibiców Ian Battersby oraz Ian Currie przez swoją firmę Seneca Partners złożyli klubowi propozycję inwestycji i przejęcie 51% udziałów, co dałoby im kontrolę nad przyszłością Blackburn. Nie uzyskali jednak żadnej odpowiedzi, a kilka tygodni później klub wydał oświadczenie, w którym poinformował, że wszelkie plotki o otrzymanej ofercie są nieprawdziwe, a Venky’s nie ma zamiaru sprzedawać swoich udziałów. Nieoficjalnie mówi się, że panowie ponownie chcą skontaktować się z klubem.

2494838.main_image

Kibice nie raz protestowali już przeciwko właścicielom i domagali się natychmiastowej sprzedaży klubu. Nie inaczej jest tym razem, a wśród fanów krąży już petycja skierowana do Football Association w celu przeprowadzenia dochodzenia odnośnie tego, jak prowadzony jest ich zespół. Zebrano już podobno 4 tysiące podpisów, a coraz częściej mówi się o bojkocie wszystkich domowych spotkań, dopóki Venky’s nie zniknie na dobre, a przecież już sprzedaż karnetów osiągnęła najniższy wynik w ciągu kilku ostatnich lat (mecz z Norwich obejrzało nieco ponad 12 tysięcy ludzi).

Jeżeli jesteśmy już przy FA, to ciężko nie dopatrzeć się także ich winy. Co z ich kryteriami mówiącymi o tym, kto może kupić klub piłkarski? Przecież w tym przypadku władzę nad zasłużoną angielską firmą przejęła banda ludzi, nie mających żadnego pojęcia o futbolu, która po latach żali się, że kilka razy źle im doradzono, ale były to bardzo cenne lekcje. Wiemy, że V H Group miało plan dużej ekspansji na Europę, ale są na to znacznie lepsze sposoby, niż zabieranie się za coś, o czym nie ma się najmniejszego pojęcia.

Dzisiaj kibice boją się o los swojego klubu i muszą się bać, widząc w jakim kierunku to wszystkie zmierza. Mają też przed oczami to co stało się z Portsmouth, Blackpool, dawniej z Leeds czy przed kilkoma miesiącami z Boltonem. Czy da się jeszcze uratować Blackburn? Misja będzie arcytrudna.

By | 2016-11-12T22:50:36+00:00 Sierpień 18th, 2016|Bez kategorii, Slider|0 komentarzy

About the Author:

Pasjonat wyspiarskiego futbolu od Brunton Park po Old Trafford.

Zostaw komentarz