Kręte ścieżki kariery Defoura

Steven Defour to gość, z którym nie można się nudzić. Od zawsze budził kontrowersje i skrajne emocje. Oprócz tego jest obdarzony wielkim talentem, ale niestety jego kariera nie potoczyła się tak, jak przewidywano jeszcze kilka lat temu. Przecież w swoim czasie chciał go sprowadzić na Old Trafford sam Sir Alex Ferguson. Belg ma jednak coś do udowodnienia na Wyspach, a że nie można mu odmówić charakteru, to z niecierpliwością czekam na jego występy w barwach The Clarets. W końcu Premier League kocha takie postacie.

Steven to z pewnością zawodnik nietuzinkowy. Ma w sobie to “coś”, boską cząstkę. Już jako junior był uważany za wielki talent, złote dziecko belgijskiej piłki. Dziesięć lat temu to jego uważano za przyszłą gwiazdę światowego futbolu i lidera reprezentacji Czerwonych Diabłów. W Genku zadebiutował już w sezonie 2004/2005 jako siedemnastolatek, a w następnej kampanii wywalczył sobie pewne miejsce w podstawowej jedenastce. Niestety zespół nie zdołał zakwalifikować się do europejskich pucharów, co skłoniło go do odejścia. Po młodziana zgłosił się wielki Ajax. Holendrzy byli tak zdeterminowani, by pozyskać Belga, że ustalili z nim szczegóły kontraktu, zanim skontaktowali się z jego dotychczasowym klubem. Ten fakt zezłościł włodarzy Genku tak bardzo, że zablokowali transfer pomimo tego, że oferta opiewała podobno na kilkanaście milionów euro. Mimo luk w belgijskim prawie, które pozwalały odejść Defourowi mimo braku zgody jego dotychczasowego pracodawcy, transfer nie doszedł do skutku, gdyż całe zamieszanie odstraszyło klub z Amsterdamu. Genk i tak był dla niego za mały, i pod koniec okienka Steven przeprowadził się do Liege. Tamtejszy Standard pozyskał go za kwotę wiele mniejszą kwotę niż ta, którą oferowali Holendrzy, a do tego złamał niepisaną zasadę, jaka panowała wówczas w belgijskim futbolu. Transfer doszedł bowiem do skutku dzięki wspomnianemu paragrafowi, a do odejścia Defoura żaden z tamtejszych zespołów nie zdecydował się na wykorzystanie tego prawnego kruczka.

Steven+Defour+Standard+Liege+v+Everton+UEFA+QvmdDUZl-1Wx

Steven chyba jednak nie żałuje tego ruchu. Z miejsca stał się liderem Czerwonych i już w swoim drugim sezonie, jako dziewiętnastolatek, przejął opaskę kapitańską od Sérgio Conceição. Od razu poprowadził Standard do pierwszego mistrzostwa Belgii od 25 lat, wygrywając przy tym Złotego Buta – nagrodę dla najlepszego piłkarza w lidze. Następny sezon był dla niego jeszcze bardziej udany. Trener Preud’homme przesunął go bardziej do przodu, co poskutkowało zdobyciem 4 goli i 9 asyst. We wcześniejszej kampanii młody Belg zanotował zaledwie po jednym trafieniu i kluczowym podaniu, co pokazuje, jak wielkiego dokonał postępu. Już wtedy wielkie firmy zaczęły pukać do drzwi klubu z Liege, ale Steven postanowił pozostać w Belgii jeszcze jeden rok. Niestety w dziewiątej kolejce nowego sezonu, w meczu przeciwko Charleroi złamał kość śródstopia, przez co ominęły go tak długo wyczekiwane występy w Lidze Mistrzów. Stracił  wtedy szansę na pokazanie się szerszej publiczności, ale menedżerowie z całej Europie wciąż mieli jego nazwisko w swoich notatnikach. Defour zapowiadał się tak dobrze, że sam Sir Alex Ferguson wysłał do niego osobisty list, gdy tylko dowiedział się o tej kontuzji.

0AA155FC000005DC-3743100-image-a-51_1471345627125

Po powrocie Steven obniżył jednak loty i temat transferu do Manchesteru United ucichł. Od tego czasu różne kontuzje zaczęły go trapić regularnie, ale mimo to prezentował się na tyle dobrze, by wciąż budzić zainteresowanie europejskiej czołówki. Ostatecznie latem 2011 roku wylądował w Porto. Portugalczycy zapłacili za niego 6 milionów euro, czyli dokładnie tyle, ile wcześniej Standard. Defour bez problemu wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie Smoków. Był bez wątpieniem filarem środka pomocy Porto i przez 3 sezony prezentował się z dobrej strony, ale nie spełnił oczekiwań kibiców. Mieli oni nadzieję, że zdoła on powrócić do najwyższej formy i nawiązać do najlepszych sezonów w barwach Standardu. Po 3 latach spędzonych na półwyspie Iberyjskim Belg postanowił powrócić do ojczyzny i tam odbudować swoją karierę…
Ku zaskoczeniu kibiców Czerwonych, Defour zdecydował się przejść nie do Standardu, a do ich największego wroga – Anderlechtu. Można było się spodziewać “mało przyjaznej” reakcji fanów z Liege, ale to co stało się podczas jego pierwszego powrotu na Stade Maurice Dufrance, przerosło wszelkie oczekiwania. Kibice przygotowali ogromną sektorówkę z napisem “Red or dead” i postacią trzymającą ściętą głowę zdrajcy. Steven nie wytrzymał ciśnienia i dwukrotnie wybił piłkę prosto w trybunę zagorzałych sympatyków jego dawnego zespołu. Za drugim razem zrobił to tak mocno, że sędzia wyrzucił go z boiska, ku uciesze widzów. Nie pomógł mu nawet fakt, że “przerwał grę” z powodu kontuzji jednego z przeciwników.

W barwach Anderlechtu Defour zaliczył dwa naprawdę dobre sezony. Presja związana z kibicami Liege była jednak tak duża, że Steven postanowił znowu opuścić swoją ojczyznę. Do tego, jego dyspozycja była na tyle dobra, że kluby z najlepszych lig Europy znowu zaczęły się nim interesować. Ostatecznie zaskoczył wszystkich i wybrał ubiegłorocznego mistrza Championship – Burnley, co bardzo mnie cieszy. Obserwowałem karierę Belga od wielu sezonów i uważam, ze będzie on fantastycznym wzmocnieniem dla The Clarets. Zyskali oni prawdziwego generała środka pola z nienaganną techniką, charakterem przywódcy i bagażem doświadczeń, jakiego nie ma żaden ich zawodnik. Mimo, że można uznać go za niespełniony talent, to uzbierał aż 46 występów w reprezentacji Belgii. Z niecierpliwością czekam, aż pojawi się w FPL…

By | 2016-11-12T22:50:36+00:00 Sierpień 18th, 2016|Bez kategorii, Burnley, Manchester United, Slider|0 komentarzy

About the Author:

Lokalne wcielenie Petera Croucha. Podatny na kontuzje niczym Daniel Sturridge postrach orlikowych bramkarzy. Wiecznie zaspany przez NBA i zajęty co weekend przez Premier League student, zapatrzony w Stevena Gerrarda, tego grubego Ronaldo, Kevina Garnetta, Allena Iversona i Joe Allena, przede wszystkim Joe Allena.

Zostaw komentarz